FANDOM


Pomimo faktu iż był sam środek nocy, pomarańczowe światło bijące z płomieni rozświetlało wszystko niemal słonecznym blaskiem. Przyjaciele wchodząc do tej części CreepyTown byli przygotowani na to co zobaczyli- zniszczone budynki, które był trawione przez płomienie w wyjątkowo małym stopniu. Większa część zniszczeń wydawała się pochodzić od jakiejś innej, nieznanej acz potężnej siły. Siły która kilkoma ciosami była w stanie zniszczyć ścianę budynku a w dłuższej perspektywie zawalić całe piętro.

Gorąc bijący z pożaru i odór palonych zwłok nieprzyjemnie szczypał oczy i gardło, jednak po wizycie w Opuszczonym Porcie, przyjaciele doszli do wniosku że nie będą narzekać. W porównaniu do tamtego horroru, to była perfuma.

Ender kucnął i zaczął przyglądać sie zwłokom niestrawionym przez ogień. Wydawało się że ofiary były wybierane na zasadzie czystego przypadku- ktokolwiek był w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, ten tracił głowę. Dosłownie.

Spośród wielu trupów nie było ani jednego posiadającego czaszkę- wszystkie ciała zostały ich pozbawione jednym, potężnym cięciem. Wiele z nich leżało tuż obok swoich korpusów a na ich pełnych krwi twarzach malowały się najróżniejsze, ostatnie w ich życiu grymasy. Przerażenie, ból, rozpacz.

- Poznajesz tutaj jakiś, bo ja wiem, wzorzec zachowań?- spytał Dizzy, przelotnie patrząc na miejsce rzezi.

- Wszystkim ofiarom odcięto głowy.- powiedział Ender.- No i ten ogień...

- Ogień to zapewne wynik jakiegoś wypadku.- ocenił Korin, dobywając młota.- A ilość krwi oraz odciętych głów świadczy że mamy do czynienei z Czempionem Boga Krwi, Khorne'a.

Wszyscy zgodnie kiwneli głowami. Idąc w stronę miasta Korin po krótce opowiedział o taktyce, jaką powinni wszyscy przyjąć w walce z konkretnymi Czempionami. Wiedzieli więc, przynajmniej w teorii, co zrobić. A pierwsza zasada dotycząca walki z czcicielami Khorne'a- nie walczyć z nimi wręcz.

- Teraz by się przydał bardziej niż kiedykolwiek.- powiedziała LoboTaker, mając na myśli Kalashera.

Nagle Baldanderką coś wstrząsnęło. Połknęła głośno ślinę, zacisnęła palce wokół swojej Kosy i niedowierzając podeszła do jednej z leżących niedaleko głów. Jej przyjaciele nie mogli zrozumieć co takiego widziała, po chwili Ender i Dizzy zobaczyli jednak to co ona. I nie mogli uwierzyć.

LoboTaker zaciskając zęby ze wściekłości patrzyła na leżącą przed nią głowę Noworocznej. Jej pokryte zaschniętą krwią brązowe oczy zakrywały nieco jej skrzywioną w grymasie przerażenia twarz. Pomiędzy jej oczami była wielka rana, z której nadal lały się małe strużki krwi i resztki mózgu.

- Kto?!- wycedziła z wściekłością przez zaciśnięte zęby Lobo.

Przyjaciele spojrzeli na Korina. Wojownik westchnął robiąc krok w kierunku Baldanderki. Nie wiedział co prawda kim jest mała kotołaczka, podejrzewał jednak że była niegdyś ich przyjaciółką. Tego się najbardziej obawiał, przy widoku ciała kogoś bliskiego zawsze głowę zalewają negatywne, pełne strachu i wściekłości myśli. Myśli które przyciągały i radowały Mrocznych Bogów. Wojownik chciał coś powiedzieć, ale nagle rozległ się głośny, psychopatyczny śmiech.

Wszyscy natychmiast przygotowali się na atak. Korin przyjął pozycję bojową i podniósł lekko swój młot, Ender zmienił swoje ręce tak, żeby znowu wyglądały jakby były częścią zbroi BloodWolfa, Dizzy rozciągnął nicie ze swojej ręki a Lobo niemal drżała z oczekiwania. Po głosie wiedzieli, z kim będą mieli do czynienia.

Mimo to Salai wyskoczyła z najmniej oczekiwanej strony- zza wszechogarniających płomieni. Przyjaciele nie zobaczyli na jej ciele żadnych poważniejszych zmian- poza tym że cała jej skóra pokryta była czerwoną posoką, zdziwiło ich tylko to że zamiast trzymać swoją Kosę, nacierała na nich ze srebrnym mieczem w dłoniach.

Dziewczyna szybko natarła na swój pierwszy cel, jakim był Ender. Salai szybko znalazła się tuż obok niego, po czym z berserkerskim szałem natarła na dawnego przyjaciela. Zaskoczony Baldanders wyciągnął przed siebie przemienione dłonie, ale siła uderzenia gwałtownie rzuciła nim w ścianę najbliższego budynku. Ender zakrzyknął z bólu wbijając się w budynek. Ból był wszechogarniający a chłopak zorientował się, że nie może wstać. Jakaś kość musiała mu peknąć, a może nawet się złamać. Z jeszcze większym zaskoczeniem spojrzał na swoje ręce- były mocno poranione, broń Salai niemalże przebiła się przez pancerz.

- J..jak silna ona jest?- wyszeptał Baldanders.

Dziewczyna już miała się na niego rzucić, gdy nagle zobaczyła tańczące przed nią odbicie światła płomieni. A raczej światło odbijające się od oplatających ją nitek. Szybko padła na ziemię i odskoczyła, starając się trzymać broń Dizziego na dystans.

Salai kipiała ze wściekłości. Szum w jej głowie się nasilał, a wraz z nim jej gniew. Musiała pozbyć się tego uczucia, musiała ich zabić. Tylko to dawało im spokój i cieszyło jej Boga. Dziewczyna ścisnęła rękojeść miecza, gotując się do dalszej walki.

Dizzy poruszal palcemi, by na nowo spróbować opleść przeciwniczkę swoimi nićmi, ta jednak unikała ich z zaskakującą szybkością. Schylając się, turlając, odskakując, unikała przykrego losu rozczłonkowania.

Korin przyglądał sie temu wszystkiemu z uwagą. Mobilność i siła były niezaprzeczalnymi atutami ich przeciwniczki, wobec tego nie było wątpliwości, że jedynym sposobem na jej pokonanie jest jej unieruchomienie. Niestety, jedyny w drużynie który mógł to zrobić, okazał się nieskuteczny w walce z przeciwnikiem. BloodWolf ścisnął mocniej swój młot. Nie była to zdecydowanie broń lekka, ale jej atutem było to, że wystarczył jeden cios żeby zabić ich przeciwniczkę. Po latach treningu wojownik umiał się nim posługiwać z kunsztem i gracją, niemnej waga broni nadal stanowiła sporą przeszkodę. Na tyle sporą że pod znakiem zapytania stanęło, kto wyjdzie z takiej batalii zwycięsko- potężny, acz wolniejszy wojownik, czy nieco słabsza, acz sporo szybsza wojowniczka.

W normalnych dla Korina okolicznościach, gdy był otoczony przez setkę mu podobnych, nie wachałby się. Ale tutaj był jedynym, wyszkolonym do walki z Chaosem wojownikiem. Jeśli by go zabrakło...

- SALAI!!- zakrzyknęła LoboTaker, zaskakując wszystkich.

Baldanderka, z przemienionymi jak Ender rękoma, rzuciła się ze swoją Kosą na Salai. Dziewczyna wykrzywiła usta w grymasie zachwytu, po czym jednym, płynnym ruchem skontrowała uderzenie swojej przeciwniczki. Lobo nie zamierzała jednak przestać i zaatakowała ponownie, z jeszcze większą siłą. Nie zrobiło to na Salai wrażenia- demonica zwyczajnie schyliła się, unikając ciosu. Gotowa była kontratakować, gdy nagle poczuła ogromny ból na twarzy. Baldanderka kopnęła swoją przeciwniczkę z kolanka, łamiąc jej nos i przewracając na ziemię.

Salai była zachwycona. Pośród tej rzeki krwi, ktoś w końcu przelał i jej! W końcu jakiś godny przeciwnik! Widząc że Lobo gotuje się do zadania kolejnego ciosu, Czempionka Boga Krwi ścisnęła mocniej rękojeść, przygotowując się do dalszego starcia. Nie zauważyła przez to prawdziwego zagrożenia.

Salai pojęła że jest w pułpace dopiero, gdy w nią wpadła. Nicie Dizziego oplotły całe jej ciało, boleśnie przebijając się przez jej skórę. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i wierzgać, sprawiając że broń Jakuba wchodziła jeszcze głębiej w jej skórę. Z rozciętego ciała zaczęła lać się krew- z rąk, brzucha, pleców i nóg. Mimo to ich niegdysiejsza przyjaciółka nie przestawała się rzucać.

LoboTaker patrzyła na rzucającą i brukającą się we własnej krwi demonicę. Jej dni były policzone, to było pewne- Korin ze swym młotem szybko się do niej zbliżał. Zaraz dziewczyna zamieni się w kałużę krwi i spłaszczonych organów. Baldanderce nie było przykro. Zasłużyła sobie po tym, co zrobiła.

Korin stanął przed demonicą i podniósł swój młot, szykując się na zadanie ostatecznego ciosu wciąż rzucającej się Salai. Zaledwie sekunda dzieliła go od zakończenia życia jej przeciwniczki.

Wtedy jednak rozległ się dziki ryk.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki