FANDOM


Mieszko usadowił się w kokpicie i zaczął lustrować wszystkie te wajchy, guziki i wskazniki. Ta największa musiała, wedle zapewnień Inżyniera, być sterem, czy jak to zwą. Złapał za ster i poruszył nim kilka razy na próbe. Coś na skrzydłach i ogonie się poruszyło.

-Ha! Wszystko działa jak trzeba. Nie ma się czego obawiać, na pewno da się tym sterować. - Zakrzyknął Inżynier.

-To troche za mało bym zaczął tryskać optymizmem.

-Nie mów mi teraz, że cię strach obleciał.

-To żaden lęk, tylko takie dziwne uczucie, napięcie połączone z ekscytacją, tak jak kiedy pierwszy raz szedłem w bój. Ty tego nie zrozumiesz.

-Tiaa.... Ufam, że nie zmglejesz w czasie lotu. Przejdzmy do ciekawszego tematu, czyli maszyny którą polecisz.

-Ciekawsze jak dla kogo.

-Kogo jak kogo, ale ciebie to powinno interesować. Jak nie będziesz słuchał uważnie anichybi rozbijesz sobie głupi łeb wraz z całym samolotem.

-Samolot... A więc tak na to ludzie mówili przed apokalipsą.

-Właśnie tak. Wyobraz sobie, że dla nich było to coś zupełnie normalnego, że taki kawał żelastwa potrafi latać. Perun opisał to nad wyraz barwnie w swych zapiskach. Ach, chiałbym mieć dostep do nich wszystkich....

-I co tam było napisane. - Zaciekawił się Mieszko

-Przede wszystkim były tam zapisane cechy jakie musi mieć pilot- bo nim właśnie od tej pory jesteś. Niestety trafiło nam się tak, że jedyną osobą którą znalezliśmy i które takie cechy posiada jest taki nicpoń jak ty. - Powiedział z przekąsem Inżynier

-Te Inzynier! Skończże rzucać żartami i poinstruuj chłopaka. Za pare minut ma startować! - Zakrzyknął sierżant, który przyglądał im się od dłuższego czasu.

-Hmm, widzisz Inżynier, przy nas wojskowych trochę trudno budować relacje międzyludzkie. Zwłaszcza w takich momentach.

-No dobra, już już ci wszystko mówię. Widzisz tą wskazówkę? To wysokościomierz, dosyć prymitywny ale miej na niego oko, aby nie latać zbyt wysoko lub nisko.

-A może by tak najpierw podstawy? Na przykład jak się tym w ogóle steruje?

-A no fakt, powinieniem od tego zacząć. Chwyć ster. Jak pociągniesz go do siebe lecisz w góre, jak odepchniesz- w dół. Jak popchniesz w lewo przechylasz, powtarzam PRZECHYLASZ się w lewo i potem ciągniesz do siebie, ale tak delikatnie, i wtedy dopiero skręcasz.

-Yyyy... co? Jak?

-Obawiam się, że praktyka czyni mistrza, więc musisz sam to wyczuć. Tylko wcześniej wznieś się wysoko cobyś się przypadkiem o nic nie rozbił.

-Coraz bardziej mi się to niepodoba...

-No to przejdzmy do deseru! Widzisz ten czerwony przycisk na sterze? To spust podwójnie sprzężonych prezentów od naszej ukochanej gildi szabrowników. Tym razem wytłumaczę ci to prościej. Widzisz ten krzyżyk tu?

-To celownik...

-Ta, zapomniałem żeś wojak... No więc, jak twój cel znajdzie się w nim, klikasz ten guzik by go rozpizdzić. A jakby jaki skurwol próbował capnąć cię z innej strony, poczekaj aż podleci blisko i naciśnik to. Widzisz tą stalową linkę odchodzącą od kokpitu do steru kierunku? - Mieszko wychylił się by zobaczyć rzeczoną linkę - Z dołu masz taką samą. Po naciśnięciu tej wajchy sprawiasz, że przez te linki przepływa kilkanąście tysięcy woltów, które mają tendęcję do przeskakiwania na inne obiekty.

-Łał, tyle, że ja ten no, nigdy nie strzelałem z broni prochowej...

-Pokochasz to, uwierz mi.

-Za minute ma być w powietrzu. - Wydarł się sierżant

Metro-last-light-city-screenshot.jpg

-Dobra, pamiętasz gdzie masz wylądować?

-Tak, a jakby dali sygnał, że nie moge to lece do punktu B i tam mnie na pewno przyjmą.

-Dobrze, tylko wez się nie rozbij? Z bogami.

-Z bogami.

Inzynier zeskoczył z skrzydła i predko odbiegł od maszyny. Mieszko, wedle wcześniejszych instrukcji, sprawdził wszystkie wskazniki i uruchomił silniki. Tunel startowy wypełnił huk dwóch silników eletrycznych zamontowanych na skrzydłach samolotu. Po chwili dołączył do nich szum śmigieł. Wtedy Mieszko zamknął właz kokpitu i wszystkie dzwięki znikneły przytłomione przez 2 centymetry szkła pancernego. Pilot słyszał bicie własnego serca. Oj biło zdecydowanie zbyt szybko. "No dobra, chuj, zrobie to!" zdążył pomyśleć Mieszko nim maszyna zaczeła sunąć w kierunku wylotu tunelu. Spokojnie prowadził ją w miare jak nabierała prędkości. W końcu, gdy koła zaczynały odrywać się od podłoża maszyna wyleciała z tunelu. "CHUUUUUUUUJ"- tylko tyle mógł pomyśleć Mieszko. Na powierzchni został błyskawicznie oślepiony przez światło słoneczne. Przyciagnął ster do siebie by nie rozbić się o ziemie. Kiedy odzyskał wzrok dookoła widział tylko różne odcienie szarości. Na początku myślał, że wzleciał między chmury, ale po chwili zorientował się, że jest przechylony o około 60 stopni. Więc po lewej miał faktyczne chmury, a po prawej miasto. W sumie ta kupa gruzu nie powinna zasługiwać na miano miasta, ale czy warszawiacy mogli ją z czymś porównać? "Świetnie, czyli całe to szkolenie i nerwy po to abym oglądał różne odcienie szarości?". Mieszko ustabilizował lot i znów popatrzył na otaczający go świat. I tym razem go zatkało.

Patrzył hen po horyzont i nie mógł znalezć słów by samemu sobie to opisać. Z tej perspektywy Warszawa wyglądała zupełnie inaczej. I to niebo, ta olbrzymia przestrzeń, która nie mieściła się w pojmowaniu mieszkańca (nagle tak bardzo ciasnych) podziemi. "Czym w sumie jest niebo? Chrzescijanie mówią, że to miejsce do którego idą dobrzy ludzie po śmierci. Raj. Pozostali nazywają tak właśnie tą wielką pustą przestrzeń, którą mamy nad głowami gdy wychodzimy na powierzchnie. Jedno nie wyklucza drugiego. To co właśnie czuję... jestem w Raju. A mój samolot jest wieżą do tego nieba prowadzącą. Jak chrześcijanie nazywają to coś, to...? Zbawienie. Właśnie tak. Czy kiedy odzyskanie powierzchni można nazwać zbawieniem? Ja na pewno bym to tak nazwał". Z tego zamyślenia Mieszko został wyrwany dopiero przez wielgachny obiekt do którewgo niebezpiecznie się zbliżył. "Chwila czy to.... KURWAAAAAAAAAAAA!". Gwałtownie odbił w lewo, by nie przelatywać obok pałacu kultury. "Mam nadzieję, że Pan jest faktycznie najgłuchszą istotą na świecie, inaczej właśnie skazałem nas wszystkich na zagładę." zdążyło przemknąć pilotowi przez myśl. Nie zdąrzył wrócić do swoich filozoficznych wywodów (gdyby Husaria wiedziała, że ten kandydat jest skory do takich rzeczy, napewno by go nie wybrała) gdyż nagle jego maszyną zatrzęsło. Gdy już ustabilizował lot zaczął rozglądać się szukając przyczyny. Znalazł ją lecącą pare metrów od niego po prawej. Rozmiarami dorównywała samolotowi, tylko skrzydła miała dużo większe. Opętany o czarnej, łuskowej skórze odwrócił swój łeb w kierunku samolotu i zaryczał. "O jasny chuj'- podsumował sprawę Mieszko. "C-co mam zrobić?" zapytał sam siebie. I przypomniał sobie. Nacisnął wajchę. Nagle, tylko na chwilkę, samolot pokryło wiele tysięcy woltów trzaskającej śmierci. Sekunde potem wielkie, skwierczące truchło leciało na spotkanie z ziemią. Z zachwytu nad postępem technologi Mieszka wyrwał kolejny ryk. Z naprzeciwka leciala na niego kolejna bestia. Leciała tak jakoś idealnie pośrodku celownika. "Którym to strzelałem z tego?". Mieszko nacisnął spust i przestrzeń miedzy nim i opętanym wypełnił huragan śmierci kaliber 12 i 7 milimetra, co zaskoczyło mutanta w równym stopniu co Mieszka."Ło kurwa! Jest moc" podsumował broń palną. W odległości kilkuset metrów dostrzegł kolejne dwie bestie, ale takie mniejsze. Pewnie młode. "Przez lutości (bez litości)"- Mieszko wspomniał słowa kapitana pod którym służył w czasie swojej pierwszej bitwy. Odbił w stronę opętanych. Ci zaczeli uciekać. Do pierwszego zaczął strzelać kiedy tylko miał okazję, co zaskutkowało tym, że trafił go w skrzydło posyłając tym samym na kurs kolizyjny z ziemią. Drugiego chwile "prowadził" w celowniku. Jego ostrzał trafił bezpośrednio w potwora rozrywając go na strzępy. "Hahaha, strzelałem ledwie 3 razy, a już się uzależniłem. Chcę więcej". Z tych radosnych rozmyślan wyrwało go zapalenie się czerwonej lampki. Czyli znak, że akumulatory wysiadają. "Kurwaaa! Gdziejawogóledocholeryjestem?" zaczął panikować Mieszko. Zaczął szukać wzrokiem Pałacu kultury. "Tam jest! Czyli ja jestem w dwunastym kwadracie. Dobra chyba zdążę."

Dwie minuty pózniej samolot zatrzymał się z piskiem kół i w morzu iskier na lądowisku. Korpusy Apokalipsy zaczeły holować samolot do śluzy prowadzącej pod ziemię. Samego Mieszka ktoś odeskortował do tejze śluzy.

-Na pewno czujesz się dobrze?

-Tak ja tylko.... błłłyyhhaa - Schylił się i zwymiotował komuś na buty. - ... może troszkę..

-Widzę, że do rachunku za wypranie munduru muszę dożucić jeszcze rachunek za buty.

-Melduję się panie generale... i przepraszam....

Pięć minut wcześniej

-Jakież to bydlę głośnie. - Marudził Tyfus - I do tego potrafi razić prądem. Oj na powierzchni jest coraz gorzej.

-To nie bestia - Odpowiedział Matarion. - To tylko "ludzie" znalezli nowy sposób by ginąć.

Twarz Matariona była w pełni oświetlona przez blask słońca. Ktoś kto go nie znał mógłby uznać go za zwyczjanego starego, zmęczonego człowieka w pancerzu wspomaganym. Ale to nie był pancerz wspomagany. Matarion nosił całą tą stal wyłącznie siłą swoich nowych mięśni. Pozatym, ta hipotetyczna osoba musiałaby przybywać z daleka gdyż w tym mieście definicja tego jak wygląda człowiek znacząco się zmieniła.

-Zapewne niedługo nie będziemy im już potrzebni na powierzchni, co nam więc zostało?

-Wyspecjalizować się, z powrotem, w oczyszczaniu świata, bez nieba nad głową.

Obydwoje jeszcze chwile obserwowali jak ta dziwna latająca machina zestrzeliwuje trzech opetanych, po czym stwierdzili, że to nudne zajęcie i zeszli z powrotem do podziemi.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki