FANDOM



-Niech to szlag!- syczał Korin.

Fala fioletowego płomienia, uderzająca w niego z niesamowitą siłą, uniemożliwiała mu usunięcie demona z rzeczywistości. Potężne uderzenie, które każdego normalnego człowieka spopieliłoby w ciągu zaledwie sekundy, trzymało go na dystans. Nie oznaczało to jednak że BloodWolf był bezpieczny- temperatura wewnątrz płomieni była nie do wytrzymania a ciągła fala potężnej energii powoli przebijała jego zbroję. Póki co były to jedynie zalążki pęknięć, jednak jeśli sytuacja szybko nie zmieni się na korzyść Kosmicznego Marine, może to być dla niego koniec.

Wilczy towarzysze Korina trzymały w swoich zębiskach sylwetkę stworzonego z ognia demona, desperacko próbując go rozerwać. Ciało twora Slaanesha jednak zamiast się rozrywać, jedynie się rozciągało. Jedynym mającym sens rozwiązaniem wydawało się zniszczenie demona świętym młotem Korina. Wojownik nie mógł jednak zbliżyć się do swojego celu. Był przygwożdżony.

BloodWolf zaparł się i z całych sił ruszył naprzeciw fali splugawionego światła. Wytężając wszystkie swoje mięśnie zdołał zrobić jeden, ciężki krok. Wysiłek był niesamowity- jakby wojownik przebiegł maraton. Mimo to zrobił krok.

- Od czegoś trzeba zacząć.- pomyślał wojownik, po czym ponownie się zaparł.

Kolejny krok był jeszcze cięższy niż poprzedni. Stawanie naprzeciw potężnej fali gorąca było zbyt męczące, nawet dla Kosmicznego Marine. Nagle Korin poczuł coś, czego nie czuł przez ostatnie stulecie. Strach, spowodowany dźwiękiem pękającej zbroi.

Nagle BloodWolf poczuł jak coś go odpycha. Czyjeś potężne, masywne ciało z gigantyczną wręcz siłą uderzyło go z boku i wyrzuciło z wciąż nacierającej fali splugawionego płomienia. Zaskoczony Korin upadł ciężko na ziemię, oglądając się przed siebie.

Większa częśc burdelu była zniszczona, spalona splugawionym ogniem. W miejscu w którym przed chwilą stał Korin widniał wielki, czarny krater. Nie było tam już ognia- demon najwidoczniej uznał że nie ma co marnowac swojej siły, skoro jego przeciwnik mu umknął. Mimo to utrzymywał ścianę ognia, która oddzielała wojownika od Czempionki i upadłego przyjaciela.

Przy kraterze coś stało. Wielka, bestia o wielu rogach i potężnej postawie. Wyglądała niemal jak Beast, zwierze Czempionki Khorne'a, w które niedawno przemienił się Ender. Jednak była pomiędzy nimi jedna, zasadnicza różnica- ciało stojącej przy kraterze bestii pokryte było pancerzem, łudząco podobnym do tego który miał na sobie Korin. Marines szybko zrozumiał- jego towarzyszka używając swoich zdolności, połączyła w swojej przemienionej postaci dwa elementy- ciało potwora i zbroję BloodWolfa.

Korin próbował wstać, ciężko dysząc, gdy nagle stało się coś, co było dla niego nie do pomyślenia. Był śmiertelnie zmęczony a jego trzęsące się nogi ledwo utrzymywały go na nogach. Czyżby limit Kosmicznego Marine został przekroczony? A raczej, czy wojownicy tacy jak on mieli jakiś limit.

BloodWolf potrząsnął głową, odganiając niepotrzebne myśli, po czym złapał rękojeśc swojego młota. Wojownik musiał spiąć wszystkie swoje mięśnie by go podnieść, co nie zmieniało faktu że potężna broń stała się nagle niemożliwie ciężka. Korin musiał się męczyć jak nigdy, by utrzymać swój święty artefakt.

Demon nie mógł czekać. Wilki najwidoczniej sprawiały mu większą krzywdę niż by na to wyglądało, bo strażnik Strange musiał się nieźle zaprzeć, by ponownie zaatakować. W jego ognistym ciele wykształciło się coś na wzór pyska, z którego wyleciała kolejna wiązka energii. Widocznie słabsza niż poprzednim razem, wciąż jednak potężna.

Marines był gotów ponownie stanąć naprzeciw nadciągającej fali, gdy nagle poczuł jak coś go łapie i podnosi do góry, dzięki czemu Korin uniknął ataku demona. Wojownik podniósł wzrok i zobaczył że jego ciało trzymane jest w łapach przemienionej towarzyszki. LoboTaker szybko podrzuciła ciałem zdezorientowanego Marine tak, by spadł na jej grzbiet. W jednej chwili Korin zrozumiał intencję przyjaciółki. On miał młot, ale nie miał sił by ruszyć na demona. Te drugą rzecz miała właśnie Baldanderka.

Chwilę później przemieniona Lobo zaszarżowała na demona. Strażnik Czempionki próbował się rzucać, święci towarzysze Korin utrzymywali go jednak w miejscu. Korin wyczuwając moment ścisnął mocniej dłonie na rękojeści, po czym zamachnął się. W tym ułamku sekundy, w czasie którego rozpędzona Lobo mijała uwięzionego demona, Korin zaatakował. Wielki, ciężki młot z całą swoją potęgą uderzył w nieludzką powłokę demona. Słychać było krótki, piskliwy krzyk, po którym ogień z którego zbudowany był stwór zmieniło odcień z fioletowego na biały, a potem znikło. A wraz z nim ściana płomieni odcinająca towarzyszy od Strange i Endera.

Wszystko to stało się tak szybko, że Lobo nawet nie zorientowała się, kiedy się zatrzymać. Wynikiem tego było to że przemieniona Baldanderka wraz z siedzącym na jej grzbiecie wojownikiem przelecieli nad zaskoczoną Strange, by z impetem uderzyć w ścianę, w konsekwencji niszcząc ją doszczętnie. By wyhamować dziewczyna wbiła pazury Beasta w podłogę, a następnie przemieniła się spowrotem w swoją oryginalną formę. Zaskoczony Korin spadł na ziemię na równe nogi.

Burdel przed którym teraz stali w jednej chwili zawalił się. Nawet świątynia Boga Chaosu nie mogła wytrzymać takich zniszczeń. W ciągu sekundy potężny, splugawiony budynek zapadł się w sobie, rozlatując się i rozrzucając po okolicy kawałki gruzu i rozsiewając falę kurzu.

- Ender?!- zakrzyknęła Lobo, po czym zaczęła straszliwie kaszleć. Kurz zwyczjanie wleciał jej do gardła. Drapał też oczy.

Korin klęknął, oddychając ciężko. Jeśli nawet ich towarzysz żył gdy zabijali demona, z pewnością pogrzebał go rozlatujący się budynek. W sercu czuł że jego dzielni towarzysze odeszli ze świata materialnego i nie będzie ich mógł póki co wezwać. Z pewnością w Jego oczach wilki spisały się jak nigdy dotąd.

Marines rozejrzał się. W obłoku kurzu nie mógł zobaczyć swojej towarzyszki.

- Lobo?!- zakrzyknął Korin. Baldanderka, z ciałem ściśniętym drobinkami upadłej świątyni nie mogła jednak wydusić słowa.

Gdy fala kurzu zaczęła powoli się przerzedzać, wojownik mógł zobaczyć zbliżającą się do niego postać.

- Musimy znaleźć jej ciało. Budynek mógł ją po prostu przygnieźć, ale lepiej dmuchac na...- Korin nie był w stanie dokończyć zdania. Poczuł nagle jak w jego klatkę piersiową, w miejscu niezauważonego wcześniej pęknięcia, wbija się chłodna stal.

A przed sobą miał obraz potrubowanej czcicielki Boga Przyjemności, wbijającej w niego wzrok pełen perwersyjnej nienawiści.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki