FANDOM


Pozbawione duszy ciało Lobo z niemałym trudem wzieło do ręki długopis, po czym podpisało dokument stwierdzający zaakceptowanie warunków Federacji przez HallenWest. Chwilę później to samo, chociaż z niechęcią zrobiła Strange. Inwazja została zakończona a pokój został zagwarantowany. Co prawda wielu osobom nie będzie on odpowiadał, zwłaszcza po stronie Federacji nie obejdzie się bez głośnych dyskusji na temat słuszności podpisania tego dokumentu, no ale takie sytuacje pojawiają się zawsze po zakończeniu wojny. Nie da sie zadowolić wszystkich, a Przemek cieszył się że zdołał przynajmniej zadowolić siebie, chroniąc Federację przed groźbą walki ze zbyt wieloma zagrożeniami. W każdym razie taki cel nim kierował podczas tych rozmów, a czy mu się to udało czy nie- to osądzi historia.

- Jeszcze jedno na zakończenie.- powiedział Przemek, po czym złapał Nową za głowę i zaczął przeprowadzać w niej tylko sobie znane procedery. Trwało to trochę czasu, ale przemieniona osobowość Nowej zaczęła niknąć, a w jej miejsce znowu wróciła "stara Nowa", która od razu chciała zacząć wszystkich tulić, ale przez to że była związana, było to niemożliwe.- Dotrzymuję swoich umów.

Następnie Przemek podszedł do LoboTaker i zwrócił ciału zabraną duszę. Co prawda zastanawiał się czy jej nie zatrzymać i nie wysłać do HallenWest jako swojego "żywego trupa", szpiega będącego na jego rozkazach, jednak odrzucił ten pomysł. Po pierwsze, jej ciało musiałoby słyszeć go praktycznie 24 godziny na dobę, bo inaczej przestałoby funkcjonować normalnie, jedynie stałoby w miejscu i się śliniło. Po drugie, takiego szpiega szybko i łatwo zdemaskują, przez co jego przydatność jest niemalże zerowa. Oczywiście niewykluczone że uda jej się zdobyć na samym początku jakieś informacje, jednak Przemek nie sądził żeby było to coś czego albo sam nie odczytał z jej duszy, albo nie dowie się siatka szpiegowska instalowana w HallenWest. No i na pewno nie zyska zaufania mieszkańców odsyłając ich przedstawiciela w innym stanie niż go ostatni raz widzieli.

LoboTaker chciała coś powiedzieć, ale szybko została złapana przez gwardzistów, podobnie jak Strange i Nowa, a ochroniarze Przywodcy zaczeli ciągnąć gości do wyjścia.

- Chwilę!- zakrzyknęła Strange.

Przemek uśmiechnął się i gestem dłoni kazał gwardzistom puścić syrenę. Ci zrobili to wyjątkowo niechętnie, powstrzymując się od rękoczynów wobec nie-ludzi.

- J-ja muszę coś ustalić.- powiedziała dziewczyna.

- Proszę mówić.- powiedział Przemek, patrząc na nią cały czas porządliwie.

- To dotyczy spraw które musimy omówić na osobności.

- Nie mam nic do ukrycia, jeśli chodzi o moją świtę lub innych członków Federacji.

- To dotyczy pewnego wątku umowy.

Przemek westchnął po czym wyciągnął z kieszeni pistolet i od neichcenia wycelował go w Strange. Co prawda ni cholery nie potrafił strzelać, jednak Strange tego nie wiedziała. Było to widać w jej oczach, chociaż to co Przemek interpretował jako strach mogło równie dobrze być najzwyklejszym zdziwieniem.

- Wszyscy wyjdźcie.- powiedział Przemek, wskazując na gwardzistów, innych członków Federacji oraz Lobo i Nową.- Ten gnat to moje zabezpieczenie, jakby coś kombinowała.

- Ależ mój panie...- zaczął jeden z gwardzistów, jednak nie dokończył zdania. Wlepiony w niego wzrok nieznoszącego sprzeciwu Przywódcy skutecznie sprawił, że słowa utknęły mu w gardle.- Tak jest!

W przeciągu sekundy całe pomieszczenie zostało opuszczone przez postronnych, zostali w nim jedynie Przemek i Strange. Przywódca Federacji oblizywał usta przyglądając jej się. No cóż, kilka stuleci nie robił praktycznie nic oprócz rozpracowywania Zegara, zabrakło czasu na rozrywki...

- Więc, o co chodzi?- spytał Przemek.

Gdy Strange wyjęła zza pleców nóż, to Przemek o mało co nie podskoczył z zaskoczenia. Wziął pistolet pełniej w dłonie i starał się pokazać, że nie zawacha się strzelić do syreny. Mimo że bardzo tego nie chciał.

Strange wzieła głęboki oddech, po czym zamachnęła się i wbiła sobie nóż w rękę. Gdy ostrze przeszło przez skórę, syrena pociągnęła je dalej po swojej ręce, rozcinając ją kompletnie. Żyły wyszły z jej ciała a potok krwi spływął po jej ręce na podłogę. W wielkiej rany wyleciało też małe, ledwo widoczne urządzenie, które niedawno Przemek "zainstalował" jej w ciele. Strange szybko je dostrzegła i zgniotła swoim butem. Twardo powstrzymując się od krzyków i płaczu sięgnęła po Przezroczysty proszek, który natychmiastowo połknęła. Rany zaczęły się goić a wszystkiemu przypatrywał się zszokowany Przemek.

- Nie jestem twoją niewolnicą!- zakrzyknęła Strange.

Przemek uśmiechnął się, wstał i omijając plamę krwi na podłodzę, podszedł do niej i złapał ją za podbródek, przyciągając jej twarz do siebie. Tego właśnie po niej oczekiwał.



Tardsihe wraz z Przemkiem stali obok siebie w nowoczesnej, czarnej windzie która kierowała ich kilka pięter pod Pałac. Zarządca więzień Federacji nadal czuł się dziwnie- będąc duszą widział wszystko to co robił jego przełożony, co więcej nadal nie mógł się nadziwić dlaczego Przywódca zwyczajnie nie zniszczył jego duszy i nie zostawił ciała jako marionetki. To było jednak jedno z wielu pytań.

- Mój panie...- Tardsihe po utracie duszy był o wiele bardziej powściągliwy.- Dlaczego pozwoliłeś syrenie na to żeby się nam sprzeciwiła?

Przemek uśmiechnął się lekko. "Mój panie"? Całkiem szybka odmiana.

- Ten czip był zbędny, to było coś w rodzaju testu.- powiedział Przemek.- Chciałem sprawdzić jak daleko mogę się posunąć, jak bardzo mogę nią manipulować. Pod groźbą utraty duszy, a raczej jej zniszczenia, była skora współpracować. By ochronić swoich przyjaciół była gotowa ukorzyć się przede mną. To godne podziwu, że potrafiła schować swoją dumę.

- Jednakże nie sądzisz, panie, że za słabo ją ukarałeś? W końcu wyszła o własnych siłach.

- Racja, wyszła ale ledwo.- powiedział Przemek, odlatując myślami na chwilę. O ile zadawanie bólu LoboTaker było konieczne i dawało mu jedynie lekką satysfakcję, o tyle ze Strange wyglądało to już inaczej. Jej krzyki i piski były muzyką dla jego uszu, mimo tego że w sumie nie skrzywdził jej tak bardzo.- Z resztą, nie mogłem od niej oczekiwać całkowitego posłuszeństwa, mam jednak ogólny wgląd na to jak daleko mogę się posunąć. Swoją drogą, czy podobne nadajniki zostały po cichu zainstalowane w ciałach Baldanderki i Kotołaczki?

- Tak, mój panie.- powiedział Tardsihe w tym samym momencie w którym winda się zatrzymała.- Czemu mnie tutaj przyprowadzasz?

Przemek nic nie powiedział. Drzwi od windy się otworzyły a oczom obydwu członków Federacji ukazało się olbrzymie laboratorium. Praktycznie przy każdej ze ścian stały komputery i najróżniejsze liczniki, setki naukowców latało z miejsca na miejsce, depcząc po zielonych kafelkach na podłodzę. A w samym centrum pomieszczenia, w odległości 10 metrów od siebie stały dwa 20 metrowe portale. Obydwa wewnątrz dwóch, zbudowanych z cienkiego adamantium kopuł. Pierwszy portal, koloru czerwonego, był jedynym stabilnym przejściem do innych wymiarów, drugi, biały, do różnych linii czasowych. Portale utrzymywały w ryzach i kontrolowały Anomalie, które nigdyś były przekleństwem mieszkańców Metropolii, a teraz- gwarantem potęgi zarówno miasta jak i całej Federacji.

Przemek poprowadził Tardsihe'a prosto pod kopułę białego portalu.

- Pokaż obraz sprzed dwóch dni.- powiedział Przemek do jednego z naukowców.

Portal uruchomił się natychmiast, a w jego obrębie natychmiast zaczęły przewijać się najrózniejsze obrazy, niemożliwe do wyłapania przez ludzkie oko. Po chwili jednak obraz ustabilizował się i oczom Tardsihe'a ukazało się CreepyTown. Wyglądało inaczej, pełno było w nim ludzi, a monumentalne budynki miały widoczny styl architektoniczny miast Federacji. Widocznie był to obraz z linii czasu, w której Federacja podbiła CreepyTown. Tardsihe chciał już coś powiedzieć, ale wtedy nagle obraz przesłoniło jasne, oślepiające światło. Pozbawiony na sekundę wzroku Tardsihe przetarł maskę i znowu spojrzał na obraz. W miejscu CreepyTown nie było niczego poza wielkim, dymiącym się kraterem. Całe miasto, miasto będące pod kontrolą Federacji, momentalnie zniknęło. Zarządca więzień miał już coś powiedzieć, zauważył wtedy jednak coś dziwnego. Znikąd w samym środku krateru pojawiła się humanoidalna, lecz niska sylwetka. Osobnik był ubrany w złotą zbroję wspomaganą, wysadzaną czymś co wyglądało na białe diamenty.

- C-co to jest?!- zakrzyknął Tardsihe.- To człowiek?

- Nie, na pewno nie.- powiedział Przemek, gryząc się w dolną wargę i patrząc na obraz ze wściekłością w oczach.- Naukowcy znaleźli ten moment zupełnie przypadkowo, pośród tysiący, milionów a może nawet miliardów różnorakich linii czasowych. Od razu zostałem o tym zaalarmowany.

- Mój panie, ale to tylko jedna...

- Skąd wiesz że wydarzyło się to tylko tam?- spytał Przemek, nadal nie odrywając wzroku od obrazu.- Skąd wiesz że nie wydarzyło się to w setkach innych światów? Wszechświat to wielka plaża, światy na które patrzymy to zaledwie ziarnka piasku! Skoro wydarzyło się to na jednym, równie dobrze mogło się to wydarzyć na wielu innych, choćby niedługo w naszym!

- To dlatego pozwoliłeś tym miastom na niezależność, moj panie? Dlatego chcesz ich monitorować?

- Między innymi.- powiedział sucho Przemek, po czym patrzył dalej na obraz.- W razie czego, przyjmą na siebie pierwszy cios.

W kraterze zaczęły pojawiac się również złote i białe czołgi, potem statki kosmiczne a na koniec mechy. Przemek ściskał pięści ze wściekłości. Za nic nie pozwoli żeby dzieło jego mistrza upadło.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki