FANDOM


Słońce nie przestaje świecić, zalewając moją twarz swoimi promieniami. Gorąco tutaj jak w Piekle (i wiem o czym mówię) a nikły podmuch wiatru nie zmienia wiele. Mam wrażenie że upał zaraz mnie zabije, odwalając czarną robotę za Federację.

Uśmiecham się pod nosem, rozmyślając o życiu partyzanta. Zwykli ludzie którzy widzieli takich co najwyżej na starych filmach o Powstaniu Warszawskim albo Wojnie w Wietnamie wyobrażają sobie pewnie nieraz jak walczą z przerażajacymi siłami wroga, ginąc bohatersko w nawałnicy kul. Najlepiej zaliczając wcześniej jakąś laskę. Albo pięć.

W rzeczywistości to tak nie wygląda, ba, nie pamiętam kiedy ostatnim razem widziałem jakiegoś żołnierza Federacji. Nie chodzi mi o te ich boty ani latające kamery, mam na myśli normalnych, żywych ludzi! A patroluje te tereny sam od ponad tygodnia. Spluwam na ziemię. Nienawidzę samotnych akcji, ale skoro Ruch Oporu został co najmniej zdziesiątkowany, to nie mam wyboru. Mam ochotę zaśmiać się, ale wolę nie łudzić losu i nie natknąć się na jakąś Bombę Werbalną.

Ruch Oporu zdziesiątkowany przez Federację. Nie w jakiejś bitwie czy obławie, nie w bohaterskiej walce czy wybuchu bomby atomowej. To nie żołnierze zadali nam ostatnio największe straty, tylko zasrani w dupę mać botanicy. Rozpylili praktycznie wszędzie gdzie tylko nas ktoś widział Barszcz Sosnowskiego. Nie musieli nawet zbliżać się do naszej prawdopodobnej pozycji, po prostu zasiali parę na obrzeżach lasu, a roślinka-sk#rwysyn sama się rozprzestrzeniła. Minął tydzień, a praktycznie cała organizacja stanęła w miejscu przez brak rąk do pracy. To nie tak że Barszcz zabijał, co to to nie. G#wno od czasu wykiełkowania pokryte są najróżniejszymi toksynami, które dosłownie wypalają każdego owada który na nich siądzie. Szkoda tylko że podobnie działa przy kontakcie z ludzką skórą.

Znowu pluje. Przypadków poparzeń mamy od cholery, najbardziej mi szkoda tych którzy stali się ofiarami gdy byli "za potrzebą". Wyciągasz ze spodni "małego partyzanta", zbliżasz go do liści bo chce ci się lać i nagle...Syczę i łącze się w bólu z takimi ludźmi, bo wiem że mało brakowało i sam stałbym się jednym z nich.

Rozglądam się dookoła i widzę las pełen życia- ptaszki śpiewają, pszczółki zapylają a jakieś dwie wiewiórki najwyraźniej świetnie się ze sobą bawią. Zwierzęta zawsze pierwsze wiedzą że coś się zbliża, stąd wiem że jeśli one są spokojne, to i ja powinienem. Ale nie jestem.

Mia, Lobo i Aracz mają mocno poparzone dłonie, ale mogą dalej walczyć. Co innego Kalasher, Renzan, Salai, Loki czy Hajsik, których stan jest naprawdę poważny. O setkach członków których nie znam z imienia nie będę nawet myślał. Strzelali do nas- nic. Truli nas- nic. Tortury, pranie mózgów, obietnice amnestii oraz wymyślna technologia- nic, nic, nic i jeszcze k#rwa raz nic. Posadzili sobie barszcz i cała organizacja nam się wali. Sprytne Federacjo, zaj#biście sprytne.

Dłoń mi drży, gdy moje myśli zaczynają schodzić na bardziej osobiste tematy. Jak myślę o Federacji, to od razu przechodzę do Inwazji. Jak Inwazja to Sih'Nev, a jak Sih'Nev to...

Łapię się za głowę, jakby to miało wybić mi te myśli. Minęło tyle czasu a to wszystko nadal boli, nie przestaje nawet na sekundę. Brakuje mi jej, a serce mi wali za każdym razem jak myślę o tamtym momencie. Ona umiera, a ja nie mogę nic zrobić. Klnę pod nosem. Zachowuje się jak gówniarz, łkając cały czas nad spi#rdoloną przeszłością. Muszę się pozbierać, choć wiem że teraz wydaje mi się to niemożliwe. Chciałbym po prostu móc choćby usłyszeć jej głos.

- Ratunku!!- słyszę kobiecy krzyk, dochodzący z daleka. Głos wydaje mi się znajomy. Aż za bardzo.

Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie! Nie ma takiej zasranej możliwości! To nie ona, mój zryty łeb sprawia mi figle! Wyjmuje z kieszeni bidon z wodą i leje zawartość na moją twarz. Zimne krople otrzeźwiają mnie nieco, mam nadzieję że pozbawią mnie również złudzeń.

- Zabierajcie pi#przone łapy!!- słyszę ponownie ten sam głos.

Biegnę najszybciej jak tylko potrafię, nie bacząc na to jak oczywista jest to pułapka. Za pierwszym razem mogłem sobie wmawiać że po prostu się przesłyszałem, ale za drugim zyskałem pewność. Biegnę jak szaleniec. To był głos Strange, nie ma mowy o pomyłce.


Jestem cały zdyszany, ledwie mogę oddychać. Dystans był większy niż zakładałem a gorąc oraz fakt, że w obawie przed Barszczem ubrałem się tak że całe ciało miałem skryte za grubą warstwą ubrania, sprawił że byłem cały zgrzany. Wycieram dłonią pot z czoła i rozglądam się dokładnie. Wokół same krzaki, ale te nietoksyczne, oraz drzewa. Nie ma śladów walki, ale na ziemi widzę odciski gołych stóp. Ktoś tutaj był i to bardzo niedawno.

- H-halo?- usłyszałem jej głos za swoimi plecami.

Odwracam się najszybciej jak potrafię. Nie wiem nawet jak zareagować- śmiać się, płakać czy zacząć dziękować Bogu. Przepełnia mnie tyle sprzecznych emocji, mam wrażenie jakbym przeżywał jakiś sen. To ona, stoi przede mną. Co prawda ubrana w jakąś lichą szmatę ciągnącą się od jej ramion do ud, ale to ona! Strange. Cały się trzęsę, mam ochotę się na nią rzucić ze szczęścia. Wygląda dokładnie tak samo jak w dniu w którym ją straciłem.

- Ja-jak?- pytam, drżącym głosem. słowa ledwo przechodzą mi przez gardło.

- Nie jestem pewna.- odpowiedziała mi.- Pamiętam jedynie jakieś światło a potem znalazłam się tutaj.

Nie pytam o nic więcej, nie mam na to siły ani ochoty. Podchodzę do niej i ją tule, uśmiechając się jak skończony kretyn. Jestem taki szczęśliwy, nie pamiętam kiedy ostatnim razem przepełniało mnie takie błogie uczucie. Cała nienawiść na chwilę znikła. Jakbym zrzucił z siebie ciężki bagaż.

- Tak się cieszę!- niemalże łkam. Pewnie wyglądam żałośnie, ale nie dbam teraz o to. Najważniejsze, że ona jest przy mnie.

- Mogę mieć do ciebie prośbę?- spytała mnie a ja pokiwałem głową. Nic nie było w stanie zepsuć mi tej chwili.- Po prostu giń.

Przez sekundę myślałem że się przesłyszałem, ale chwilę później poczułem ogromny ból w lewym boku. Strange uderzyła mnie pięścią w splot słoneczny, a ja odlatuję kilka metrów dalej. Patrzę dokładnie na bolące mnie miejsce. Mam tam wbity nóż, a przez moją białą bluzę doskonale widzę ogromną plamę krwi. Nim zdążyłem zapytać się o co w tym wszystkim chodzi, Strange rzuca się na mnie. Siada mi na klatce, udem dociskając nóż i sprawiając mi jeszcze większy ból. Gdy oplata swoje dłonie na mojej szyi i zaczyna mnie dusić, widzę nienawiść w jej oczach.

.

.

.

No tak, to było zbyt piękne. Jak mogłem zapomnieć w jakim świecie żyję?

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki