FANDOM


Nie mogę złapać oddechu, jej ręce zbyt mocno zaciskają moją szyję, a sytuacji na pewno nie poprawia nóż wbity w mój bok. Moje ciało instynktownie chce się bronić, ręce mnie świerzbią żeby ją odepchnąć, uderzyć i ratować życie. Jednak nie potrafię jej skrzywdzić. Obraz mi się rozmazuje więc zamykam oczy. Nie wytrzymam już dłużej. Witaj niebycie.

Ciemność jednak nie nadchodzi, a ja nadal jestem przytomny, we własnym ciele. Czuję jak Strange schodzi z mojego ciała- chociaż czułem bardziej jakby ze mnie zleciała. Otwieram z wolna oczy- po swojej lewej widzę Smąriusza, a po prawej Strange, powoli podnoszącą się z ziemi.

- Otwórz oczy do jasnej cholery!- krzyczy do mnie duch.

Skupiam swój wzrok na Strange i zauważam coś dziwnego. Rana na jej policzku, którą zadał prawdopodobnie Kłobuk gdy ją zaatakował. Rana jest otwarta, widzę krew lejącą się z jej policzka. A raczej powinienem ją widzieć, bo to co leje się z jej rany pod żadnym względem nie przypomina krwi. Jest całe zielone i śmierdzi jak cholera.

- To nie jest Strange.- powiedział Smąriusz.

No shit, Sherlock! Wiedziałem że to nie mogła być ona, to zbyt piękne, ale chciałem się oszukiwać, udawać że jednak na tym świecie ostało się jakieś dobro. No i oczywiście zawiodłem się, co innego możnaby oczekiwać? Wstaje z ziemi i wyjmuje ze swojego ciała nóż, nie wiedząc nawet jak głośno krzyczę w tym czasie. Wyjmuje z kieszeni opatrunek, którym chcę tymczasowo zatamować krwawienie, ale wtedy kątem oka widze ruch. Nim w ogóle spróbowałem się bronić, podróbka Strange uderza mnie pięścią w twarz, potem kopie kilkukrotnie w brzuch i ciągnie za włosy. Czy to dziwne że poczułem nostalgię?

Chwilę potem wkłada mi palce w otwartą ranę a ja czuję olbrzymi ból. Uderzyłem ją pięścią w twarz, złapałem za rękę i ją złamałem. Nie kierowała mną żadna myśli, zwykły instynkt. Wielokrotnie już to robiłem i torturowanie wroga sprawiało mi przyjemność, ale teraz, słysząc jej krzyki widząc łzy w jej oczach... Cholera, to boli! Chcę coś powiedzieć, cokolwiek, byleby dać upust smutkowi, ale nie ma na to czasu. Podróbka wyciąga spod szmaty pistolet i wycelowuje go we mnie. Ja wyciągam Miecz Kinry, ale nie robię tego tak szybko jak bym mógł. Robię to bez przekonania, bo wiem że nie jestem w stanie jej skrzywdzić. Wszystko trwa co najwyżej sekundę, po której słysze jak coś świszcze za moim uchem. Potem słyszę głuchy grzmot, czuję ciepło po prawej stronie ciała i światło gaśnie.

Szum w uszach, metaliczny smak w ustach i uczucie odrętwienia w okolicach nóg i rąk. Chcę zaklnąć, ale wtedy zaczynam się dusić. Kaszlę przez kilka sekund, po których wymiotuję krwią. Całe gardło mnie boli, zupełnie jakby rozrywało się na strzępy. Gdy wymioty ustępują, rozglądam się po okolicy. Polana wygląda jakby przeszedł po niej pożar, większość krzaków jest spalona, kilka jeszcze się pali. Odczekuje chwilę i znowu próbuje zaklnąć pod nosem. Tym razem mi się udaje.

- B...Bomba Werbalna.- mówię pod nosem.

Tak, to musiało być to. Jeden z najlepszych wynalazków Federacji, swoim wyglądem przypominająca minę lądową. Wyposażona w małe silniczki i kontrolowana przez sztuczną inteligencję, reaguje na głos. Ma w swojej pamięci wpisany dźwięk głosu praktycznie każdego członka Ruchu Oporu, a jak go już rozpozna, to zmierza w jego kierunku. Widocznie moje krzyki zwróciły uwagę jeden z nich, jednak miałem szczęście. Bomba Werbalna chyba zgubiła w pewnym momencie sygnał, bo wybuchła bliżej podróbki niż mnie. No właśnie, fałszywa Strange! Podnoszę się, chociaż niezbyt dobrze mi to idzie. Odrętwiałe ręce odmawiają posłuszeństwa. Wstając patrzę na swoją ranę po trafieniu nożem i ze zdziwieniem widzę w niej opatrunek. Być może nie miałem z tą bombą "tylko" szczęścia, może Smąriusz nie odwrócił się ode mnie całkowicie? Macham ręką, jakby moje myśli były owadami które można odgonić. Po co mam się znowu oszukiwać?

Stanąłem na nogi i szukam fałszywki. Znajduje ją niedaleko kłody, dokładniej mówiąc- przed nią, na niej i za nią. Bomba Werbalna rozerwała jej ciało na strzępy, jednak nie widzę żadnych narządów wewnętrznych. Tylko kawałki ciała i ta zielona maź, która wychodziła z jej policzka. Szukam jakichś wskazówek, które pomogą mi odpowiedzieć na pytanie: "Co tu się k#rwa dzieje?" gdy nagle znajduje jej głowę. Oderwana od reszty ciała, ciśnięta tuż obok torsu. I mruga do mnie. Powinienem być przerażony labo chociaż zdziwiony, jednak nie jestem. Serce mi się jednak kraja i mam wrażenie jakby moja krew wrzała. Zbyt wiele rzeczy przypomina mi Bitwę o Port CreepyTown.

- T-to żyje.- mówię, czując się źle że nazywam tak kogoś kto przypomina Strange.

Fałszywka próbuje coś powiedzieć, ale nie jest w stanie, jej płuca i struny głosowe są pewnie gdzieś indziej, chociaż jak już wspomniałem- nie widziałem żadnych narządów. Wpadam na pewnien pomysł. Skoro podróbka nadal żyje, to znaczy że mogę ją odczytać. Podchodze do niej powoli i dotykam jej czoła. Nie widzę nic, zupełnie jakby nie miała żadnych wspomnień, zupełnie niczego. Długo to trwa, ale w końcu coś znajduję - trwający ułamek sukundy moment. Przedstawia jakąś bazę wojskową Federacji, nie tak daleko od lasu w którym teraz jestem. Widze napis nad drzwiami kompleksu: "Bioinds". Mój najbliższy cel.

Wstaję i zastanawiam się co zrobić z ciałem. Głowa podróbki patrzy na mnie swoimi wielkimi, smutnymi ustami. Nie może nic powiedzieć, ale mogę łatwo odczytać z ruchu jej warg co mówi. "Pomóż mi". Ściskam dłonie w pięści i podnoszę miecz do góry, chcąc to wszystko zakończyć. Ona wciąż patrzy się na mnie tym wzrokiem, powtarzajac bezgłośnie nadal to samo. Nie dam się oszukać! Zbliżam Miecz Kinry do jej twarzy, widzę jak w jej oczach pojawiają się łzy.

W ostatniej chwili wbijam miecz w ziemię, tuż za jej głową i padam na kolana. Nie dam rady tego zrobić, nie potrafię jej skrzywdzić, nawet gdy wiem że to nie ona. Jak mam wbić ostrze w jej ciało? Oczami wyobraźni widzę cały czas tę samą scenę: Sih'Neva zabijającego prawdziwą Strange, tym samym ostrzem który trzymam w swoich dłoniach. Łzy pojawiają się w moich oczach. Czym będę się różnił od tego gada z wypranym mózgiem?!

Nagle słyszę dźwięk łamanych gałązek i pojedyńczy warkot za sobą. Odwracam się i widzę watachę Ścierwojadów, składającą się z 7 osobników. Ścierwojady- to brzmi jakbym mówił o jakichś mutantach czy demonach, jakbym ich nienawidził i życzył jak najgorzej. A przecież to zwykłe wilki, które przyzwyczaiły się do wszechobecnej wojny lepiej niż my wszyscy. Wyczuwają ładunki wybuchowe i inne zagrożenia, stały się również wszystkożerne. A szczególnie rozsmakowały się w ludzkim mięsie, którego zdążyły już wielokrotnie spróbować, chodząc po polach bitew. Czasem zdarza się że rzucają się na pojedyńczych ludzi, ale są to sytuacje ekstremalnie rzadkie, kiedy człowiek jest wycieńczony i oddalony od grupy. Zupełnie jak ja.

Nie pamiętam który to już raz wstaje. Wyciągam Miecz Kinry z ziemi i chowam go do pochwy. Odwracam się od całej sytuacji i idę w kierunku przeciwnym do Ścierwojadów. Nie dam rady dobić podróbki, za bardzo przypomina mi Strange. Niech wilki zrobią to za mnie. Słyszę wycie i tupot ich łap, gdy rzucają się na rozrzucone po okolicy części ciała Strange.

Uderzam się w tępy łeb. To nie jest Strange! Nie myśl tak nawet przez ułamek sekundy! K#rwa, k#rwa, k#rwa! To podróbka, jakaś sztuczna namiastka a nawet mniej! Nie waż sobie wyobrażać że to ona! Nie wyobrażaj sobie jak ją zostawiasz! Nie słysz oczami wyobraźni jej krzyków! To nie ona! Nie dręczą cię wyrzuty sumienia! Serce nie wali ci jak oszalałe, nie rozbeczysz się jak małe dziecko!

.

.

.

K#rwa mać, dlaczego to tak boli?

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki