FANDOM


Przemek i Mikhaln patrząc na plansze westchnęli niemal w tym samym momencie. Wydawało się że pionki ułożone były w jasny i przejżysty sposób, a tu nagle Salai wszystko zepsuła. Czempion Tzeentcha złapał dwa czarne pionki- jeden reprezentujący Salai a drugi Beasta- i bawił się nimi w dłoniach, zastanawiając się co z nimi zrobić.

- To chyba moje pionki.- powiedział lekko rozbawiony Przemek, przyglądając się towarzyszowi.

- Ta Salai, potrafi zepsuć każdą zabawę.- powiedział Mikhaln, łącząc obydwa pionki w jeden i kładąc go z powrotem na planszy.- Kontynuujemy?

Przemek westchnął, po czym jednym, płynnym ruchem wziął resztki zniszczonego białego pionka i wyrzucił go poza planszę. Teraz na miejscu pozostał jeden, podwójny czarny pionek i trzy, mocno poniszczone białe.

- Zobaczmy jak to się dalej rozwinie.- odpowiedział Przemek.



Wielka plama krwi na klatce piersiowej Jakuba Dizza była jedynym dowodem na to, że ciało to było niegdyś żywe. Bez niej wyglądało jak zniszczona, mocno poturbowana lalka, leżąca u stóp wielkiego potwora. Śmierć chłopaka nie była tak okrutna i obrzydliwa jak Kalashera, była jednak równie wstrząsająca.

Beast wyszczerzał kły, przyglądając się swoim przeciwnikom. Przelana przed chwilom krew, posoka poświęcona Bogu Krwi napawała potwora jeszcze większą chęcią szerzenia śmierci. Krew dla Boga Krwi! Czaszki na Tron z Czaszek!

- I czego się szczerzysz?- spytał cicho i poważnie Korin, kierując swoje wściekłe spojrzenie w stronę bestii.- Zabijanie przyjaciół naprawdę jest takie przyjemne, s#ko?

Beast w odpowiedzi na słowa wojownika zaryczał wściekle i wbił swoje pazury w betonowy chodnik. Jego oczu wypełniły się czymś co można nazwać berserkerskim szałem, wszystkie włosy na jego ciele stanęły dęba. Bestia przygotowywała się do ataku.

- Jak mnie nazwałeś?!- z gardła Beasta wydobył się wściekły krzyk.

Było w nim coś znajomego. Mimo że cały ten szał, to pragnienie krwi i chęć mordu były obce i odrażające, LoboTaker i Ender odnaleźli w bestii coś im bardzo dobrze znajomego. Jakąś cząstkę dobrze im znanego charakteru. Obydwoje niemal w tym samym momencie zdali sobie sprawę z kim mają do czynienia.

- Salai.- powiedzieli Baldandersi w tym samym momencie.

Bestia nie zareagowała, wbijając swoje spojrzenie w Korina. Wzrok zarówno BloodWolfa jak i jego przeciwniczki ukazywały czysty szał- w przypadku wojownika było to spojrzenie zimne i spokojne, wyrażające jednak gniew i palącą chęć mordu. Oczy bestii ukazywały jedynie ślepą nienawiść, wśćiekłość i chęć przelewania krwi. Spojrzenia tak podobne i zarazem tak różne.

Stwór odbił się swoimi wielkimi łapami od chodnika i zaszarżował na swojego przeciwnika. Wielkie cielsko potwora było niczym taran- jeśli trafiłoby w wojownika, z pewnością zostałoby z niego tyle, ile z jeża po konfrontacji z oponą pędzącej ciężarówki. Przez ułamek sekundy wyglądało to tak, jakby Korin przygotowywał się do uderzenia nacierającego przeciwnika swoim młotem. Jeśli by próbował to zrobić, to wszystko zależałoby od jego czasu reakcji- zbyt szybkie lub wolne zamachnięcie się młotem skutkowałoby jego śmiercią. Trzeba było wymierzyć perfekcyjnie. Okiełznany szaleńczym pragnieniem przelewania krwi stwór nie brał nawet pod uwagę faktu, że idzie prosto w pułapkę BloodWolfa.

Gdy pysk Beasta był już zalewdwie metr od pancerza wojownika, ten uskoczył przed swoim przeciwnikiem. Zaskoczony stwór nie był w stanie wychamować i z impetem uderzył w stojący niedaleko budynek, niszcząc go doszczętnie i przelatując przez niego na wylot. Zatrzymał się dopiero wewnątrz ściany ognia, rycząc z bólu i zaskoczenia, gdy jego sierść zaczęła się palić. Płomienie objęły całe ciało potwora, zmuszając go by rozprostował skrzydła i podleciał w górę. Paląca się bestia wzleciała nad nieobjęty ogniem teren, po czym zaczęła turlać się po ziemi, próbując odebrać płomieniom tlen.

- Wydaje się zaskoczony że się zapalił...- powiedział Ender, przyglądając się z niemałą satysfakcją cierpieniom przeciwnika.

- To naprawdę Salai?- spytała Lobo.

- Poniekąd.- powiedział Korin, klękając na jedną nogę i podnosząc swój święty młot do góry.- Przeniosła swoją duszę do martwego ciała. Opętała je, przejęła. Gdybym dość szybko zamienił ją w kałużę krwi i narządów wewnętrznych...Za bardzo się oszczędzałem. Nie czas teraz na to.- wokół wojownika zaczęła gromadzić się dziwna energia. Nie przypominała ona tej należącej do czcicieli Chaosu, była miła i na swój sposób dobra. Przynajmniej tak odbierali to Baldandersi.- Od teraz nie mam zamiaru się oszczędzać. Pokaże temu plugastwu swoją prawdziwą potęgę.

Gdy tylko Korin skończył mówić, z energii ujawniły się dziwne stworzenia. Wyglądały jak wilki- były jednak od nich zdecydowanie większe u bardziej umięśnione. Z ich oczu można było wyczytać inteligencję i furię podobną do tej u BloodWolfa- zimne i spokojne pragnienie zabicia przeciwnika.

Poranione przez ogień bestia patrzyła na swojego wroga ze ślepym szałem i nienawiścią. W duchu Salai obiecała sobie że przeleje całą jego krew- gdy z nim skończy, nie pozostanie nawet kropelka w jego ciele. Wszystko pójdzie wprost do Boga Krwi.

Wściekła bestia Khonre'a ponownie ruszyła do ataku, z taką samą strategią. Rycząc wściekle z wielkim impetem ruszyła na wroga, jednak tym razem Korin stał spokojnie i ani myślał ruszyć się chociaż o centymetr. Kły Beasta wyszczerzyły się w upiornym uśmiechu, gdy jego ciało zasarżowało z całych sił. Jakież było zaskoczenie, gdy ciało Beasta zostało zatrzymane- towarzyszące wojownikowi wilki stanęły mu na drodzę, przytrzymując w swoich pyskach jego wielkie rogi i zapierając się z tak wielką siłą, iż ciało stwora nie było w stanie ruszyć dalej.

- Dziękuję, przyjaciele.- powiedział Korin, uśmiechając się triumfalnie w strone przeciwnika. Tak jak podejrzewał, jego wilki były w stanie zatrzymać szarżę wściekłej Salai.

Bestia jednak nadal się rzucała, jakby  próbując wyrwać się z pułpaki. Wilki jednak przytrzymywały ciało Beasta w jednym miejscu, nie dając szansy na ucieczkę. Poza jedną- stwór mógł spróbować wbić się jeszcze w powietrze, mając nadzieję że chociaż to zdoła ją ocalić.

Gdy Korin zrobił pierwszy krok, olbrzymie skrzydła wyprostowały się, gotowe przynajmniej do próby odlotu.

- Nie ma ch#ja!- zakrzyknęła Lobo.

Salai z niemym zdziwieniem spojrzała na swoją niegdysiejszą przyjaciółkę. A raczej na to jak teraz wyglądała- miała przed sobą dokładną replikę przemienionego Beasta. Zgadzał się każdy szczegół- wielkość ciała, kieł, rogów i cały wygląd. Wszystko za wyjątkiem spojrzenia- było w nich wydać typowy dla Baldanderki gniew. I może lekkie obrzydzenie, związane z jej obecną formą.

Przemieniona LoboTaker otworzyła szeroko paszczę i wbiła wielkie kły w jedno ze skrzydeł opętanego przez Salai ciała. Z ran zaczęła tryskać ciemno-czerwona posoka a z skóry widocznie zaczęły uwydatniać się żyły. Całą okolicą ponownie wstrząsł ryk Beasta- tym razem był to ryk nie tylko szału, ale i bólu. Chwilę później powtórzył się, tylko przy drugim skrzydle. Wściekła Salai odwróciła się i zobaczyła obok siebie...kolejnego Beasta. Tym razem jego wygląd przybrał Ender, który zrobił dokładnie to samo co jego przyjaciółka. Zablokował Salai drogę ucieczki.

Już nic nie było w stanie jej ocalić. Stojący nad opętanym przez nią ciałem Korin zamachnął się i przebił swoim masywnym młotem czaszkę bestii. Cały pysk Beasta zapadł sie pod siebie, polała się cała fontanna krwi, kawałków czaszki i mózgu. Najróżniejszych wydzielin z ciała, od śliny po śluz z nosa, rozlewając się na wszystkie strony. Rozbite niemalże w proch zostały imponujące kły bestii, która leżała teraz w bezruchu.

I tak życie zakończył Czempion Khorne'a.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki