FANDOM


Web arena by jamesledgerconcepts'.jpg

Nok odegnała od siebie ponure myśli. Złapała palcami za gardło Eldara i szarpnęła ostatkiem sił. Ostre paznokcie rozcięły skórę. Łapiąc za tętnice i tchawicę, Nok, opadając samym swym ciężarem pozbawiła mężczyznę życia. Fellonth wypuścił z rąk miecz próbując powstrzymać nagłe krwawienie. Upadli razem na ziemię. Nok czuła na skórze, jak jego ciepła krew zalewa jej ciało. Widownia zamilkła, albo ona już umierała.

Zdrowe oko zaczęło zachodzić mgłą, ale nie Żywy Kryształ. Wciąż pozostając przytomną, widziała jak ktoś nachyla się nad nią i nie wyciągając z ciała klingi, podnosi do góry. Ułożono ją bokiem na noszach. Ktoś pojawił się przed nią i poruszył ustami. Nie słyszała słów i nie była pewna kim była ta osoba. Pozostała przez cały czas przytomna, jednak później nie pamiętała już jak trafiła do ponurego pokoju, gdzie usunięto z niej broń i opatrzono ranę. Mokra od krwi trafiła do wielkiej kadzi gęstego półprzezroczystego płynu i jedynie jej twarz pozostała na powierzchni. Pierwszym co zapamiętała Nok od upadku na arenie, były ciemne żagle transportowca, mknącego z powrotem do pałacu Eldara.

Bolał ją ranny bok i tył głowy. Czuła nieprzyjemne nudności i zmęczenie dłoni. Z trudem powstrzymywała się, by nie zacząć się wić z bólu. Patrzyła na przemykające obrazy pochmurnych budynków i ciemnych statków. Przekręciła głowę chcąc odegnać od siebie ból i nieprzyjemne widoki. Ktoś trzymał dłoń na jej ramieniu i delikatnie gładził po włosach. „Niech sobie pójdzie. Niech da mi spokój” ‒ myślała. W głębi jednak czuła się lepiej, gdy ktoś się o nią troszczył. Czy była to Tilenia, ciemnooki Eldar? Może lepiej, by nie wiedziała? Mimowolnie przesunęła głową, poszukując wspierającej osoby. Widziała niewyraźną sylwetkę ukrytą w cieniu. Nie była w stanie wystarczająco się skupić, by rozpoznać kim była. Traciła siły i wkrótce zapadła w sen.

Obudziła się w swoim pokoju owinięta szarym bandażem i przykryta cienką kołdrą. Obok niej siedziała Tilenia. Z niepokojem obserwowała każdy jej ruch.

‒ Pani? ‒ spytała z obawą w głosie.

Nok nie odpowiedziała. Bolała ją głowa i nie była w stanie zebrać myśli. Obróciła się na bok i zwymiotowała. Dziewczyna w porę odskoczyła na bok i szybko zabrała się za sprzątanie. Położyła na czole kobiety ciepłą, mokrą szmatkę i zajęła się podłogą.

‒ To była straszna walka. Tak mówią. Nasz pan był pewien, że zginęłaś, pani. Gdy upadałaś kończył się ostatni pojedynek. Zwyciężył jakiś wielki owad reprezentujący dom Bonetraveller. Podobno jesteś pani pierwszym w historii uczestnikiem, który zajął drugie miejsce w tych zawodach.

‒ Tilenio… ja… proszę. Przestań na chwilę. ‒ Nok nie miała siły słuchać towarzyszki. Nieznośny ból nie pozwalał nawet na delikatne ruchy, nie mówiąc o koncentracji na tym, kto przeżył walkę. Kobieta jęknęła cicho, gdy po głowie przeszła kolejna kłująca fala. Dziewczyna ze spokojem usiadła na stołku obok Eldarki i czekała.

Mijały godziny przerywane co jakiś czas kolejnym atakiem boleści Nok. Tilenia cierpliwie znosiła każdy jej krzyk i krwawe torsje. Gdy w końcu zelżały, mógł być już późny wieczór lub ranek następnego dnia. Kobieta nie umiała rozpoznawać pory na tej planecie. Ostrożnie podniosła się siadając na łóżku. Była osłabiona, ale nareszcie mogła się poruszyć i mówić.

Dziewczyna czuwała przy niej przez cały czas. Chciała powstrzymać Eldarkę przed ruchem, jednak ostatecznie zrezygnowała. Patrzyła na nią wzrokiem pełnym obaw gotowa do spełnienia prośby lub natychmiastowego sprowadzenia pomocy.

‒ Pani?

‒ Nok. Po prostu Nok ‒ powiedziała, przymykając z powrotem powieki. Nie miała dość sił, by prowadzić długą rozmowę, dlaczego woli, by zwracała się do niej po imieniu. Kiedyś przyjmowała bezpośredniość za wielką obrazę, ale dziś nie była już tą samą osobą.

‒ Nok… ‒ zaczęła  niepewnie. ‒ Czy mogę... ci jakoś pomóc?

‒ Nie zadawać niepotrzebnych pytań ‒ odparła przez zaciśnięte zęby, po czym dodała: ‒ Chyba, że o coś niezwiązanego z walką, bólem, czy moim stanem.

‒ Więc… Nok… skąd nauczyłaś się walczyć? ‒ spytała nieśmiało.

Kobieta uśmiechnęła się blado, rzucając okiem w stronę Eldarki. Tilenia nie znała przecież innego świata. Jak opowiedzieć im czym jest światostatek?

‒ Dawno temu, gdy mój dom, Iyanden był zagrożony przez siły chaosu, mój ojciec wyruszył na czele armady, by stawić im czoła. Jednak zamiast go nagrodzić, ukarano go za pozostawienie Eldarów bez broni. Razem z nim udaliśmy się na dobrowolne wygnanie. Ojciec powiedział, że gdy jego zabraknie, będę musiała liczyć na siebie. Wysłał mnie na długie szkolenie Banshee. Po powrocie do domu zakończyłam podjętą ścieżkę wojownika. Miałam dobrą nauczycielkę, która ocalała z walki z Tyranidami.

‒ Każdy w twojej rodzinie uczył się tej ścieżki?

‒ Nie, nie każdy. Moja matka była prorokiem, ale nigdy jej nie widziałam. Dziś Iyanden jest opustoszały i nie ma Eldara, który nie uczestniczyłby w walce.

‒ Musisz pochodzić ze szlachetnego rodu ‒ zauważyła Tilenia. Nok przełknęła ślinę.

‒ Nie, nie do końca. Poza tym rodzina się mnie wyrzekła. To była smutna historia.

‒ To dlatego, że straciłaś oko? ‒ spytała dziewczyna, a Eldarka lekko kiwnęła głową.

W pokoju nastała niemal zupełna cisza. Znów niosły się ledwie słyszalne odgłosy z odległych sal i korytarzy. Nok postanowiła znów się położyć i odpocząć. Tilenia nigdzie się nie ruszała, a kobieta  łatwiej zasnęła wiedząc, że ktoś obok czuwa.

Obudziła się w znacznie lepszym stanie, niż ostatnio. Przez sen słyszała, jak dziewczyna przed chwilą wyszła. Nok była głodna i lepka od potu. Korzystając z nieobecności Tilenii, postanowiła się wykąpać i poszukać czegoś do jedzenia. Umyta ze smutkiem odkryła, że w szafkach jej pokoju nie znajdowała się, ani odrobina jedzenia. Gdy usłyszała pukanie do drzwi była gotowa poprosić znajomą o przyniesienie jakiegoś posiłku.

‒ Nie przeszkadzam? ‒ spytał grzecznie ciemnooki Eldar, wchodząc do pokoju.

Nok poprawiła ramiączka od stroju i delikatnie kiwnęła głową.

‒ Bardzo się o ciebie niepokoiłem. Poprosiłem, by Tilenia czuwała przy tobie przez cały czas ‒ powiedział troskliwym tonem.

‒ Czuję się już dobrze ‒ odparła Nok, siadając w fotelu.

‒ Jestem nader szczęśliwy ‒ powiedział z uśmiechem. Zachodząc za nią oparł się dłońmi o krawędzie fotela. ‒ Proszę, powiedz mi ‒ zwrócił się z prośbą, nachylając się nad nią. ‒ Dlaczego nie zabiłaś zawczasu tego Eldara? Czemu pozwoliłaś mu się ranić?

Nok czuła nad sobą delikatny, ciepły oddech mężczyzny. Przed jej oczami znów stanął Fellonth, przebijający ją ostrzem. Poczuła w brzuchu ucisk. Czy to z głodu, czy na wspomnienie ciosu?

‒ On… nie powinnam. Już raz mnie oszukał.

‒ Tak myślałem. Dokładnie tego się spodziewałem ‒ odparł Eldar smutnym głosem i usiadł naprzeciwko niej. ‒ Moja droga. Na arenie każdy jest twoim wrogiem. Nie ważne, czy to twój kochanek, matka, czy ja. Jeśli będziesz sentymentalna zginiesz szybciej, niż byśmy oboje tego sobie życzyli ‒ powiedział, obejmując dłońmi jej rękę.

Trzymał ją ciepłymi, długimi palcami i delikatnie potrząsał, patrząc jej w oczy. Nok nie wiedziała co robić. Po raz drugi poczuła, że traktuje ją w wyjątkowy, uczuciowy sposób. Walczyła z własnymi emocjami, aż zdołała je powstrzymać i przypomnieć sobie, że to on posyła ją co dzień na arenę.

‒ Mój ród wymiera. Na pogrzeb ojca i dwóch sióstr musiałem wydać cały pozostały mi dobytek. Służba została ze mną ze strachu przed ulicą. Ty jesteś moją ostatnią nadzieją Nok ‒ powiedział, kładąc prawą dłoń na jej policzku.

Kobieta zamknęła powieki, pozwalając mężczyźnie ją dotykać. Jego palce były ciepłe i delikatne. Zupełnie nie pasowały do obrazu Mrocznego Eldara jaki znała. Poczuła na twarzy jego słodki oddech i otworzyła oczy.

‒ Chcę, by Tilenia była bezpieczna ‒ powiedziała do zbliżającego się do niej mężczyzny.

‒ Nic jej nie grozi ‒ powiedział, nie otwierając oczu. Wciąż trzymał prawą dłoń na jej policzku, a lewą na jej kolanie.

‒ I żeby mogła robić przy mnie to co ja ‒ dodała.

‒ Oczywiście.

‒ I nie chcę walczyć już przeciwko innym Eldarom.

‒ To nie zależy ode mnie ‒ przyznał, otwierając oczy.

‒ W takim razie chcę móc opuszczać ten budynek, gdy tego sobie zażyczę.

‒ Do dwóch razy w tygodniu. Przydzielę ci strażników.

‒ Sama potrafię o siebie zadbać.

‒ Nie wątpię.

Nok spojrzała na mężczyznę, który najwyraźniej nie chciał ustąpić, zabierając z niej ręce.

‒ To brak zaufania?

‒ To ostrożność.

‒ Więc i ja chcę ją zachować ‒ odparła, a Eldar wreszcie wycofał się na swoje miejsce. ‒ Nie wiem nawet jak cię tytułować.

‒ Tytułować? Nie. Dla ciebie jestem po prostu Everth.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki