FANDOM


Padał strzał za strzałem, w okół wraku unosił się dym, czuć było swąd spalonego mięsa i zapach świeżej krwi. Transportowiec był w kawałkach, uderzył w ziemię z zawrotną prędkością. Złamał się na dwie części i zajął ogniem, a jego upadek zrobił pokaźny krater w ziemi. Z czterdziestoosobowej załogi, której zlecono przewiezienie ładunku, przetrwało zaledwie osiem osób. Ładunek na szczęście był cały, nikt jednak o nim nawet nie pomyślał, to był błąd. Gdyby tylko wiedzieli co to było. Marines w pośpiechu zabarykadowali się w jednej z części transportowca, ze zniszczonych fragmentów zbudowali prowizoryczny płotek.

Wiedzieli, że jeżeli nie uda się im skontaktować z placówką, do której mieli dotrzeć, będą martwi. Nie czekali długo na komitet powitalny, robale zjawiły się w niecałe pięć minut. Rozpoczęli przystawką, przybiegło stado małych paskudztw. Wyglądem przypominały krzyżówkę psa i pasikonika lub czegoś gorszego. Żołnierze długo się nie zastanawiali po co przybiegły, przywitali ich salwą z karabinów. Biedne robaczki nie zdołały dobiec do barykady, a już większość z nich gryzła ziemię.

-Heh co za dzień, a miała być łatwa kasa...-powiedział przysadzisty marine, zaciągając się papierosem.

-Obiecywali spokojny i przyjemny lot, jeżeli to ma być ku*wa przyjemne... To mają trochę racji haha-kontynuował.

Reszta milcząco okazała dezaprobatę tego zachowania, w postaci parsknięć i krzywych spojrzeń. Dobiegł do nich huk, podobny do tego jaki wydaje setka spadających głazów. To jednak nie był kamienie, wkrótce ich oczom ukazała się niepokojąco wielka horda wszelkiej maści robactwa. Pędziły jak szalone, a było ich ze dwie setki.

-I co teraz nie masz nic do powiedzenia gaduło?- parsknął czarnoskóry marine.

-Myślę, że ta sytuacja wyraża się sama przez siebie.-odpowiedział z złośliwym uśmiechem przysadzisty.

Rozpoczął się szaleńczy ostrzał, mający na celu zatrzymanie przeciwników. Ich desperacka nawałnica nie zdziałała zbyt wiele, potwory przedarły się przez barykadę. W oka mgnieniu stojący najbliżej marinsi, zostali rozpłatani niczym, świniaki przez rzeźniczy tasak. W akcie desperacji, jeden z mężczyzn strzelił sobie w łeb. Przysadzisty ze zdziwienia wypluł papierosa i spojrzał na czarnego. Zobaczył jego przerażenie i sam zatrząsł się w sobie. Po chwili jednak oprzytomniał, rzucił się do ucieczki w głąb pokładu. Czarnoskóry obejrzał się za nim i niewiele myśląc pobiegł śladem towarzysza.

-Zdajesz sobie sprawę, że to niewiele da? Dobiegniemy do hangaru i będziemy w ślepym zaułku.-powiedział dysząc Czarny.

Dobiegały do nich krzyki rozrywanych, zostawionych w tyle kolegów oraz odgłosy wydawane przez robale.

-Rusz głową małpiszonie, przewoziliśmy eksperymentalną broń. B-R-O-Ń. Rozumiesz?-warknął przysadzisty.

Czarnoskóry zrobił minę jak gdyby został zrugany przez nauczyciela przy tablicy, za to że nie wie jak rozwiązać zadanie. W tej samej chwili, robalo-psy zaczęły ich doganiać. Widząc to Przysadzisty, cisnął w ich stronę granat odłamkowy. Spowodowało to wystarczające zamieszanie, bestie poczuły się zdezorientowane i zostały spowolnione. Dało to czas żołnierzom na przedostanie się do hangaru, wpadli do niego pędem  i natychmiast zatrzasnęli za sobą drzwi. Hangar nie był zbyt dużym pomieszczeniem, jak na warunki transportowców wojskowych. Nie było tam miejsca dla czołgów czy pojazdów, a jedynie odrobina miejsca na broń, medykamenty i inne niezbędne rzeczy. Posiadał jednak wystarczająco grube drzwi i ściany aby wytrzymać szarżę złowrogich stworzeń.

Pośrodku pomieszczenia stała wielka stalowa skrzynia, oklejona taśmą z napisem "ostrożnie". Przysadzisty podszedł do niej i zaczął zrywać okleinę.

-No maleńka, pokaż co skrywasz w środku-powiedział poirytowany, zrywając ostatnią taśmę. Jego oczom ukazał się elektroniczny zamek cyfrowy.

-No ku*wa żartujesz sobie ze mnie…-Uderzył z całej siły w skrzynię. Zaczął obkładać ją pięściami, zachowywał się jakby dostał białej gorączki. Wykrzykiwał bluzgi i wulgaryzmy, a wszystkiemu w ciszy przyglądał się czarnoskóry. Przysadzisty zdyszał się i przestał obkładać sarkofag. Zapadła niepokojąca cisza, słychać było tylko sapanie zmęczonego żołnierza.
-Nie słychać ich. Co się dzieje myślisz, że sobie poszły?-powiedział Czarnoskóry przyciskając do siebie karabin. Przysadzisty usiadł na ziemi i podniósł głowę, ku górze. Wpatrzył się w sufit.

-Cholera wie.-parsknął i ciężko odetchnął. Krople potu spływały mu po czole wzdłuż nosa i policzków. Spoglądał na szary pułap pomieszczenia i nagle dostrzegł drgania, wtedy zrozumiał. To była cisza przed burzą, nagle z szybu wentylacyjnego dobiegł okropny huk. Jakby coś sunęło w nim z nieludzką szybkością. Krata szybu została dziko wydarta, a z otworu wyłoniła się wężowa paszcza. Czarnoskóry spanikował i bez zastanowienia oddał kilka niecelnych strzałów, w kierunku potwora. Bestia błyskawicznie wpełzła do pomieszczenia i ruszyła w kierunku drzwi. „To chyba ku*wa jakiś żart, to coś chce wyważyć drzwi” pomyślał przysadzisty. Nie zdążył sięgnąć po swoją broń, a wężu-podobny gad, splunął kwasem na panel otwierający wrota. „Ku*wa” to była jedyna myśl jaka przyszła mu do głowy. Oddał strzał w kierunku swojego zabójcy.
-Giń ku*wo!-warknął przerażony, gdy cielsko obcego osunęło się na ziemię, a drzwi rozpoczęły się powoli otwierać. Nie minęła chwila, a przez uchylone drzwi wbiegło 3 pasikoniko-psy. Przysadzisty przywitał je ogniem, a czarnoskóry przerażony mamrotał pod nosem.

-TO TWOJA WINA!-wykrzyczał do swojego kompana i wycelował lufę swojej broni w jego kierunku. „No ku**wa jeszcze Ty?!” powiedział do siebie w myślach Przysadzisty, gdy padł strzał w jego kierunku. Na jego szczęście był wykonany w panice, co spowodowało że był niecelny. Zamiast trafić Przysadzistego, kula rozwaliła zamek skrzyni z ładunkiem. Drzwi otwarły się na oścież, do pomieszczenia wbiegł humanoidalny obcy i stadko mniejszych stworzeń. Przysadzisty stwierdził, że skoro i tak już obaj są martwi. To chociaż nie przepuści tej zniewagi Czarnoskóremu i strzelił mu prosto w łeb.Humanoid podszedł do niego i cisnął nim o ścianę. Marine rzucił okiem, na obcego. Był zgarbiony, przypominał krzyżówkę małpy i człowieka pokrytą chityną. Posiadał wielkie czerwone oczy, a jego twarz wyglądała jakby była w wiecznym grymasie.

Z pleców wyrastały mu kolce, a długie szponiaste ręce zwisały aż do kolan. Sam wygląd jego nóg, sugerował że jest nieludzko szybki, były smukłe, a kolana zginały się w przeciwną stronę. Prawdopodobnie stwór biegał na czworaka i mało kto były, w stanie mu uciec. Najstraszniejszą jego bronią był jednak, długi zakończony ogromny żądłem, wijący się ogon. Przysadzisty wycelował w łeb stwora, lecz ktoś go uprzedził. Łeb Xenosa rozprysnął się jak bańka i zielona krew i kawałki kości rozbryzgały się po pomieszczeniu. Żołnierz spojrzał w kierunku, z którego dobiegł strzał. Jego oczom ukazał się, ogromny mech w fioletowo-białych barwach. „Kto to do diabła jest?” zapytał się w duchu sam siebie, w czasie gdy tajemniczy osobnik rozprawiał się z pozostałymi Xenos. „Fioletowy”

nie był kimś zwyczajnym, jego działko strzelało wiązką energii, która z łatwością przepalała się przez ciała obcych. Na taką broń mógł pozwolić sobie mało kto, poza tym jego pancerz robił niesamowite wrażenie.

Mocarny to słowo jakim można najlepiej go streścić. Gruby i smukły, idealnie podkreślał sylwetkę posiadacza. Miał piękne fioletowe zdobienia na korpusie i szykowny hełm. Na prawym ramieniu znajdowało się działo laserowe. Wyglądało na bardzo potężną broń, świadczyła o tym długa lufa i wielkość urządzenia. Mimo rozmiaru pancerza, jego posiadacz wcale nie poruszał się powoli. Było zupełnie na odwrót, jego ruchy były płynne i zwinne. W oka mgnieniu całe pomieszczenie wypełniło się zapachem spalenizny i kawałkami obcych.

Fioletowy spojrzał na zdezorientowanego marine, po czym ruszył do wyjścia.
-Co do ku*wy...? Ej czekaj na mnie gnoju!-krzyknął za wychodzącym wojownikiem. Po czym podniósł się i pobiegł za nim. Wyszli na zewnątrz, Fioletowy stanął przed wrakiem i rozpoczął wpatrywać się w niebo.
Nagle nadleciały, dwa myśliwce i transportowiec. „Jakim ku*wa cudem? Co tu się wyprawia?” zadał sam sobie pytanie Przysadzisty.
Byli uratowani, ten dzień wreszcie dobiegł końca...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki