FANDOM


Mokro.

To była moja pierwsza myśl. Tam gdzie się znajdowałem było mokro… i zimno. Leżałem, trzęsąc się. Mogłem otworzyć oczy, ale nie chciałem wybudzać się z błogiego uczucia półsnu. Tam nie musiałem czuć chłodu i tego zapachu. Był okropny, nie wiedziałem co tak może śmierdzieć, ale na pewno mieszało się to z odorem potu i krwi.

Lekko uniosłem łeb i otworzyłem ślepia. Musiałem zamrugać parę razy, aby mój wzrok stał się ostrzejszy, jednak nadal widziałem wszystko jakby przez mgłę. Błoto na ziemi, wymieszane z łajnem, szare niebo, deszcz siekający w moją klatkę, konie rozdrażnione pogodą, krzyki ludzi, piski zarzynanych zwierząt, kłótnie, negocjacje i zimna stal pod moimi łapami. Znów normalnie widziałem i czułem.

Coś poruszyło moją klatką. Skuliłem się w jednym jej rogu i z przymrużonych ślepi obserwowałem co się dzieje. Co chwila jacyś ludzie przechodzili, pokazywali sobie mnie palcami. Poruszali moją klatką, śmiali się na mój widok albo robili wielkie oczy. Byłem jak osaczony. Nikt nie chciał mi pomóc.

Brzuszek zaczął dawać o sobie znać cichym burczeniem, które z każdą minutą robiło się coraz głośniejsze. Obok mnie siedział człowiek, trzymając coś w łapach i przysuwając sobie do paszczy. Nie wyglądało to jak baranina, jagnięcina, wołowina i inne mięsa, które dawała mi mama, ani nawet jak kwiaty, które jadłem jako przysmak.

Jednak nie zwracałem uwagi na wygląd, a na zapach. Pachniało cudownie, mój żołądek, znów zaczął domagać się pożywienia.

Zabębniłem lekko pazurami w klatkę, aby dać o sobie znać. Człowiek tylko spojrzał, wygiął kąciki otworu gębowego i dalej zajadał się pysznościami. Patrzyłem na jedzenie z utęsknieniem i oblizywałem mordkę. Zaryczałem cichutko. On podszedł do mojej klatki i zaczął przed nią demonstracyjnie jeść swoje pożywienie.

Stał tak z godzinę? Może dwie, spokojnie i powoli delektując się każdym kęsem, a gdy już zjadł wszystko wyjął z kosza drugie, takie samo.

Z głodu chciało mi się już płakać, chciałem jeść. Mama nie pozwoliła, żebym tak głodował. Zacząłem się wiercić, a klatka razem ze mną. Człowiek na początku nie zwracał na to uwagi, ale gdy moje więzienie spadło z podestu razem ze mną w środku, otworzył drzwiczki i wziął mnie za kark.

Musiałem mu jakoś pokazać, że jestem głodny. Uszczypnąłem go ząbkami lekko w rękę, a on natychmiast mnie puścił. Spadłem na krawędź klatki, a spazm bólu rozchodzący się po całym moim ciele, unieruchomił moje mięśnie.

Mężczyzna trzymał się za rękę, z której kapała czerwona ciecz. Pachniała pięknie. Cichutko podczołgałem się pod jego nogi i zacząłem spijać ją z kałuży. Ten spojrzał na mnie z obrzydzeniem i wyjął coś ze swojej torby. To był ten świecący przyrząd, którym zły człowiek skrzywdził mamę!

Chciałem się szybko odczołgać, ale on przygwoździł mnie butem do ziemi. Zapłakałem. Próbowałem złapać oddech, ale jego odnóże na mojej szyi mi to uniemożliwiało. Spojrzałem na człowieka, trzymał nade mną ostre narzędzie.

Zamachnął się, a ja zamknąłem ślepia, wiedziałem, że zaraz stanie się coś złego. Ukłucie, ból i zapach krwi… tym razem mojej własnej. Zawyłem. Pod moim okiem, między młodymi łuskami widniała świeża szrama. Trząsłem się, mimo, że przywykłem do temperatury, to był strach.

Mężczyzna znów złapał mnie za kark i podniósł na wysokość swojej twarzy. Wyrywałem się, machałem łapkami, piszczałem, drapałem. Otrzymałem cios w brzuszek i kolejny i kolejny. Pewnie zwróciłbym to co miałem w żołądku, ale świeciło tam pustkami. Ryczałem tak, że przechodzący ludzie zaczęli się nam przyglądać. Miałem nadzieje, że ktoś mi pomoże, ale oni tylko się śmiali. Mężczyzna okładał mnie z coraz większą brutalnością, ku uciesze gapiów, którzy odkładali coś brzęczącego do pojemnika i odchodzili. Miałem dość.

Niejedna kość była złamana. Krwawiłem, ale on nadal nie dawał mi spokoju.

Mama… zabierz mnie stąd, proszę…

Myślałem, wręcz błagałem, ale nikt nie przyszedł. Człowiek uniósł nade mną swoją rękę, aby zadać kolejny cios. Skuliłem się i czekałem na uderzenie, które… nie nastało. Otworzyłem powoli ślepia, gotów od razu je zamknąć, ale nie musiałem. Ktoś w czarnym płaszczu trzymał go za rękę. Stał do mnie plecami i nie widziałem jego pyska, jednak musiał być naprawdę szpetny, bo na twarzy bijącego malowało się prawdziwe przerażenie.

-Ile za niego chcesz?

Historia Życia KaSZuBa

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki