FANDOM


Demonice Slaanesha. Istoty zrodzone w Osnowie, Królestwie Chaosu, stanowiące trzon armii Pana Rozkoszy. Gwałtowne, acz przynoszące powolną, bolesną śmierć. Ich siła- znacząca. Ich piękno- zwodnicze. Jedna stanowi zagrożenie. Kilka- katastrofę.

Służki Boga Rozkoszy nie czekały na rozkaz, ruszyły od razu na swoich przeciwników. Dwadzieścia jeden fioletowych, smukłych ciał ruszyło z niesamowitą prędkością na Korina, LoboTaker i Endera.

Najprzytomniejszy okazał się być ten pierwszy.  Zamiast próbować obronić się lub uciec przed nacierającą falą, postanowił stawić jej czoła. Uderzając swoim masywnym młotem w jedną z zaskoczonych demonic przyparł jej ciało do ziemi by w ciągu zaledwie sekundy zamienić je w plamę krwi i zmielonych kości. Stojąca obok demonica zamachnęła się swoimi szczypcami, gotowa spróbować pozbawić przeciwnika głowy. Korin jednak był Kosmicznym Marines. Maszyną do zabijania.

BloodWolf z nadludzką prędkością złapał zamachującą się demonicę za gardło i użył jej ciała jako broni, uderzając nim w inną służkę Slaanesha. Demony szybko spostrzegły kto jest dla nich największym zagrożeniem- dwanaście z nich ruszyło ku Kosmicznemu Marines, gotowe zadać mu najboleśniejszą bądź najprzyjemniejszą z możliwych śmierci.

- Korin!- zakrzyknęła LoboTaker, chcąca rzucić się na pomoc wojownikowi.

Przez swoją nieuwagę Baldanderka niemalże straciła głowę. W ostatniej chwili, kątem oka zauważyła zbliżające się do niej, rozwarte szczypce. Dziewczyna szybko uchyliła się od śmiertelnego ataku, zacisnęła dłonie wokół swojej Kosy i wbiła ostrze w podstawę czaszki służki Boga Rozkoszy. Demonica jęknęła z przyjemności, co doprowadziło Lobo do wściekłości. Baldanderka wbiła Kosę jeszcze głębiej, po czym natarła z całej siły, przecinając istotę na dwie połowy. Krew i fekalia prysnęły na wszystkie strony i z pewnością zalałyby twarz Lobo, gdyby  ta nie zasłoniła jej kapeluszem.

Trzy inne demonice stały w pewnej odległości od Baldanderki. Oblizując usta przyglądały jej się z perwersyjnym uznaniem. Ciałem LoboTaker wstrząsnął dreszcz obrzydzenia.

- Bring it on, bitches.- powiedziała dziewczyna, patrząc wściekła na demonice.

Najpóźniej zareagował Ender. Początkowo był wpatrzony w piękne, jakby wyrzeźbione w marmurze ciała demonic tak bardzo, że nie mógł się ruszyć. Dopiero gdy jedna z tworów Slaanesha znalazła się tuż obok niego, chłopak oprzytomniał. W ostatniej chwili odskoczył przed atakiem demonicy, ratując życie. Chłopak szybko zamienił strukturę swoich rąk na takie wyglądające na część zbroi Korina, gotów zacząć walczyć z istotą wręcz. Nim się jednak spostrzegł, z cienia wyskoczyło 5 innych demonic, okrążając Baldandersa.

- Kurw...- tylko tyle zdążył powiedzieć chłopak.

Ender widząc zbliżające się w jego stronę szczypce zasłonił je umocnionymi dłońmi. Ocalił dzięki temu głowę,  zostając przy okazji powalony na ziemię. Po chwili rzuciły się na niego otaczające go niewolnicę. Ciało Baldandersa znikło wszystkim z oczu, schowane pod górą fioletowych sylwetek.

- Dość!!- zakrzyknął Korin, masakrując jednej z demonic twarz uderzeniem swojej opancerzonej dłoni.

Zaskoczone demonice nie miały szans się obronić. Tuż za nimi, nieoczekiwanie pojawiły się obce istoty. Cztery wielkie, potężne, niematerialne wilki. Istoty poniekąd podobne do rozpustnych tworów Slaanesha. Jednak czyste. Sprawiedliwe. Honorowe. Silniejsze.

Ciała demonic w przeciągu sekund były rozrywane na strzępy przez kły i pazury świętych kompanów Korina. Wilki przebijały się przez ich skóry, rozrywały jelita, przegryzały serce. Masakrowały ich ciała, które po śmierci niemal nastychmiast wracały do Osnowy. Dwanaście rozerwanych przez słuszny gniew ciał znikło tak szybko, jak się pojawiło.

- Czysto.- powiedział lakonicznie Korin, podnosząc jedną ręką swój młot a drugą głaszcząc jednego z wilczych towarzyszy.

- Tu też.- powiedziała Lobo, pozbawiając ostatnią ze stojących obok niej demonic głowy. Dziewczyna w przeciwieństwie do BloodWolfa znosiła walkę dużo gorzej. Widać to było po grymasie zmęczenia i pocie na całej twarzy.

Skrywające pod sobą ciała demonic w jednej chwili rozleciały się na wszystkie strony. Oczom wszystkich w miejscu Endera ukazał się wielki, dziki stwór o białej sierści, pokryty dziesiątkami rogów. Pupil Salai, Beast. A raczej forma którą przyjął Ender.

Stwór ryknął wściekle, rozpaltując jedną z demonic swoimi ostrymi pazurami. Ciało nieszczęsnej istoty zostało rozczłonkowane w jednej chwili, ta jednak zdawała się nie odczuwać bólu. Na jej twarzy gościł grymas ekstazy.

Podobnie było z resztą z innymi rozrywanymi przez bestię demonicami. Czy to zgniatane przez ciało Endera, nabijane na jego ostre kły czy pożerane żywcem, wszystkie odczuwały niesamowitą przyjemność z tego doświdczenia.

Nie zmieniało to jednak faktu, że po kilku sekundach nie było już w Vanilla Unicorn tworów Osnowy. Strange, niewolnica woli Slaanesha, została sama. Naprzeciw niej stawał Kosmiczny Marine wraz ze wszystkimi swoimi pupilami oraz dwójka rządnych zemsty Baldandersów, z których jeden przybrał formę niszczycielskiego stwora a druga mogła to zrobić w każdej chwili. Dysproporcja sił była aż nadto oczywista.

- Poddaj się, spaczona kobieto.- powiedział Korin, celując świętym młotem w stronę sceny.

Ku jego zaskoczniu...scena była pusta. W miejscu gdzie stała Czempionka Slaanesha nie było już nikogo.

- U..uciekła?- spytała zdezorientowana Lobo.

- Jestem zaskoczony.- powiedział Korin, nie tracąc ani na sekundę czujności.- Tchórzliwej ucieczki spodziewałbym się raczej po wyznawcy Tzeentcha.



- Ej!- zakrzyknął stojący przy planszy Mikhaln.



Ender nie miał w tej walce szczególnego szczęścia. Najpierw dał się omamić istotom Slaanesha, potem niemal dał się im zabić. A teraz stał się celem kolejnego ataku.

Skryta na ścianie sufitu Strange zeskoczyła prosto na przemienionego przyjaciela. Ender Szybko podniósł głowe a w odbiciu jego zwierzęcych oczu można było zobaczyć szaleństwo na twarzy dziewczyny. Spaczony wzrok, perwersyjna rządza zabijania w imię swojego Boga. Jeszcze dzisiaj rano chłopak byłby przerażony widząc swoją przyjaciółkę w takim stanie. Teraz jednak się nie bał. Miał zamiar ją od tego uwolnić.

Ender stał z głową podniesioną w taki sposób, że Czempionka Slaanesha nabiła się na jeden z umieszczonych na jego głowie rogów. Wielka, biała kość wystająca z czaszki z impetem wbiła się w jej spacozne ciało, przebijając jej brzuch. Połowa rogu wystarczyła, żeby przebić się przez ciało Strange tak, by końcówka kości wystawała z jej pleców.

Dziewczyna jęknęła, plując śliną zmieszaną z krwią. Jej źrenice zaczęły się zmniejszać a jej dłonie ogarnął taki skurcz, że dziewczyna wypuściła trzymany w nich miecz, który z hukiem spadł na podłogę. Strange przestała w pewnej chwili oddychać a jedyną aktywnością w jej ciele było wstrząsające nią drgawki. Ender uznał że to przedśmiertne skurcze. Mylił się. Jego przeciwniczka drżała z przyjemności.

Strange przegryzła dolną wargę, złapała róg w dłonie i obróciła swoim ciałem tak, by być nadal na niego wbita i patrzeć w zasięgu pysk przemienionego Endera. Baldanders był zaskoczony i przerażony- jego niegdysiejsza przyjaciółka powinna być martwa.

- Jeeeszcze!- zakrzyknęła Czempionka Slaanesha, wbijając swoje ciało jeszcze głębiej. Krew i kawałki przebitych narządów wewnętrzych spływały po rogu, jednak Strange nic sobie z tego nie robiła.

Obrzydzony Ender ruszał głową gwałtownie na wszystkie strony, próbując pozbyć się z siebie Strange, jednak jego działania nie zdawały się na nic. Poruszanie rogiem sprawiało dziewczynie jedynie przyjemność.

- Ender, daj ją tutaj!- zakrzyknął Korin, zamachując się swoim młotem.- Szybko to zakończę.

Przemieniony Baldanders kiwnął głową na znak że rozumie. Niestety dla nich, Strange też rozumiała. I nie miała zamiaru kończyć swojej zabawy szybko.

Dziewczyna wbiła swoje długie paznokcie prosto w oczy bestii. Zaskoczony Ender zaryczał z bólu, niemal ogłuszając wszystkich w pomieszczeniu. Jego receptory wzrokowe rozstały kompletnie zmasakrowane a gałka oczna zamieniła się w krwawiącą dziurę. Przemieniony Baldanders rzucał się na wszystkie strony z bólu i strachu, nie mógł jednak zrzucić z siebie Czempionki. Strange nie oszczędzała swojej ofiary- wbijała pazury głębiej i poruszała nimi, powodując jeszcze trwalsze i boleśniejsze rany. Śmiejąc się przy tym niczym opętana, przerywając tylko co kilka sekund co głośniejszymi jękami.

Ender w końcu nie wytrzymał. W jednej chwili cofnął swoją transformację, stając się znów sobą. Ku jego przerażeniu, jego oczy nadal były przerażająco poranione. Łzy zmieszane z krwią wylewały się niczym woda z fontanny a kulący się na ziemi Baldanders nie mógł wytrzymać z bólu.

Tuż obok niego na ziemię padła Strange. Potwornie poraniona, z mieszanką posoki i fekaliów lejących się z rozerwanego brzucha. Płacząca. Nie były to jednak łzy bólu a szczęścia. Gdy tylko dziewczyna zaczynała myśleć ile przyjemności sprawiła sobie i swojemu kochanemu Bogu, jej serce przepełniała najczystrza radość.

Dziewczyna z niemałym trudem wstała i wyciągnęła z nadgarstka nóż. Pozostało tylko złożyć Slaaneshowi ostateczną ofiarę.

- Stój!- zakrzyknęła LoboTaker, biegnąc w stronę rannego przyjeciela.

Nagle z wnętrza przemienionego Miecza Kinry buchnęła eksplozja, fioletowego, złowrogiego płomienia. Jej impet odrzucił Baldanderkę metr dalej, nie czyniąc jej jednak większych szkód. A ściana ognia skutecznie torowała towarzyszom drogę do cieżko rannego Endera.

Święci towarzysze Korina zawarczeli wściekle. Wilki wyczuwały zło czające się wewnętrz ściany ognia.

Wewnętrz fioletowego płomienia zaczęły się formować dwa jaśniejsze wgłębienia. Możnaby odnieść wrażenie że były to bacznie przyglądajace się im oczy.

- Ma więcej demonów niż sądziłem.- powiedział Korin, gotując się do walki.

Na drodzę Korina, wilków i LoboTaker stał osobisty strażnik Strange, personifikacja spaczonej woli Boga Rozkoszy. Jeśli towarzysze nie zdołają pokonać go na czas, los Endera był przesądzony.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki