FANDOM


Mikhaln i Hajsik siedzieli na chodniku, nie wiedząc co dalej robić.

-W końcu udało się znaleźć kogoś do zabawy, a ja nie wiem co robić- lamentowała dziewczynka.

Jednak głupi jestem, stwierdził w myślach mag.- Choć, mam pomysł.

Hajsik spojrzała na niego zdziwiona.

Przedmieścia CreepyTown:

Mikhalnowi udało się znaleźć wystarczająco dużą polanę.

-Dobra, po co tu przyszliśmy?- spytała Hajsik.

Czarodziej uśmiechnął się unosząc ręce ku górze. Z palców ponownie zaczęły wystrzeliwać czerwone pioruny, jednak teraz dodatkowo oczy zaczęły mu się świecić na fioletowo. Skały, kłody, a nawet ziemia zaczęły się podnosić ku górze i zaczęły świecić na czerwono.

Cała materia zaczęła kształtować się w coś zupełnie innego. Hajsik zasłoniła oczy przed oślepiającym blaskiem. Mikhaln uśmiechnął widząc, że jego dzieło zbliża się do końca.

-Gotowe- odparł mag, kiedy cała przestrzeń dookoła nich przestała świecić.

Hajsik spojrzała przed siebie i otworzyła oczy tak szeroko, że Mikhaln obawiał się, czy coś jej się nie stanie. Na polanie znajdował się niemały plac zabaw. Było tu wszystko: karuzele, huśtawki, zjeżdżalnie i wszystko, czego dziecko mogło by zapragnąć.

-Może być…?- spytał mag. W odpowiedzi usłyszał:

-Łiiiii!!!

Hajsik już biegała po nowo powstałym placu zabaw. Czarodziej nie od końca wiedział jak ma się zachować.

-Dobrze, to ja może nie będę ci przeszkadzał i…- nie dokończył. Już była przy nim dziewczynka i złapała go za rękaw.

-Idziesz ze mną- zażądała i pociągła maga w stronę huśtawek.- Siadaj!

Mikhaln nie wiedzieć czemu nawet nie śmiał protestować. Zajął miejsce na jednym z końców huśtawki i zaczął się huśtać z małą.

W górę, w dół, w górę, w dół…

Nawet przyjemnie, pomyślał, już zapomniałem jak to jest być dzieckiem… To takie… bezstresowe.

Po drugiej stronie Hajsik śmiała się i cieszyła z zabawy.

Ehhh…, westchnął w myślach mag, może jak przez jeden dzień pobędę dzieckiem to się nic nie stanie.

Od tego momentu Mikhaln całkiem „wyłączył” dorosły sposób myślenia. Biegał z Hajsik po całym placu zabaw. Zjeżdżali ze zjeżdżalni, kręcili się na karuzeli, potem znowu wrócili na huśtawki.

Godzina za godziną mijała, ale Mikhaln już całkiem o tym zapomniał. Zapomniał, że jest dorosły, zapomniał, że jak ten dzień się skończy, to będzie musiał ponownie stać się dorosłym. Liczyła się tylko zabawa. Ogarnęła go taka dziwna błogość. Nic nie miało znaczenia. Słońce zaczęło zachodzić, a oni usiedli na ławce i zaczęli jeść cukierki. Nagle Mikhaln jakby wyrwał się ze snu.

Co ja…? Nie umiał zebrać myśli, więc to tak było być dzieckiem? Już całkiem zapomniałem.

Spojrzał na Hajsik. Ku swojemu zdziwieniu spostrzegł, że położyła się na ławce i zasnęła. Mag uśmiechnął się.

-Ehhh…- zaczął mówić do siebie,- nawet trochę szkoda, że to się już jutro skończy. Nie mogę jednak zostać dzieckiem. Nie teraz… ehh…- ziewnął ,- czemu jestem taki zmęczony?

Oparł się o ławkę i spojrzał na horyzont. Słońce już prawie zaszło. Linia łącząca niebo i ziemię jarzyła się pięknym pomarańczowym blaskiem.

-Muszę częściej patrzyć na to co się dzieje wokół mnie.

Po tych słowach zamknął oczy. Nie minęła chwila, a spał.

Chwila po tym na plac zabaw weszli Strange, Przemek i Serek.

-To tu było?- spytał smok.

-Nie- odpowiedziała mu piratka.- Patrzcie!- wskazała na ławkę na której spały dzieci.

Cała trójka podeszła do nich.

-Oooo- westchnął Przemek,- gdyby nie to, że parę godzin temu widziałem go jako rozkładającego się zombie- wskazał na Mikhalna,- to bym nawet powiedział, że to urocze.

Serek schylił się po swoją córkę.

-Dobra, ja ją wezmę- powiedział smok.- Do jutra.

Strange i Przemek pożegnali się z nim i spojrzeli z powrotem na Mikhalna.

-Co robimy?- spytała Syrena.

-Może go nie budzić- odparł chłopak,- wracaj do siebie. Ja go tu popilnuję.

-Jak chcesz. Pa.

-Dobrej nocy.

Niebieskowłosy siadł na skraju ławki. Z jego rękawa wyleciał Smąriusz.

-Malujemy mu wąsy?- spytał duch.

-Nie kuś- odpowiedział Przemek łapiąc go.- Dajże mu spokój, a jak się wkurzy? Patrząc na ten plac zabaw, to że zmienił wiek wcale nie oznacza, że stał się słabszy.

-Musicie gadać tak głośno- powiedział Mikhaln przeciągając się.

Przemek spojrzał na czarodzieja.

-Ou… wybacz…

-Nic nie szkodzi… ehh… wiesz… nawet przyjemne to było…

-Zabawa z Hajsik?

-To też, ale mam na myśli bycie dzieckiem przez ten czas.

-Wiesz…- Przemek splótł ręce za głową.- Przeżyłem to już dziewięćset osiemdziesiąt razy, więc wiem… Dzieciństwo ma w sobie jakiś czar. Nic dziwnego, że Hajsik…- chłopak ugryzł się w język,- nieważne. Serio zapomniałeś jak to jest?

-Mam ponad pięćset lat- odparł Mikhaln- i w przeciwieństwie do ciebie nie odradzam się. Tworzę sobie nowe ciała, ale nazwijmy to raczej „gruntownym remontem” niż odrodzeniem, czy też reinkarnacją jak w twoim przypadku.

-Hmm… może i masz rację. Dużo przeszedłeś.

-Nie udawaj już takiego współczującego- zaśmiał się mag,- przeszedłeś więcej. Na chwilę obecną posiadasz dużo większe doświadczenie ode mnie. Chociaż ja jestem silniejszy- dodał na końcu ironicznie.

Przemek spojrzał na Mikhalna.

-Ja wiem…?- odparł.- Kłóciłbym się z tym…

-Nie zapominaj, że po tym jak nauczyłem Serka jednej z moich sztuczek o mało cię nie usmażył.

Przemek lekko skrzywił się na wspomnienie tamtego bólu. Spojrzał na czarodzieja. Jego twarz nagle jakby spoważniała.

-Też to czujesz?- spytał enigmatycznie Mikhaln.

-Co?

-Coś nadchodzi… coś silnego…

-Ehhh… zapewne masz rację, słyszałeś o incydencie w Global?

-Coś tam, ale nie znam szczegółów.

-Spotkaliśmy tam coś…- chłopak zamilkł,- coś potężnego. Za nic nie byliśmy w stanie tego pokonać.

-Nie było tak przypadkiem Vulausa?- spytała zdziwiony mag.- On jest znacznie silniejszy ode mnie. Wierz mi, raz z nim walczyłem.

-Był, ale został ranny podczas wcześniejszej walki. Kiedy dotarł na miejsce tym czymś zajęło się już wojsko.

-Zdajesz sobie sprawę, że takich potworności może być więcej.

Przemek pokręcił głową.

-Takich potworności jest znacznie więcej. Co gorsza prędzej, czy później będziemy musieli się z nimi zmierzyć…

Mag spojrzał na niebieskowłosego z przymrużonymi oczami.

-Nie mówisz mi całej prawdy. Albo inaczej, coś przede mną ukrywasz. Wyczuwam to.

Przemek otwarł szerzej oczy. Po chwili uśmiechnął się.

-Czasem zapominam z kim rozmawiam. Zdajesz sobie jednak sprawę, że nie mogę ci wszystkiego powiedzieć.

-Ależ oczywiście. Spokojnie, nie będę od ciebie na siłę wyciągał. Jednak jedno jest pewne. Jesteśmy za słabi. Jest nas za mało. Mam na myśli tych którzy byli by wstanie przynajmniej skutecznie się bronić.

Mikhaln wstał z ławki.

-Pomożesz mi w przygotowaniu aparatury do przemiany?

-Myślałem, że musi się ostudzić.

-To prawda.

-Wspominałeś o 24 godzinach.

-Jeśli sama będzie się studzić to tak, ale jak jej pomogę to trochę krócej.

-Więc czemu…?- zaczął Przemek.- Aaa…!

-Nie jestem takim draniem bez serca, żeby odmówić małej dziewczynce. Zresztą nie żałuję. Przypomniałem sobie co to znaczy być dzieckiem.

Wieża Maga

-Aparatura gotowa- zawołał Przemek.

Mikhaln patrzył na platformę.

-Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze?- spytał Przemka. Mag nie usłyszał odpowiedzi.- Że będę musiał ten ból czuć jeszcze raz.

Kamienie Filozoficzne wyrwały się z ciała maga ukazując jego prawdziwą postać. Czarodziej wkroczył na platformę i cały proces rozpoczął się od nowa. Przemek zasłonił oczy od czerwonego światła. Kiedy wszystko się skończyło spojrzał w stronę Mikhalna.

Mag wyglądał jak kilka dni temu.

-I jak?- spytał niebieskowłosy.

-Jest w porządku. Teraz wybacz. Muszę się przygotować na to co nadchodzi.  

-Powodzenia.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki