FANDOM


- Cholera jasna, Strange.- syknął Przemek, załamując ręce nad planszą.- Przez ciebie kończą nam się pionki!

- Liczba białych jest nadal stała...- stwierdził Mikhaln.

Zdenerwowany nie na żarty Przemek uderzył pięścią w plansze, niszcząc ją doszczętnie i rozrzucając wszystkie pionki na podłogę. Mikhaln westchnął. Jego towarzysz miał jednak w sobie coś z wyznawcy Boga Krwi. Gwałtowność. I najwidoczniej osobliwe upodobanie do niszczenia czyjejś własności.

- Chyba czas żebyśmy weszli do akcji.- powiedział Przemek.

- A nasza mała gierka?- spytał Mikhaln.

- Wynik jest oczywisty.- odpowiedział Czempion Chaosu Niepodzielnego.

Arcymag uśmiechnął się cierpko.

- Chyba się o nią nie martwisz?- spytał sługa Tzeentcha.

Przemek nic nie odpowiedział, zamiast tego wziął w dłonie swój miecz i ruszył korytarzem Wieży Maga w stronę wyjścia. Arcymag szedł tuż za nim.



Fala ognia buchnęła w stronę przyjaciół z niesamowitą siłą, zmuszając ich do gwałtownego odskoczenia. LoboTaker z zaskoczeniem stwierdziła że nawet Korin i jego pupile musieli uniknąć ataku skrytego w spaczonym ogniu demona. Pomimo świętej aury jaką emanował zarówno wojownik jak i jego wilki, płomienie nadal stanowiły dla nich zagrożenie.

- Ej, Lobo.- zaczął Korin, wpatrując się w płomienie.- Czy ta twoja przyjaciółka miała jakiegoś towarzysza?

Baldanderka zastanowiła się przez chwilę. Początkowo myślała że wojownik ma na myśli partnera, kogoś pokroju Przemka, jednak szybko zorientowała się o co tak naprawdę chodziło. Strange miała na swojej szyi zawieszonego kolibra. A w jego wnętrzu strażnika, podobno wyjątkowo potężnego.

Nagle Lobo zrozumiała. Istoty z Osnowy, jak nazywała je dziewczyna, nie mogąc myśleć o nich jako o Bogach, potrafiły przemienić i splugawić dosłownie wszystko. Czyli również strażnika siedzącego w wisiorze...

- Ma strażnika w kolibrze.- powiedziała LoboTaker.- Z tego co kojarzę wyjątkowo wykokszony.

Korin przytaknął głową na znak że rozumie. Wola Boga Przyjemności potrafiła przemieniać najczystsze dusze w najbardziej splugawione twory. Nie inaczej było zapewne w przypadku istoty zamieszkującej wisior.

- Tutaj musimy uważać.- powiedział spokojnie BloodWolf, patrząc zarówno na Lobo jak i na swoich niespokojnych kompanów.- Ten rodzaj demona to coś zupełnie innego, niż do tej pory widzieliśmy.

- Mówisz że jest od nas silniejszy?- spytała Lobo, wyjmując swój łańcuch i przygotowując się do natarcia.

- Skąd.- syknął Korin, traktując to co powiedziała towarzyszka jako osobistą zniewagę.- Uznajmy że to wszystko z czym mieliśmy dzisiaj do czynienia, to miecze. Atakują, ranią i zabijają. To.- w tym momencie wojownik wskazał na fioletowy płomień.- To jest tarcza. Chroni swojego właściciela i nie pozwala jego przeciwnikom przejść obok siebie. Inna wersja, chociaż równie śmiercionośna.

- Ale Ender...- zaczęła Lobo.

- Wiem!- zakrzyknął Korin, przygotowując siebie i swoich towarzyszy do natarcia.- Mówię ci tylko żebyś była ostrożna!

Korin, wilki oraz LoboTaker ruszyli na ścianę fioletowego płomienia, nie będąc do końca pewnym jak mają zamiar pokonać te przeszkodę. Pierwsza zaatakowała Lobo. Rzuciła swoim łańcuchem w miejsce gdzie wydawało jej się że umieszczone są oczy demona. Ku jej szczeremu zaskoczeniu, bojowy łańcuch zdołał opleść istotę będącą wewnątrz płomienia. Zadowolona Baldanderka złapała mocniej łańcuch i pociągnęła go, mając nadzieję albo przydusić demona, albo wyciągnąć z splugawionego ognia. Nic z tych rzeczy się jednak nie stało. W ciągu sekundy łańcuch LoboTaker zwiększył swoją temperaturę o wiele stopni, momentalnie parząc swoją właścicielkę. Baldanderka próbowała utrzymać broń w dłoniach, jednak po kilku sekundach była zmuszona puścić broń, sycząc z bólu.

Jednak w momencie w którym łańcuch wypadł z rąk dziewczyny, na demona rzuciły się wilki Korina. Widząc teraz dokładnie gdzie jest ich cel, wskoczyły w splugawione płomienie. Walka wyglądała groteskowo- wewnątrz żarzących się fioletowych płomieni, duchowi towarzysze Kosmicznego Marine rzucały się, gryząc i drapiąc okrążający je, spaczony żywioł. Ogień próbował spalić ich święte ciała, jednak ustępował, nie mogąc ich objąć.

Nagle jednak, coś się zmieniło. Jeden z płomieni uformował się w coś łudząco przypominającego pięść, po czym z impetem uderzył jednego z walczących wilków. Masywne ciało świętego towarzysza Korina wyleciało z płomieni, by uderzyć o ścianę burdelu. Zwierze cicho pisnęło, słychać było jakiś trzask. Towarzysz BloodWolfa leżał teraz, przy ścianie, patrząc w siedzące w płomieniach plugastwo, nie mogąc się jednak ruszyć by dopełnić swojej zemsty.

- W Jego imię!- zakrzyknął wściekły Korin, uderzając mieczem w fioletowe płomienie.

Cały ogarniający burdel pożar jakby zadrżał i na sekundę zmienił kolor z fioletowego na biały. Stworzona z płomieni sylwetka demona stała się nagle wszystkim widoczna. Trzy wciąż walczące wilki rzuciły się na towarzysza Czempionki Slaanesha, przytrzymując swoją mocą jego niematerialną formę.

Korin zamachnął się ponownie, gotów zadać ostateczne uderzenie. Nim jednak zdążył to zrobić, płomienie wokól uwięzionego demona uderzyły w niego z pełną siłą. Ogień, niczym fala, objął ciało wojownika, który zaczął czuć niemożliwy do wytrzymania gorąc i to mimo świętej zbroi. Korin czuł jak nie może się ruszyć i jak jego ochrona zaczyna pękać. Jego pancerz wydawał się powoli poddawać demonowi Slaanesha.



Ender leżał na ziemi, próbując zakryć dłońmi krew lecącą z przebitych na wylot gałek ocznych. Ból jaki czuł był wszechogarniający, niemożliwy do kontrolowania czy zniwelowania. Pochłaniał jego myśli. Baldanders nie mógł myśleć o niczym innym. Dla niego istniał teraz ból. Tylko ból.

Strange oblizała wyciągnięty przez siebie nóż, poważnie raniąc sobie język. Nie przejmując się tym zbytnio, zaczęła podchodzić do leżącej ofiary. Widok cierpień niedoszłego przyjaciela był dla niej niczym afrodyzjak. Chciała go więcej i wiecej.

Pierwszy cios noże trafił chłopaka w otwartą dłoń, przebijając ją na wylot. Ender niemal rozdarł gardło, krzycząc z cierpienia. Ciało Czempionki Slaanesha zadrżało na widok ogromu bólu ofiary i przyjemności, jakiej dostarczyła swemu Bogu. Potrzebowała więcej!

Kolejny cios trafił Baldandersa prosto w brzuch a fontanna krwi zaczęła zmieniać ubarwienie ubrania chłopaka na ciemno-czerwony. Ender rzucał się jeszcze mocniej, jakby miało to w czymkolwiek pomóc. W obliczu nieustającego cierpienia, nie mógł zrobić nic innego.

Padły kolejne ciosy. Ręce, nogi, nos- wszystkiego Ender był pozbawiany powoli i z maniaklaną dokładnością.

W końcu doszło do tego że Bandanders przestał cokolwiek czuć. Znalazł się w zupełnie innym miejscu- na granicy życia i śmierci. W ciemnej, pustej przestrzeni w której nie było nic. To, co działo się na zewnątrz do niego docierało, jednak juz go nie dotyczyło.

W pewnej chwili Baldanders zobaczył że zaczął się unosić. Pod swoimi stopami ujrzał oddalające się CreepyTown. Jednak nie wesołe, małe miasteczko pełne przygód i wspaniałych przyjaciół. Mroczne, ogarnięte przez ciemne moce piekło. Ender ścisnął pięści z bezsilnego gniewu. Jak wiele zmieniło się w ciągu ostatnich 24 godzin, tuż pod jego nosem?

- K#rwa mać.- powiedział sam do siebie Ender a echo jego głosu roznosiło się po pustej przestrzeni.

Nagle chłopak zobaczył nad sobą pięć postaci. Wszystkie miały mroczne, nieludzkie szaleństwo w oczach. Wszystkie oddały się w posługę Mrocznym Bogom. Wszystkie były do wczoraj jego przyjaciółmi.

Salai, Serek, Strange, Mikhaln i Przemek. Pierwsza trójka wyglądała dokładnie tak, jak widział ich dzisiaj Baldanders- przemieni w splugawione sługi Bogów Chaosu. Mikhaln i Przemek z kolei, skryci byli w cieniu, poza wzrokiem Endera. Mimo to chłopak jakoś wiedział, że to oni.

Niemal wszystkie postaci były dla Endera odległe, nierzeczywiste. Tylko jedna, stojąca w środku Strange, wydawała się być przerażająco realna. Trzymając uniesiony nóż, patrząc na leżącą ofiarę z perwersyjnym okrucieństwem. Dla niej, Ender był ofiarą dla Boga Rozkoszy.

- Nie rób tego Strange!- jakimś cudem usłyszał Ender. Głos należał do LoboTaker.

Nic nei było już jednak w stanie zatrzymać nieuniknionego. Czempionka Slaanesha rzuciła się na Endera i z maniakalną przyjemnością zaczęła dźgać go po całym ciele. Ręce, nogi, brzuch, tors, szyja, głowa. Dźgała, cięła, rozrywała ciało chłopaka, brocząc się w jego buchającej krwi.

Tak skończył Baldanders Ender.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki