FANDOM


Siedziałem skulony w swoim jajku. Słyszałem, czułem, dotyk i zapach. Spalenizna i dym, pierwsze rzeczy jakie dotarły do moich nozdrzy, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem co to oznacza. Powoli zacząłem się wiercić, skorupka pękała z cichym trzaskiem, ryki innych zrobiły się głośniejsze. Skuliłem się i przestałem rozbijać. Ktoś delikatnie popukał w moją skorupkę. To dodało mi otuchy. Wygiąłem łapkę, tak aby napierała całą siłą na kruchą powłokę jaja. Otworzyłem czarne ślepia ze złotą, pionową źrenicą. Pierwsze co zobaczyłem to blask światła i łeb smoka. Przestraszyłem się, ale nie mogłem tego pokazać, więc otworzyłem paszcze w celu ryknięcia z całej siły. Do moich uszu pokrytych czerwonymi łuskami, zresztą jak całe ciało doleciał dźwięk podobny do naciśnięcia piszczącej zabawki. Chciałem wyjść z jaja, więc trochę się wychyliłem. Mój ciężar sprawił, że wraz z odłamkiem jajka na głowie poturlałem się w dół, wprost pod nogi tamtego smoka.

Był do mnie bardzo podobny, czerwone łuski na ciele i pas na grzbiecie oraz grzywa na łbie i ogonie ułożona z czarnych, o wiele grubszych i większych łusek. Spojrzałem się na niego, a raczej na nią, moim wielkim oczami. Ta odwzajemniła spojrzenie, patrzyła na mnie z troską. Nie wiedziałem kto to, ale ufałem jej. Smoczyca odsunęła łapę tak, abym mógł usiąść. Rozejrzałem się wokoło.

Niebo było szare, wręcz czarne, wszędzie dym i popiół. Kichnąłem. Znów odgłos piszczącej zabawki. Siedziałem na kamieniu. Wtedy wiedziałem, że był nawet miękki i czarno-szary. Dookoła mnie było mnóstwo smoków, wszystkie czekające przy jajach, wszystkie w parach. Tylko przy mnie był jeden. Nie wiedziałem czemu, ale zrobiło mi się smutno.

Wszystkie smoki czekały ze swoimi jajami na krawędziach jakiegoś dołu. W dole znajdowała się świecąca substancja, czerwono-pomarańczowo-czarna. Biło od niej przyjemne ciepło. Zbliżyłem się do niej potykając co chwila o moje nieprzyzwyczajone do gruntu łapki. Coś złapało mnie za kark i odciągnęło. To ta czerwona smoczyca. Spojrzałem na nią z wyrzutem. Chciałem do płynu! Do ciepełka! Przecież nic złego nie mogło się stać.

Poczułem mocny powiem ciepłego wiatru i głośny ryk. Wtuliłem się w ciało smoczycy. Bałem się. Coś ogromnego zleciało z nieba, pikowało na mnie i na nią. Zamknąłem przerażone ślepia. Kolejny mocny powiew wiatru i dźwięk, jakby coś ciężkiego właśnie opadło na skałę. Podniosłem głowę i ujrzałem czarnego smoka. Przyglądał mi się z dumą. Podszedłem do niego i chciałem pokazać aby się oddalił. Ryknąłem, niestety ciężar ciał przeważył i wywróciłem się na pyszczek. Czarny smok tylko się uśmiechnął i końcem swojego pyska mnie podniósł. Podszedł do smoczycy, a ta wtuliła się w niego.

Miałem mamę i tatę.

Przez następne dni obserwowałem ojca. To jak mu kłaniają, a także matce, na którą każda inna smoczyca patrzyła z zazdrością. Powoli roztwierałem małe błoniaste skrzydełka, niezdolne jeszcze do lotu. Udoskonalałem swój ryk, który z wolna przestał przypominać piszczałkę.

Była noc. Obudził mnie ryk, który znałem. Ryk ojca. Wszystkie smoki powoli podnosiły łby. Nikt nie wiedział co się dzieje. Nagle to zobaczyłem. Tysiąc kul ognia leciało w naszą stronę, a ja słyszałem krzyki nieznanych mi stworzeń.

Matka chwyciła mnie za kark i położyła na swoim grzbiecie. Przejażdżka? Teraz? Nie chcę nigdzie lecieć! Chcę spać! Pomyślałem, ale matka już rozpościerała skrzydła do lotu. Tata utulił ją swoim łbem, a potem wzbił się w powietrze, na czarnych jak smoła skrzydłach i wraz z innymi samcami pognał w stronę tych dziwacznych stworów.

W czasie gdy tak patrzyłem na ojca, moja matka szykowała się to lotu. Ugryzłem ją delikatnie w ucho, na znak, że nie chcę lecieć, ale nie usłuchała, jeszcze nigdy tak nie zrobiła. Poczułem jak odrywa się od ziemi. Ona i inne smoczyce pognały w przeciwną stronę.

A co z tatą? Mamo zatrzymaj się! Myślałem, ale nic nie mogłem zrobić. Ten moment trwał dosłownie sekundę. Wielka kula ognia uderzyła w mamę, poleciała z niej jakaś gęsta czarna ciecz i zaczęliśmy spadać.

Mamo? Pomyślałem i spojrzałem na nią, miała zamknięte oczy. Mamo obudź się! To nie czas na sen! Krzyczałem w myślach i podgryzałem jej ucho, ale ona nie słuchała. Dalej spadaliśmy, grunt był coraz bliżej. W panice roztworzyłem moje małe skrzydełka. Niestety, były za lekkie. Mocny wiatr przerwał błonkę między nimi, a ja zawyłem z bólu. Chwilę potem, widziałem już tylko ciemność...

Historia Życia KaSZuBa

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki