FANDOM


Na początku chcę Was przeprosić za błędy będące w tekście. Mam sesję, a sama historia życia i czasu na naukę mi nie dawała. Mam nadzieję, że przyjmiecie takie wytłumaczenie.


Polana górska, słoneczna pogoda, wydawać by się mogło, że to wiosna. Rosła tam świeża trawa, pasły się wolne owce, kozy... Na uboczu zaś leżała dziewczyna w białej koszuli nocnej. Spoglądała ku górze swoimi niebieskimi oczami. Zamyślona, patrzyła na obłoki leniwie płynące po niebie. To tak wygląda raj, pomyślała w duchu, po czym powoli wstała do pozycji siedzącej. Zauważyła, że polana jest otoczona z każdej strony pasmem gór tak, jakby to był jakiś "płot", ogradzający to miejsce od reszty świata. Spojrzała w przód i prócz nielicznych zwierząt pastwiskowych ujrzała człowieka. Słabo dostrzegła jego sylwetkę, gdyż promienie słoneczne padały jej prosto na twarz. Z dłoni zrobiła "daszek" nad oczami i przyjrzała się dokładniej.

Człowiek stał do niej tyłem. Był ubrany w czarny, ludowy strój. Dostrzegła skórzane kozaki, choć nie wiedziała, po co mu takie ocieplane buty, kiedy na dworze jest ciepło. Z całej postury w oczy rzucała się także jego bujna, biała jak śnieg czupryna. Wiatr zwiewał lekko jego bujne, acz niedługie loki oraz jego czarny płaszcz z krojem ludowym.

Dziewczyna chciała wstać i tak też postępowała, lecz gdy stanęła na nogi, zachwiała się pod swoim ciężarem. Zauważyła, że człowiek z białą czupryną odwraca się w jej stronę. Nagle z nikąd padł blask, tym razem nie od strony słońca, ale niżej. Dziewczynę oślepiło to, przez co ponownie runęła z powrotem na miękką, zieloną trawę...

.

.

.

LoboTaker zerwała się ze swego łóżka. Zaczęła się rozglądać wokół - była w swoim domu. Przy jej łóżku siedział Horacy ze skrzywioną głową i miną zastanowienia.

- Która jest godzina? - spytała się dziewczyna.

- Jest 9:22 - odrzekł wilk. - A ty masz wzrok taki, jakby ktoś cię chciał zgwałcić.

- Heh, dowcipniś... - skrzywiła się baldanderka, po czym zaczęła ocierać twarz dłońmi. - Kuuurde, jaki miałam sen...

- Koszmar?

- No właśnie, że nie! Ten był epicki! I jakby znajomy... choć nie kojarzę w swoim życiu, bym była na jakiejś polanie w samym środku gór, i to wiosną...czy też latem.

- Coś piłaś?

Dziewczyna przylała wilkowi z kapcia. Wiedział, że to akurat było głupie pytanie.

- Ty mi lepiej buty przygotuj. Coś czuję, że muszę się z kimś spotkać. I to prędko.

- Z kim?

- Z kimś, kto zna dobrze region Kaukazu.

- Kaukaz? Za przeproszeniem - po ch*j ty tam chcesz jechać?

- Głupie przeczucie. - LoboTaker podeszła do szafy, by wygrzebać swoje ubrania. - No wiesz, masz takie czasem przeczucie w snach. Nie masz tabliczek, że to jest to, ale coś "z góry" ci to mówi, że to musi być to.

- Lobo, ej, czekaj, stój... - Horacy aż się odsunął przed "pociskiem" z ubrań. - Albo znowu gadasz po swojemu, albo ja nie ogarniam.

- Ty nigdy nie ogarniasz.

- Nieprawda!....Dobra, prawda, ale nie zawsze tak jest. No ale...skąd to przeczucie? Skąd wiesz, że chodzi o Kaukaz?

- Widziałam w tym śnie kogoś... miał na sobie strój typowy do ludów kaukaskich lub temu podobnych.

- Serb?

- Nie, to nie to.

- Rusek?

- K***a, no bez takich - spojrzała się na wilka z miną "Ty w kulki ze mną lecisz?".

- Hmm... - Horacy przyłożył łapę do podbródka pokazując, że "myśli". - Może Czeczen?

- Oo, już blisko, bliżej... Nawet bym się z Serbem zgodziła, ale na bank to nie mógł być Rusek.

Dziewczyna zebrała kupę swego ubrania i ponownie wepchała do szafy, a drugą mniejszą kupkę ubrań wzięła ze sobą do łazienki. Po paru minutach wyszła ubrana w swój zwykły strój.

- Horacy, pilnuj domu.

- A mam wybór? - stwierdził zażenowany wilk.

- Nie. - uśmiechnęła się trollersko dziewczyna w stronę wilka, po czym wyszła, zamykając drzwi na klucz.

- I znowu sam w czterej pustych ścianach, psia mać - zaklnął do siebie wilk.

***

Przedmieścia Peterson, speluna "Pod kolosami". Do pubu wparowała niebieskoskóra zabójczyni. Podeszła do barmana. Ten spojrzał się na przybyszkę i się spytał spokojnym głosem, wycierając przy tym szklanki:

- Dzień dobry. W czym pomóc?

- Dobry - odezwała się dziewczyna. - Szukam Janosika.

Barman spojrzał się ze zdziwieniem na dziewczynę. Ze stukotem odłożył szklankę na blat, po czym zgiął się w stronę zabójczyni:

- Dobra, do rzeczy... Po ch*j ci on, można wiedzieć?

- Bo mi ch*ja brak - odezwała się z ironią do barmana. - To powiesz mi, gdzie jest?

- Tam. -  wskazał ruchem głowy na stolik w kącie. Dziewczyna odwróciła się w tamtą stronę.

- Dzięki. - powiedziała i odeszła od blatu w stronę stolika.

Z kąta wydobywały się okrzyki i pijańskie przyśpiewki. Z bełkotu można było rozszyfrować, że robią zakłady o to, kto więcej wypije. Głównymi "graczami" był koleś w kożuchu i mężczyzna w stroju nazisty. Wśród nich siedzieli także: mężczyzna w stroju górala z wysoką czapką, chłopak z czapką trenera Pokemon, gostek ubrany na żołnierza i paru innych. Dziewczyna podeszła do górala i stuknęła mocno glanem w nóżkę krzesła, na którym siedział ów jegomość. Facet szybko się złapał blatu stołu i się odwrócił.

- Kto mnie ko-oooo, cześć, Lobo, długo się nie widzieliśmy - uśmiechnął się ironicznie w stronę czerwonookiej.

- Witaj, Rzym, mam sprawę do ciebie - powiedziała to ze skrzywioną miną, gdyż brzydziło ją zachowanie ludzi, których, niestety, znała. - Potrzebuję przewodnika bądź mapy w pewne miejsce.

W tym momencie facet w kożuchu padł na podłogę z upicia. Nazista wstał, podnosząc ręce triumfalnie do góry.

- Tak! Wyghrałęm tho, tzo chhhciałem! - krzyknął mężczyzna, ledwo stojąc na nogach. Spojrzał się po tym na bok. - Ooo, ccccześśść Bobo, cccho tahm?

- K***a, nie nazywaj mnie tak, szczególnie będąc w takim stanie! - zabójczyni aż uderzyła otwartą ręką w stół, przez co szklanki z bursztynowym napojem się zatrzęsły.

- Eeeej, spokojnie, Bobi, spokojnie... - próbował złagodzić nerwy żołnierz.

- Ty TYM BARDZIEJ ze mną nie zaczynaj, jasne?! - dziewczyna zaczęła aż "grozić" swoim hakiem.

- Lobo... - odezwał się Rzymianin.

- CZEGO?!

- To...ee...co chciałaś ode mnie? - zakłopotał się, gdy przystawiła mu hak do gardła.

- Aa...no tak... Racja, wybacz - dziewczyna się wyprostowała, lecz zauważyła, że góral "wysyła" pewne "sygnały" do swoich kumpli. - Co ty robisz?

- Eee, nic. Nic takiego...

- Po prostu dał nam pewność, że jesteś dziewczyną... - lekko się zachichotał pod nosem żołnierz.

- I to nie jakich polotów! - parsknął gostek z żółwiem na koszulce.

- Niiie jedna lalunnia moghhłaby cii possasdrośścić takhiich....myhm... - nazista zaczął robić krągłe kształty klepsydry.

Dziewczyna aż zaczerwieniła się ze złości. Ponownie przystawiła hak do gardła górala.

- GDZIE ty się mi patrzyłeś, CO?!

- N-n-nigdzie. tylko na...

- Cycki - odezwali się jednogłośnie wszyscy będący przy stoliku.

- TTYYYYYYY - w dziewczynie podniosło się ciśnienie tak, że miała ochotę obedrzeć ze skóry górala.

- Ej, no dobra, spokojnie, Lobo, już wystarczy nam trupów na dzisiaj - odrzekł gwałtownie chłopak z czapką trenera Pokemon, brzmiący tak, jakby był najbardziej trzeźwy z całej tej gromadki.

- Ygh...no dobra - odciągnęła hak z szyi Rzymianina. - Chciałabym mapę bądź osobnika, który by mnie zaprowadził na Kaukaz.

- Na Kaukaz? Dobrze usłyszałem? - zdziwił się góral. - Po ch*j tam chcesz jechać?

- Mam. Swoje. Powody. To masz kogoś takiego czy nie?! - zabójczyni zaczęła się niecierpliwić.

- No...mam takiego jednego... - góral wskazał na leżącego gostka w kożuchu.

- Jego? Ty sobie jaja robisz, JEGO?! - wskazała gniewnie na upite zwłoki człowieka. - Przecież jest zalany w trupa! Nic z niego nie wyciągnę!

- Wierz mi, wyciągniesz, wyciągniesz...

- Jak zaświecisz cycami... - zachichotał ponownie żołnierz, lecz musiał szybko przerwać, by uniknąć lecącej w jego stronę szklanki z trunkiem.

- MORDA W TORBĘ POWIEDZIAŁAM, ZOZOL!  - warknęła dziewczyna. Ponownie jednak spojrzała się na leżącego, upitego kolesia. - A tak poza tym, to kto to?

- Wano, stary druh z wojska - zaczął góral. - Urodził się w Gruzji, mieszkał na Serbii, a teraz jest czeczeńskim najemnikiem.

- Wania?

- Niee, nie Wania! Wano! To jest facet, nie kobieta!

- Wano, Wania - jeden pies - skwitowała Lobo, po czym kopnęła lekko w podeszwę leżącego. - Te, Wania! Mam dla ciebie jeno robotę!

- Jelenka, daj jeszcze 5 minut... - wymamrotał gostek w kożuchu.

- Ja ci dam Jelenka, JA CI DAM JELENKA! WSTAWAJ!!! - dziewczyna zamachnęła się, by kopnąć ponownie w podeszwę. Tym razem prąd bólu przeszył człowieka na wskroś.

- AŁA! - głośno jęknął gostek, po czym zaczął powoli otwierać oczy. - O Matko, chłopie, zmień stylistę...

- Nosz kurrr - znów zaczęła się zbierać furia w dziewczynie.

- Wano, to nie chłop, to kobieta...

- O ja pie***ę, to tak się ten świat stoczył... - złapał się facet za głowę.

Lobo nie wytrzymała. Złapała mężczyznę za kołnierz i wrzasnęła mu prosto w twarz:

- TY CH*JU PIER*****OLONY, W D**Ę R***ANY! GDYBYM NIE MIAŁA DO CIEBIE BIZNESU, DAWNO BYŚ BYŁ ROZPOŁOWIONY!!!!

- Lobo, spokojnie... - próbował ponownie chłopak w czapce.

- Ejejejej, pannico, po co te nerwy...czy wy mi coś *hep* dosypaliście, że widzę ją *hep* na niebiesko? - odrzekł facet w kożuchu.

- Ja JESTEM niebieska, f**cie... - syknęła dziewczyna. - Jak się mam dostać na Kaukaz?! - powiedziała, potrząsając facetem.

- Nie polecam tej metody... - stwierdził chłopak z jasnym wilkiem na kurtce.

Faktycznie, ów "metoda na trzęsawkę" była fatalna w skutkach. Wano zwrócił zawartość swego żołądka prosto na Lobo. Reakcja była szybka i wiadoma - czeczeński najemnik wyleciał przez okno pubu.

- Spokojnie, barman, naprawi się - dorzuciła po chwili gniewu dziewczyna do zszokowanego pracownika pubu, który niemalże upuścił szklankę.

Zabójczyni wyskoczyła z dziury, w której niedawno było okno, zmaterializowała z mgiełki mokrą szmatkę i zaczęła powoli się zbliżać do leżącego, pijanego gostka, przy okazji czyszcząc sobie koszulę z wymiocin. Gdy się takowo doczyściła, wyrzuciła szmatkę na bok (ta z automatu rozpłynęła się w powietrzu) i ponownie podniosła Czeczena, tym razem za kożuch (bo koszulę miał obrzyganą).

- To dasz mi jakieś wskazówki, jak się tam dostać? - powiedziała w miarę spokojnie.

- T-t-tak... - powiedział Wano, grzebiąc we wnętrzu swego kożucha. Chwilę potem wręczył zabójczyni kartkę. - Tu masz współrzędne i *hep* mapę, jak tam dotrzeć...Kobieto, powinno się było *hep* słuchać na geografii...

Dziewczyna zabrała kartkę, a Czeczena puściła na ziemię. Już miała zamiar iść w stronę swego motocyklu, lecz usłyszała krzyk z wnętrza pubu - barman ją wołał, by "naprawiła szkody".

- No tak, obiecałam, że naprawię - walnęła się w czoło. - Głupie dotrzymywanie słowa...


CDN.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki