FANDOM


Mrożący krew w żyłach ryk był niczym zapowiedź katastrofy, której nikt nie mógł zapobiec ani się na nią przygotować. Katastrofy która zmieniała pewne zwycięstwo w przedłużającą się walkę. A smak wygranej, w ból straty.

Wielkie, przemienione cielsko zwierzaka Salai uderzyło niczym grom z jasnego nieba. Beast z niesamowitą prędkością wyleciał zza płomieni i wyszczerzając kły wielkości pięści rzucił się na Korina. Mający wykończyć leżącą Salai wojownik musiał odstąpić od swojego zadania, by obronić się przed atakiem. Korin ścisnął młot w dłoniach i wyciągnął go przed siebie, by trzymać stwora na dystans. Rękojeść broni znalazła się wewnątrz paszczy opętanego stwora, który nie przestawał nacierać na swojego przeciwnika. Święta broń Korina służyła mu teraz jako swoista tarcza, trzymająca przewyższającą go dwukrotnie bestię na dystans.

Przyjaciele nie siedzieli bezczynnie. Dizzy nadal utrzymywał rzucającą się Salai w objęciach swoich nici, które z każdym jej ruchem wchodziły głębiej w jej ciało. Ender i Lobo ruszyli na Beasta od tyłu, jednak zwierz nie miał zamiaru łatwo dać się zranić.  Poruszył swoim wielkim, wyposażonym w czarne i czerwone kolce ogonem, zamachując się nim w stronę przeciwników. Już miał uderzyć w zaskoczoną Lobo, jednak ocalił ją refleks jej pobratyńca- Ender złapał przemienionymi dłońmi ogon, utrzymując go z wielkim wysiłkiem na wodzy. Bestia napierała ogonem coraz mocniej, chcąc zbliżyć jego kolce do klatki piersiowej lub szyi Baldandersa, lecz ten twardo utrzymywał kończynę w dłoniach. Odwrócił przy okazji uwagę Beasta od Korina, a wojownik wiedział jak to wykorzystać.

BloodWolf napiął mięśnie i korzystając z tego że uwaga bestii była skupiona gdzie indziej, natarł na nią z całą swoją siłą. Zaskoczony stwór cofnął się, po czym stanął na dwóch łapach, próbując się wybić i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Korin okazał się jednak zbyt silny i stwór padł z hukiem na ziemię.

- Beast!- zakrzyknęła Salai. Broń Dizziego wchodziła w jej ciało coraz głębiej, a krew obficie leciała z jej poprzecinanych żył oraz rozerwanej skóry i mięśni. Dziewczyna czuła niewyobrażalny ból, ale i berserkerski szał. Rzucała się się na wszystkie strony, chcąc wydostać się z tej pułapki i dalej przelewać krew.

Leżący zwierzak Salai ryknął ponownie, próbując wyrwać się z uścisku nieprzyjaciół, jednak przytrzymujący go z całych sił Ender i Korin nie dali mu tej szansy.

- Lobo!- zakrzyknął BloodWolf.

Baldanderka wiedziała co robić. Szybko znalazła się tuż przy stworze, zamachnęła się i wbiła swoją Kosę głęboko w czaszkę stwora, przebijając ją na wylot. Stwór ponownie zaryczał, jednak jego ryk urwał się, gdy z rany wyleciał stromień szkarłatnej krwi, odłamków czaszki i kawałków mózgu. Fontanna wnętrzności uderzyła niespodziewanie w LoboTaker, odrzucając ją od leżącego bezwładnie stwora. Baldanderka, będąca cała w kawałkach swojego przeciwnika, leżała na ziemi z obrzydzeniem patrząc na wciąż lecący strumień.

Korin i Ender odetchneli z ulgą, gdy poczuli że bestia przestaje stawiać im opór. Z małym niepokojem puścili ją i wstali na równe nogi. Bolały ich mięśnie- nawet chwilowe przytrzymywanie takiego potężnego stwora strasznie je nadwyrężało. Walka, choć ciężka była krótka- aż strach pomyśleć, co by było gdyby musieli walczyć z bestią dłużej.

Uwaga wszystkich skupiła się na poranionej Salai. Dziewczyna nadal krzyczała i rzucała się na wszystkie strony, jakby nie rozumiejąc że pogarsza w ten sposób swoją sytuację. Jeszcze kilka ruchów i jej ciało rozpadnie się na drobne kawałki.

- Chyba tym razem będziesz zbędny.- powiedział Dizzy, patrząc na Korina i nie ukrywając swojego zadowolenia z obecnej sytuacji. Ich niegdysiejsza przyjaciółka, której wszyscy się tak obawiali, zaraz zostanie przez niego zabita i to bez większego wysiłku.

- Wolałbym jednak sprawdzone metody.- powiedział BloodWolf, trzymając mocno swój młot.- Moja broń została przystosowana do walki z właśnei takim przeciwnikiem. Jej dusza poleci prosto do najgłębszych odmętów Osnowy i długo nie wróci.

Dizzy miał już coś powiedzieć, gdy nagle poczuł że ciało Salai się zatrzymało. Dziewczyna wpatrywała się ślepo w otaczające ich płomienie, nie poruszając się nawet o centymetr. Mimo to, nitki chłopaka nie przestawały się trząść. Nim Jakub zdążył cokolwiek na to poradzić, w ciele Salai zaczęły zachodzić zmiany. Dziewczyna zaczęła unosić się ku górze, a otaczająca ją dziwna, czerwona energia odsuwała od niej linki Dizziego. Nim przyjaciele się spostrzegli, Salai znalazła się już na wysokości dwóch metrów.

- Niedobrze!- zakrzyknął Korin, zamachując się młotem.

Dokładnie w tej samej chwili w której młot dotknął ciała dziewczyny, ta pod wpływem dziwnej energii zaczęła spadać w dół. Wyglądało to tak jakby jej ciało uderzyło w ziemię pod wpływem młota, ale tak naprawdę Korin zaatakował dokłądnie w tym samym momencie w którym rytuał się zakończył. Niemniej nadal miał szansę zatrzymać jego działanie, jeśli tylko rozgniótłby swoją bronią ciało dziewczyny. Ponownie spinając wszystkie mięśnie uderzył z całych sił.

Nikt nie widział dokładnie co się stało. Ciało Salai nagle eksplodowało, tworząc wielką falę krwi i narządów wewnętrzych, które niczym deszcz spadły na całą okolicę. Zaskoczeni towarzysze nagle zostali zalani pozostałościami swojej przyjaciółki. Poza Korinem wszyscy zaczęli się wzdrygać, jednak ten drobny incydent nie był w stanie zniszczyć jednego. Salai była martwa. Wygrali.

- Dzięki Bogu.- powiedział Ender, padając wykończony na ziemię. Spocony i oblepiony cudzą krwią Baldanders był wdzięczny losowi za to, że mógł odpocząć.

Gdy tylko ciało Endera dotknęło podłogi, Korin odwrócił się do swoich przyjaciół.

- To jeszcze nie koniec!!- zakrzyknął wojownik, wprawiając przyjaciół w osłupienie. Oczy BloodWolfa latały z miejsca na miejsce, jak gdyby szukając potwierdzenia jego słów.- Nie zdążyłem.

Nim ktokolwiek zdążył zapytać co ich przyjaciel miał na myśli, ciało leżącego Beasta drgnęło. Krew przestała obficie lecieć ze śmiertelnej rany, a jego klatka piersiowa zaczęła powoli podnosić się i opadać.

- Co do...- zaskoczony Dizzy nie dokończył zdania.

Skrzydła bestii rozporostowały się nagle i poruszyły, a sam Beast wzbił się w przestworza. Stwór ponownie zaryczał, manifestując swoją potęge.

- Przecież cię zaj#bałam!- zakrzyknęła LoboTaker, patrząc na całą scenę z niedowierzaniem.- Nie umiesz nawet zginąć porządnie?!

- To nie on.- powiedział Korin, po czym ustawił się w pozycji bojowej.- No dawaj! Tylko ja mogę cię zabić, dziewczynko!! Nie chcesz pozbyć się zagrożenia?!

Oczy bestii skupiły się na swoim celu. Beast wyszczerzył kły, po czym zanurkował w powietrzu, kierując się w stronę przyjaciół. Z neisamowitą prędkością mknął ku BloodWolfowi. Korin był na to przygotowany- wiedział że tym razem nie zawiedzie, że gdy tylko przeciwnik znajdzie się w zasięgu jego młota, spotka go bolesny, a przede wszystkim szybki, koniec. Bestia Khorne'a była już niemalże w zasięgu wojownika, gdy nagle poszybowała w górę, omijając go. Podmuch wiatru i kurzu który wytworzył się przy tym manewrze oślepił wszystkich, za wyjątkiem wpatrującego się w przeciwnika Korina. BloodWolf z przerażeniem odkrył, że wróg wybrał sobie inną ofiarę.

Oślepiony Dizzy nie miał szans na skuteczną obronę. Najpierw na jego ciało natarła głowa bestii, odrzucając Jakuba na ledwie stojącą ścianę rozpadającego się budynku.

- Skurwy...- syknął Dizzy, próbując zaatakować przeciwnika swoimi nićmi.

Było już jednak za późno. Beast złapał ręke Jakuba w swoją paszczę, po czym podrzucił całym jego ciałem i złapał je w powietrzu. Wielkie, potężne zębiska potwora wbiły się w jedyny słaby punkt Dizziego- jego serce. Przebiły je na wylot, masakrując organ chłopaka i zamieniając je w drobną papkę. Dizzy wytrzeszczył oczy i wydał z siebie niemy krzyk, gdy umierał w męczarniach. Bestia uśmiechnęła się, wpatrując się w swoją ofiarę.

- Chyba tym razem będziesz zbędny.- słowa wychodzące przez gardło potwora były ostatnią rzeczą jaką Dizzy usłyszał, nim uleciało z niego życie.

Beast wypluł martwe ciało swojej ofiary na ziemię, a jej sztuczną głowę zmiażdżył pod swoją potężną łapą. Dało się usłyszeć głuchy trzask, gdy głowa Jakuba zamieniała się w drobne kawałki.

- Dizzy!!- zakrzyknęła Lobo.

Bestia przyglądała się swoim przeciwnikom z wyższością i berserkerskim szałem. W jego oczach oprócz odbijającego się światła płomieni, można było zobaczył dzikie, pierwotne szaleństwo.

Ender przyglądał się chwilę oczom przeciwnika, gdy nagle coś go uderzyło. To nie były oczy Beasta. Korin mówił prawdę- Lobo naprawdę go zabiła.

Z kim zatem walczyli?

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki