FANDOM


Po tym, jak naprawiła okno pubu, zabójczyni wyruszyła w kolejną drogę. Zamierzała tym razem jechać prosto na Kaukaz.

Na swoją mapę GPS w motorze wbiła współrzędne gór, po czym wcisnęła przycisk tworzenia trasy. Uruchomiła swój silnik, rozsiadła się wygodnie, włączyła radio i... wzleciała w powietrze. Nie myślała już o niczym innym, jak poznać tajemniczego mężczyznę ze snu, który co rusz majaczył się jej przed oczami, gdy je tylko zamykała... Czarny, ludowy strój, biała czupryna... I ten blask pojawiający się znikąd... Kim mógł być ów nieznajomy? I czemu na tej polanie miała ludzką skórę, nie niebieską? Co ten sen mógł znaczyć? Tyle pytań ją dręczyło.

W melodii Livin on Prayer dosłyszała wołania z dołu. Wpierw sądziła, że się jej wydaje, lecz potem usłyszała wyraźnie słowa:

- Loboś!

Wysunęła dodatkowe lusterko i skierowała na dolne tereny - na polanie machała niewielkich rozmiarów postać z odstającymi, kocimi uszami.

- Nowa? - powiedziała do siebie zdziwiona zabójczyni. Zmieniła kierunek lotu na wołającą istotę.

Podleciała tuż koło niej i stanęła. Zobaczyła przed sobą swoją znajomą z CreepyTown, widocznie czymś skwaszoną.

- Nowa, co jest? Czemu jesteś na takim odludziu? - spytała się Lobo, lecz zamiast odpowiedzi dostała ogromny uścisk od kotki.

- Lobuuuuuśś~! Pomóż mi, ja nie chcę wracać! - zaczęła cieniutko mówić Nowa, wciąż wtulając się w baldanderkę.

- A-ale gdzie nie chcesz wracać? - odciągnęła kotkę z uścisku i spojrzała się jej w oczy.

- Do CreepyTown... Tam są źli ludzie!

- Jakbyś odkryła Amerykę... - zadrwiła zabójczyni. - No, ale...tam jest twój dom, czemu nie chcesz tam mieszkać?

- Bo tam są ŹLI LUDZIE! - naburmuszyła się kotka. - Strange pokazała swoje prawdziwe oblicze, pojawili się jacyś nowi i od razu się rządzą, jakby byli u siebie! Nikt już nie szanuje mojego zdania i mnie ogółem! Lobuś... - zaczęły się szklić jej oczka. - Przytul...

No cóż, jako że LoboTaker jest prawdziwą kociarą, to przytuliła smutną istotkę do siebie.

- Ja nie chcę już z nimi mieszkać... - chlipała jej do ramienia.  - Chcę mieszkać z tobą, Lobo.

- Eee, chwilunia - ponownie niebieskoskóra odciągnęła kotkę od siebie. - Jak to - mieszkać ze mną?

- Niom - Nowa zrobiła słodką minkę uśmiechniętego kotka. - Będę wyprowadzać Horacego na spacer codziennie, sprzątać, robić ci ciasteczka...

- Czekaj, chwila, zwolnij, Nowa - przerwała jej zmieszana Lobo. - Nie możesz ze mną zamieszkać, to niemożliwe! HallenWestianie nie znoszą istot nie-ludzkich, a już w ogóle pochodzących z CreepyTown.

- A ty?

- Ja? Mnie przyjęli, bo sama nienawidzę tego Jądra Ciemności! Byś musiała być tam "co najmniej" neutralna względem Boga, ale ty go nawet nie znosisz!

- Nie powiedziałam, że Go nie znoszę, ja tylko Szatana szanuję...

- No i to im wystarczy! Zrozum, jesteś nekomantką z CreepyTown. Samo nieuwielbienie do miasta nic nie da.

- Przekonam ich moimi oczkami - ponownie zrobiła słodką minkę.

- Wierz mi, oni nie są tacy sami, co ja... - baldanderka załamała ręce. Wiedziała, że przed wyprawą będzie musiała odprowadzić kotkę do miasta, którego tak bardzo nienawidzi. - Mam nadzieję, że nie spotkam tych palantów podczas odprowadzania ciebie do domu...

- Nie możesz mi tego zrobić! Nie możesz, nie możesz! - zaczęła kręcić nerwowo głową Nowa.

- Ech, wybacz, ale muszę... Przy okazji mam sprawę do załatwienia, więc cię tutaj też nie zostawię.

Kotce znów zalśniły oczy.

- Jaka to sprawa? - spytała.

- Eee, moja prywatna sprawa... Nie chcę nikomu jej mówić, serio.

- Meeh, szkoda...

Dziewczyna usadziła kotkę za fotelem kierowcy, po czym sama wsiadła. Wyruszyły w stronę CreepyTown.

Po parunastu minutach drogi spotkali kolejnego mieszkańca Dziwnego Miasta - Serka, lecącego na wprost motoru Lobo z Nową.

- LOBO!! - zaczął z oddali wrzeszczeć smok.

- A ten co? Pali się czy jak? - odrzekła zdziwiona zabójczyni.

- Nie wiem, ale nie wygląda, by to mogło być mało istotne... - odezwała się cichutko kotka, chowając się powoli za fotel motocyklistki.

- LOBO ZAWRACAJ W TEJ CHWILI!!  - ponownie krzyknął Serek w stronę nadlatujących.

Widząc, że dziewczyna ani nie myśli zmieniać kierunek lotu, szybko podleciał do maszyny.

- Lobo, zawracaj, póki możesz - powiedział zdyszany smok. W tym samym momencie zauważył skuloną nekomatkę za fotelem baldanderki. - O, hej Nowa, a co ty tu robisz?

- Wybacz Ser, ale nie zawrócę, póki nie odstawię Nowej do CreepyTown - odrzekła spokojnie Lobo. - A nie zamierzam zabierać jej na moją prywatną misję.

- Spoko, to ja ją odstawię.

- Nie! Do CreepyTown wlecę tylko z Lobosiem, tylko z nią! - postawiła się Nowa, bardziej się prostując.

- Nowa, sądzę, że to dla niej zbyt niebezpieczne...

- A mógłbyś objaśnić dokładniej, co się dzieje? - dziewczyna zaczęła się powoli irytować. - Zlot rodzinki Salai jest czy jak?

- Yyy, niee... To znaczy, to jest nawet gorsze! Te blaszane mordy chcą cię ściągnąć siłą do CreepyTown na jakąś imprę! Pomyślałem, że zamiast się z nimi bić, po prostu polecę cię ostrzec...

- To chyba te blaszane k*tasy nie wiedzą, z kim mają do czynienia... - powiedziała pewnie Lobo. - Za czyim zleceniem oni po mnie lecą?

- Noo... - zawahał się smok. - Za Strange i Przemka...

- Wiedziałam! - wrzasnęły równocześnie Nowa i Lobo, po czym spojrzały się pytająco na siebie.

Serek ponownie się zamotał, lecz szybko się otrząsnął i powiedział:

- Dobra, nie czas na rozkminy! Ja wezmę Nową i wrócę do CreepyTown, a ty Lobo uciekaj!

- O nie, ja do miasta bez Lobo nie wlatuję - postawiła się kotka.

- Nowa, sądzę jednak, że to będzie najrozsądniejsze ze wszystkich rozwiązań... - próbowała przekonać zabójczyni.

- A czemu nie mogę lecieć z tobą na tę wyprawę?! - rozzłościła się dziewczynka. - Przecież jesteśmy przyjaciółmi i powinniśmy się wspierać i pomagać!

- Noooo, powinniśmy, ale to jest moja prywatna sprawa i nie chcę nikogo z postronnych w to mieszać! - podenerwowana baldanderka szybko zwróciła się do smoka. - Ser, zabieraj Nową, szybko.

- Ok. - odrzekł Serek. - Nowa, wskakuj mi na grzbiet i odlatujmy.

- Nigdzie z tobą nie lecę!

Sprzeczka by pewnie jeszcze trwała, gdyby do trójki nie-ludzi nie zbliżyła się chmara robotycznych machin nie z tego świata.

- No proszę, proszę! Kogo my tu widzimy! - odezwał się cyborg będący po środku metalowej grupy, widocznie lider eskapady. - A o to i nasza swatka we własnej osobie!

- Swat-CO?! Co ty pierniczysz, blaszaku?! - powiedziała zdenerwowana Lobo. - Jakby co, to znam już wasze plany przeciwko mnie i na bank nie będę łatwym łupem, wy metalowi matkoj*bcy!

- Hiehie, panienka się stawia, co? - odezwał się kolejny blaszak z chmarą much wokół siebie. - Dostaliśmy rozkaz, to go spełnimy. Przy okazji usmażymy pewnego zdrajcę - tu spojrzał się na Kaszuba. - za pomoc wrogowi.

- Po moim zakichanym trupie! - po tych słowach zabójczyni wcisnęła pedał gazu i poleciała na wprost 'lidera' eskapady, przez co jego zbroja wbiła się w szpic wystający od motoru.

Serek długo się nie zastanawiał i sam ruszył do akcji. Zaczął zionąć ogniem w każdego, lecz ci zakryli się antyogniową tarczą. Smok się wkurzył i poszarżował z pazurami na stwora z chmarą much. Z boku jednak wyskoczył facet w ciężkiej zbroi i cisnął mocno mieczem w stronę skrzydła smoka.

- W imę Imperatora! - wrzasnął, lecz nie zauważył uniku od strony stwora i 'zamiany' miejsc, przez co przypadkiem trafił w bark towarzysza.

- AAAAAA!!! K**wa Geralt! - wrzasnął w gniewie i bólu cyborg, po czym zaczął spadać.

- O cholerra, Corazon! - szybko zmienił kierunek rycerz i zaczął pikować do towarzysza, by go złapać.

Serek widząc, że reszta eskapady poza jednym ruszyła w stronę tamtej dwójki. Tylko jeden od razu poleciał za Lobo i cyborgiem wbitym w motocykl. Poszybował więc w tamtą stronę, by pomóc baldanderce w walce z blaszanymi stworami z innej galaktyki.

***

- Zjeżdżaj mi z motoru, ch*ju! - krzyczała niebieskoskóra, co rusz waląc cyborga wbitego w szpic motoru swoim hakiem. - Karoserię mi porysujesz!

- Głupia, sama ją rysujesz rzucając tym żelastwem! - cyborg wydał z siebie słowa swym metalicznym głosem, próbując w tym czasie wyciągnąć się ze szpiczastego błotnika na koło, który wbił mu się dokładnie w zgięcie zbroi między osłoną piersi z żebrami a brzuchem.

Chciał się zgiąć do tyłu, by zrobić większą szparę w zgięciu, lecz obawiał się, że wydostając się spadnie. Chyląc się do przodu tylko ścieśniał szparę, przez co utrudniało to bardziej w wydostaniu się z takowej "pułapki", nie mówiąc o bólu wbijania się metali w ciało i dźwięków uderzania haka o jego hełm. Leciał więc tak, próbując robić uniki lub chociaż złapać hak i wyrwać dziewczynie z rąk. Nic jednak to się nie zdało - miała dobry refleks. Musiał się tak męczyć, dopóki nie stanie na ziemi. Usłyszał jednak znajomy głos z boku:

- Roju! Trzymaj się, już ci pomagam!

To był jego towarzysz Vulaus. Szybko podleciał swymi latającymi butami do cyborga i próbował wyciągnąć go z 'potrzasku'.

- Drugi blaszak do pomocy?! Chyba w snach! - dziewczyna wyciągnęła swój pistolet i wycelowała w stronę przybysza.

Nie zdążyła jednak strzelić, gdyż na cyborga rzucił się smok ze swoimi pazurami.

- Lobo, uciekaj! - krzyknął Serek.

- Wpierw muszę pozbyć się śmiecia! - wskazała w stronę zatrzaśniętego cyborga. Za nią Nowa kuliła się, mocno trzymając się oparcia od fotelu motocyklisty.

Serek spojrzał się na stwora, ogłuszył swego przeciwnika i cisnął w stronę motoru. Trafił celnie w zagnieżdżoną ludzką machinę, przez co ten odczepił się od motoru.

- Normalnie byś w mordę dostał za taki czyn. - rzekła Lobo. - Przecie mogłeś mi błotnik urwać!

- Wybacz - podrapał się po głowie z zakłopotania Kaszub, lekko się śmiejąc. Mina mu szybko jednak zrzedła, gdy zobaczył, jak tamta dwójka szybko się ogarnęła i już lecieli na równi z motorem i smokiem.

- Pożałujesz tego - rzekł Roj. - Nikt nie będzie się nam stawiał!

- Nawet ty! - dodał Vulaus.

- Ehe, jasne - odpowiedziała pewnie dziewczyna. - Mnie przynajmniej nikt nie ustawia, bo ma takie widzimisię, a tym bardziej nie pupilek Szatana i jego dz*wka!

- Ej! - krzyknął oburzony Serek. - To moja siostra!

- Twoja siostra, a jednak pozwoliłeś jej się puścić z gostkiem z historią dłuższą niż Biblia!

- Uważaj! - krzyknęła Nowa.

Dziewczyna tak bardzo zajęła się przez chwilę smokiem, że ta chwila wystarczyła, by jeden z cyborgów podleciał do niej i złapał swymi metalowymi szponami za ramię.

- Będziesz błagać panienkę Strange o przebaczenie! - warknął metalicznym głosem Vulaus do ucha zabójczyni.

Dziewczyna zaś zauważyła, że zbliżają się do lasu Slendera. Uśmiechnęła się do siebie, po czym odwróciła się do Nowej:

- Trzymaj się mocno, będzie ostra jazda.

Oczy kotki rozszerzyły się z przerażenia. Widziała bowiem w wzroku przyjaciółki obłęd szaleństwa i innych wariacji. Dziewczyna za to mocniej przysunęła ramię do cyborga, przez co ten był najbardziej odstającym obiektem z całego motoru. Roj i Serek zatrzymali się tuż przy krawędzi lasu, czując, co się święci.

- Oszalała...ona oszalała... - zaczął mówić do siebie smok.

- Noo, fakt - przytaknął cyborg. - Będzie po motorze.

- Nie, głupcze! - wziął Kaszub za zbroję stwora i przybliżył swój łeb do jego hełmu. - Ona ściągnie na siebie gniew Slendermana! A ten przebudzi Palochnika! Czaisz?

- Nie kompletnie... - odrzekł niepewnie Roj.

- Ech... kurde... - puścił zbroję cyborga. - Palochnik potrafi ożywiać drzewa w lesie... To się może źle skończyć...

***

Wraz z wlotem w korony drzew lasu Slendera, Vulaus wyczuł dziwne zamiary LoboTaker. Chciał ją puścić, lecz ta przytrzymała jego ramię swoją ręką.

- A ty dokąd? Zabawa co dopiero się rozkręca... - uśmiechnęła się szeroko w stronę cyborga. Mina baldanderki przywodziła mu na myśl uśmiech kota z Cheshire.

Dziewczyna wraz z cyborgiem, a za nią również i nekomatką zauważyli odstające drzewo z reszty rzędu. Dziewczyna jeszcze bardziej wystawiła swoje ramię, wciąż tę samą ręką trzymając za kierownicę motoru. Już każdy wiedział, co się święci.

- Co ty robisz?! Nie, czekaj, nie nie NIEEE!!!! - tylko tyle zdążył powiedzieć Vulaus przed czołowym "spotkaniem" z pniem drzewa.

Dziewczyna szybko skręciła, bardziej chowając rękę, która spotkała się również z niemałym otarciem i zadrapaniami po pazurach od cyborga. Zaśmiała się szaleńczo ze swego triumfu.

- Teraz się będzie wiedziało, że nie zadziera się z Ważniaczką! - ponownie się zaśmiała LoboTaker.

- Lobo...to było...iście... SZALONE - drżał głos kotki, lecz nie tym razem ze strachu, a z napływu silnej adrenaliny.

- No ba! W końcu wychowywał mnie sam Ważniak!

Chwilę radości przerwał nagle głośny pomruk, po czym z góry wydobył się dźwięk:

- Kto mi tu śmie diemolować moije drziewieczka?!

Dziewczyny spojrzały w górę. Pomiędzy koronami gigantycznych drzew był rozciągnięty humanoidalny stwór o długich i cienkich kończynach. Nie miał on twarzy, a skórę miał on jasnocielistą. To go różniło od typowego Slendermana, że nie miał na sobie garnituru, koszuli ani krawatu, a jego tors i kończyny wydawały się być koloru czarnego. Nie widać też było zarysów dłoni ani stóp, a tylko cienkie patyczki wychodzące z miejsc, gdzie powinny być kostki i nadgarstki.

- K**wa co? - tylko tyle odrzekła od siebie Lobo, spoglądając na nietypową kopię Slendera. - A kim ty jesteś, można wiedzieć?

- To Palochnik, brat Slendera z Rosji - odezwała się Nowa. - Jak Slender urzęduje na ziemi, tak on - na górze...

- A ty to kto i szto mi udierzyłaś na mojego drziewca? - słychać było zdenerwowanie w głosie stwora.

- A... tamto? A tamto se możesz zjeść, jak jest jadalne. Raczej dużo nie zniszczył w drzewie, więc wiesz, hehe... - zabójczyni brało lekkie zakłopotanie. - Too, eee...my musimy już lecieć, bo muszę kogoś odstawić i w ogóle...

Zamiar odlotu pokrzyżowały zbliżające się gałęzie drzew, które zaczęły rosnąć w stronę motoru i na nim dziewczyn.

- Co do...?! - LoboTaker nie wiedziała kompletnie, co się dzieje. Czyżby nagle drzewa ożyły i miały ich powstrzymać? Brzmi nielogicznie, lecz zważając na fakt, że to las Slendera graniczący z CreepyTown, to jednak tutaj jest WSZYSTKO możliwe.

- Wpierw napriawicie szkiody, a potiem puścimy was wolnio...

- My?! Jakie my?! O kim jeszcze mowa, co, ch*ju?! - dziewczynę znów puszczały nerwy.

Nowa odruchowo jednak spojrzała w dół. Zobaczyła tam Slendermana stukającego nerwowo stopą o podłoże, z założonymi rękami. Wiedziała, że to przez nich jest wkurzony. Tycnęła więc lekko Lobo i się spytała:

- Spuścisz mnie tam, na dół? Spróbuję jakoś pogadać ze Slenderem - powiedziała spokojnym, cichutkim głosikiem Nowa.

E? To Slender jest na dole? - od razu po tym spojrzała się w dół. Pomimo zawrotów głowy spowodowanych lękiem wysokości, dostrzegła Szczupłego Pana stojącego na ziemi. Ponownie podniosła głowę i powiedziała z obojętną miną: - Jasne. To twój rewir.

Dziewczyna zahaczyła hakiem o pasek Nowej i spuściła ją na dół. Co rusz jednak musiała patrzeć, czy żadna gałąź nie tyka jej motoru, zawieszonego w powietrzu (nie mówiąc o baku i benzynie do połowy zużytej przez te 'postoje'). Gdy podłoże styknęło się z łapkami kotki, ta odczepiła się od haka, dając znak, że można go zwinąć. Podeszła do Pana Lasu i zaczęła negocjować.

***

Serek już stał po bocznej granicy lasu Slendera, już w granicach CreepyTown. Jeśli się nie pomylił, to w tym miejscu powinne wylecieć Lobo z Nową na motorze. Po chwili ciszy i niecierpliwego czekania zdało się usłyszeć znajome dźwięki typu "TY K*RWO!" i warczenie silnika. Tuż przed nim zza drzew wyłonił się motor z Lobo i Nową na siedzeniach. Na szyi baldanderka miała dodatkową pętlę zrobioną z pnączy gałęzi drzew. Grymas na jej twarzy robił swoje.

- Nic wam nie jest? - odrzekł smok zmartwiony.

- Nam nic. To znaczy, było blisko, by coś nam było, ale Nowa jest dobrą negocjatorką i wypuszczono nas w miarę żywych - stwierdziła zabójczyni, zniżając pułap, by kotka mogła zeskoczyć na ziemię.

- A to? - wskazał smok na pnącze na szyi.

- To? Aach, mała sprzeczka z Palochnikiem. Tak to jest, kiedy mamy słowa pododnie brzmiące, ale coś kompletnie innego znaczące. Z resztą gnojek tycnął tymi gałęziami o mój motor!

- To stąd był ten wrzask? - spojrzał się na Nową. Ta tylko przytaknęła głową. - Aha. A co z Vulausem?

- Z tym blaszakiem? Slender się nim zajął.

- Dokładnie to wyciągnął go wbitego z pnia drzewa. - sprostowała Nowa. Chłopak tylko kiwnął głową na zrozumienie.

- Noo, dobra! Tak więc ja odpukałam swoje, odstawiłam Nową, więc mogę spokojnie wyruszyć w dalszą drogę! - dziewczyna ponownie zaczęła się wznosić na motocyklu.

- Papa, Loboś, szczęśliwej podróży~! - pomachała w stronę baldanderki Nowa.

- No taa, wszystko pięknie, tylko jest mały problem... - Serek zaczął mówić, lecz nie dokończył, gdyż dziewczyna już warknęła swoim silnikiem i ruszyła w stronę bramy wyjazdowej CreepyTown.

Kiedy wjechała w główną aleję, ujrzała ową bramę. Pech jednak chciał, że był w całości zastawiony robotycznymi 'ochraniarzami', którzy ani myśleli, by odstąpić drogę baldanderce.



- No k*rwa pięknie, no po prostu pięknie... - stwierdziła zażenowana tym wszystkim Lobo.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki