FANDOM


Hajsik w podskokach przemierzała drogę pomiędzy CreepyTown i HallenWest. Nie była to właściwie droga z prawdziwego zdarzenia- od wydeptana dróżka w CreepyForest, tuż nad Krainą Wesołych Bananów. Słońce powoli zachodziło za horyzont, rażąc oczy dziewczynki mocnym, pomarańczowym światłem. Banan z niezadowoleniem zasłoniła sobie oczy rękoma, jednak z przestrzeni między jej palcami nadal przebijało się światło.


- Przestań świecić, Słońce.- powiedziała Hajsik, niezadowolona z powodu zaistniałej sytuacji. Pomimo jej słów, Słońce nie przestawało pozostawać na horyzoncie.- Mówię do ciebie Słońce!


Płonąca gwiazda zachodziła za nieboskłonem bardzo powoli, praktycznie niezauważalnie, co w ogóle nie zadowalało dziewczynki. Mogła się oczywiście przesunąć trochę i stanąć w cieniu, jednak logika nie była nigdy rzeczą ani powszechną ani poważaną w tym miasteczku.


- Nie denerwuj mnie!- zakrzyknęła Hajsik a jej głos rozchodził się echem po dziwnie opustoszałym CreepyTown.- Jestem Bogiem no!


Nagle osobliwy konflikt pomiędzy Bananową a Słońcem został przerwany przez czyiś śmiech. Spokojny, a przy tym psychopatyczny, jakby pochodził dosłownie zewsząd i znikąd. Sprawił że dziewczynce włosy stanęły dęba a całe jej ciało objeła gęsia skórka.


- Hehehe...Zawsze mnie to śmieszyło.- powiedział głos dochodzący zza Hajsik. Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła za sobą Mikhalna.Uspokoiła się, ale tylko na chwilę. W jej przyjacielu było coś co ją przerażało. Co prawda Arcymag nie wyglądał jakoś inaczej niż zwykle, ale Hajsik wydawało się jakby momentalnie czarodziej stał się inną osobą.- To że nazywasz siebie Bogiem.


Hajsik podrapała się po głowie i uśmiechnęła do maga. Zmusiła się żeby przestać się obawiać przyjaciela- to przecież był Mikhaln. Jej dobry przyjaciel. Czego tu się obawiać?


- Jeśli mam być szczera, to ma głównie śmieszyć.- powiedziała dziewczynka, próbując rozładować sytuacje.- No nie mam startu do prawdziwych Bogów jak Ozyrys czy Odyn.


Mikhaln spochmurniał nagle. Jego wzrok ponownie się zmienił- tym razem jego źrenice lekko się zmniejszyły i skupiły całkowicie na Hajsik. W oczach Arcymaga odbijało się światło powoli zachodzącego Słońca. Głowa maga lekko przechyliła się w dół, sprawiając wrażenie jakby Mikhaln był żałował jakiegoś strasznego, acz jeszcze niedokonanego czynu. Bananową znowu ogarnął strach. Zaczęła powoli odsuwać się od Arcymaga.


- Ozyrys...Odyn...to kłamcy.- powiedział Mikhaln, a odbicie Słońca w jego oczach zaczęło powoli znikać.- Mienią się Bogami chociaż nie mają nawet cząstki ich potęgi. Okłamują wszystkich wokół i siebie samych że są godni tego miana. Kłamcy. Wszystko co robią to mydlą nam wszystkim oczy.


Hajsik połknęła głośniej ślinę. Zdecydowanie z Mikhalnem było coś nie tak, ale dziewczyna nie była do końca pewna co. Powoli zaczęła kierować swoją dłoń ku kieszeni.


- Niemalże wszystko jest kłamstwem.- kontynuował Mikhaln, uśmiechając się ponuro.- Jednakże wkrótce na ten świat pełen kłamstw spłynie ostateczna prawda.


- Cz...czyli co?- coś  podkusiło dziewczynkę żeby spytać.


Odbicie w oczach Mikhalna znikło gdy tylko Słońce znalazło się za horyzontem. Nastała ciemność.


- Chaos.- powiedział Mikhaln, a Hajsik w półmroku była w stanie zobaczyć jak Arcymag wyciąga przed siebie rękę- Chaos, jest jedyną prawdziwą odpowiedzią.


Nim Bananowa zdążyła otworzyć usta, z ręki Mikhalna wyleciała dziwna iskra. Iskra na ułamek sekundy rozświetliła jej twarz, by zniknąć i pojawić się ponownie, w postaci wielkiego wybuchu. Nagła fala ognia ogarnęła całe ciało dziewczynki, a płomienie pochłonęły jej ciało. Mikhaln zdążył oddalić się z miejsca w idealnym momencie, by nie zostać poraniony ogniem lub falą uderzeniową. Mag uśmiechnął się gorzko na widok płomieni- piękna ofiara dla Tzeentcha i straszny los dla jego przyjaciółki. Mikhaln westchnął. Nie mógł zrezygnować z nowych mocy i możliwości a żeby je zdobyć, musiał zrobić to co konieczne.


- Co to miało być, kude?!- zakrzyknął jakiś dziewczęcy głos. Mikhaln z niedowierzaniem patrzył jak Hajsik wychodzi spomiędzy płomieni niemal nietknięta.- Zachowujesz sie dzisiaj dziwnie!


Arcymag uśmiechnął się widząc swoją przyjaciółkę całą i zdrową, nie trwało to jednak długo. Szybko skarcił się w myślach i przyjął odpowiednią postawę do rzucenia zaklęcia. Banan była ofiarą. Nie mógł o tym zapomnieć.


- Atsencjo!- zakrzyknął w odpowiedzi mag.


Wtedy z dłoni Mikhalna ponownie coś wyleciało, tym razem energia ta dalece różniła się od poprzedniej. To była mroczna, nieprzyjemna moc, która zaczęła się kumulować przy ciele Arcymaga po to, by uderzyć z potężną siłą w Hajsik. Uderzyły w nią z taką mocą iż dziewczyna odleciała kilka metrów dalej, uderzając w drzewo. Gdy sycząca z bólu Hajsik zaczynała się podnosić, Mikhaln zauważył coś niezwykłego. Z jej wyjątkowego Zegarka wydobywała się dziwna, jasno-zielona energia tworząca wokół dziewczynki barierę. Najpewniej to dzięki niej Bananowa nadal żyła.


- Wybacz mi Hajs, naprawdę nie chcę tego robić.- powiedział Mikhaln, skupiając w sobie swoją magiczną energię.- Jednak musisz zginąć, żeby prawdziwi Bogowie mogli sie radować

. Wtem stało się coś dziwnego. Wskazówki Zegarka poruszyły się i mała część bariery odleciała i z wielkim impetem ruszyła na Mikhalna. Zaskoczony Arcymag nie miał nawet czasu na reakcję- jasno-zielona energia przeleciała przez jego brzuch, tworząc wielką, krwawiącą ranę. Mikhaln kaszlnął krwią i skulił się, łapiąc za brzuch. Zaczął ciężej oddychać i ściskać zęby z bólu.


- Przepraszam Mikhaln.- w głosie Hajsik było słychać prawdziwy ból i żal.- Nie wiem co ci się dzieje...ale przepraszam.


Kulący się Arcymag z niemałym wysiłkiem podniósł spoconą głowę. Ku zdziwieniu dziewczynki nie było na niej widać bólu, czy strachu. Na twarzy maga widniał ponury grymas.


- Żegnaj..- powiedział Mikhaln, po czym natychmiast zniknął.


Chwilę to potrwało, nim dziewczynka zorientowała się co się właściwie stało. Niebo nagle stało się ciemniejsze, atmosfera wokół gorętsza a ciśnienie większe. W pewnym momencie wzrok dziewczynki zwrócił się ku górze, a ta z przerażeniem zobaczyła olbrzymią, przesłaniającą niebo skałę. Dziewczyna chciała ratować życie, ale było już na to za późno.


Meteor z impetem uderzył dokładnie w miejsce w którym stała dziewczynka. Jej bariera nie mogła wytrzymać czegoś takiego- rozpadła się na tysiące drobnych kawałków, podobnie jak sam Zegarek. Samą Hajsik spotkał inny los- najpierw jej ciało objęły płomienie, paląc każdy milimetr jej ciała żywym płomieniem. Dziewczynka nie zdążyła nawet poczuć, jak jej życie się kończy a ciało zamienia w popiół, przygnieciony kilkusetkilogramowym kamieniem. Dźwięk uderzenia rozniósł się przez cały Kraj a fala uderzeniowa powyrywała ogromne połacie drzew z CreepyForest z ziemi i powyrzucała je po całej okolicy. Wielki grzyb jaki powstał widoczny był aż w odległej Metropolii.


Mikhaln patrzył na to wszystko z gorzkim uśmiechem na twarzy. Czuł narastającą w nim siłę, obecność Chaosu, otwierające się powoli drzwi do nieskończonej potęgi. Stał się Czempionem Tzeentcha. Odchodząc z miejsca zbrodni Arcymag nawet się nie odwrócił. Był zachwycony narastającą mocą i faktem że w "Wielkiej Grze" Boga Zmian stał się prawdopodobnie najważniejszym pionkiem. Odchodząc w głąb ciemnego, zniszczonego przez eksplozje lasu zadawał sobie jedno pytanie.


"Czy to wszystko jest tego warte?"

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki