FANDOM


Wizard tower 05 by rusty001.jpg

Rozległo się pukanie do drzwi. Nok leżała w ciemnej wannie przykryta wodą z pianą. Do jej pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Po dostojnym kroku domyśliła się jaki. Minął łóżko i fotel. Wszedł po dwóch stopniach z czarnego polerowanego kamienia i odsunął kotarę.

‒ Spisałaś się.

‒ Walczyłam o życie ‒ powiedziała nie otwierając oczu.

‒ Na jedno wyszło. Pierwsza walka i już o tobie głośno. Sama wycięłaś dwóch faworytów. W ostatniej walce wyglądało, że zginiesz. To było wspaniałe widowisko ‒ powiedział mężczyzna przysuwając sobie stołek.

Pokój Eldarki był zrobiony w prosty, ale przemyślany sposób. Kilka misternych mebli tworzyło sypialnię połączoną z salonem. Lewy narożnik był uniesiony nad poziom podłogi i wyłożony czarnym polerowanym kamieniem. Ciemna wanna była zamocowana w jego posadzce. Jej krawędzie zlewały się z kamieniem tworząc oryginalną łazienkę oddzieloną ciemno wiśniową kotarą.

‒ Czy następnym razem też będę walczyć bez zbroi? ‒ spytała nie unosząc powiek. Rany zadane w finalnym pojedynku leczyły się pod wpływem tutejszych opatrunków przy dużym bólu, ale bardzo szybko.

‒ Ani w następnej, ani w żadnej innej ‒ odparł chłodno Eldar. ‒ Jeśli znów postanowisz popisywać się przed publicznością biegając po piasku w poszukiwaniu najsilniejszych przeciwników, możesz szybko zginąć.

Oburzona Nok poruszyła się gwałtownie rozchlapując przy tym wodę. Spojrzała z wyrzutem na mężczyznę i odparła przez zaciśnięte zęby:

‒ Ja się przed nikim nie popisywałam. Ratowałam życie.

‒ I z pośród dwustu zawodników wybrałaś sobie człowieka Deviesa Milligana i Forgotha Lśniące Ostrze?

‒ Nie wybrałam ich sobie. Sami się nawinęli.

‒ Oczywiście, że tak. Ja natomiast zrobiłem wszystko, byś przeżyła. Zabiegałem o to, by wypuszczono cię jak najpóźniej i z dala od nich dwóch, a nie powiedziałaś nawet „dziękuję”.

Nok odwróciła wzrok od mężczyzny. Nie pomyślała o tym, dlaczego tak późno przystąpiła do walki. Pomyślała, że był to zwykły przypadek. Wolała, by tak było. Nie chciała zawdzięczać niczego temu Eldarowi, ani dziś, ani nigdy później. Mimo wszystko wolała nie nadwyrężać jego hojności. Jeśli popełni gdzieś błąd może skończyć jak Tilenia lub jeszcze gorzej.

Eldar nie przejął się jej milczeniem i spokojnie wstał ze stołka. Wyciągnął z szafki nieduży flakon z kieliszkami i postawił je na stoliku. Kobieta usłyszała dźwięk nalewanego płynu. Korzystając z faktu, że mężczyzna nie patrzył, wyszła z wanny i szybko owinęła się czerwonym ręcznikiem. Mokrymi stopami odnalazła kapcie i powoli zeszła na dół. Mężczyzna ustawił krzesło i fotel gestem prosząc, by usiadła. Nok spoczęła na krześle próbując wyczytać z unikającego jej wzroku mężczyzny, czego może od niej chcieć.

‒ Mam licznych znajomych, którzy wolą trzymać swych niewolników pod kluczem wymierzając im każdego dnia baty. Walczących na arenach zaganiają do morderczych treningów, w których większość ponosi bolesną śmierć  ‒ powiedział siadając. Podniósł kieliszek i spojrzał kobiecie w oczy. Czując do czego zmierza, kobieta uniosła swój. Lekko stuknęli lampkami, a mężczyzna kontynuował. ‒ Nie mam ochoty robić podobnie, bo uważam, że najlepiej walczą ci, którzy zamiast o bólu mogą swobodnie myśleć o walce. Niczym motyl, swobodnie latać prezentując wszystkim cały swój talent.

Upił łyk napoju, a Nok zaraz po nim. Nie odwracając wzroku patrzyła na ciemnookiego mężczyznę. Trunek był mocny i smakował niczym słodki smar od silnika. Kobieta z trudem powstrzymała się, by go nie wypluć.

‒ Są jeszcze dwie zbiorowe walki w tym sezonie. Udało mi się załatwić, byś walczyła jako jedna z ostatnich, ale na piasku będziesz musiała sobie radzić sama. Przelewaj ich krew, odrąbuj głowy i łam nosy. Proszę, byś unikała największych rzeźników, bo szczęście może cię opuścić.

Nok opuściła wzrok i ze smutkiem kiwnęła głową. Ciemnooki Eldar dopił swój kieliszek i wstał z fotela. Skierował się już w stronę drzwi, jednak nagle zatrzymał się i obrócił.

‒ Szkoda, że nie widziałaś miny Pani Hentheng, gdy zabiłaś jej zawodnika ‒ powiedział z uśmiechem. Delikatnie pogładził ją po policzku. ‒ Chciała mnie zabić. Tak ją rozgniewałaś.

Mężczyzna udał się do wyjścia i zamknął za sobą drzwi. Przez chwilę słychać było jego dumny krok, ale niedługo zapadła zupełna cisza. Nok nie bardzo wiedziała co nim myśleć. Wydawał się wytworny i uprzejmy, ale to mogła być jedynie fasada. Wzbudzał w niej jakiś niewypowiedziany lęk. Powinna pamiętać, że posłał ją na śmierć nim zaczął częstować alkoholem. Wstała z krzesła i wytarła się do końca. Ubrana wylała do wanny resztkę napoju z kieliszka i położyła się na łóżku. Nie miała ochoty rozmyślać nad tym, czy ginie dziś, czy jutro. Co to była za różnica? Choć jeśli walczyła i zabijała musiało jej zależeć na własnym życiu.

Do drzwi nieśmiało zapukała Tilenia. Nie spodziewając się, że ktoś jej otworzy omal nie wypuściła z dłoni ciemnego pakunku. Nok z uśmiechem zaprosiła ją do środka. Nie wiedząc co odpowiedzieć posłusznie weszła i odłożyła przesyłkę na stoliku. Odwróciła się do wyjścia, gdy kobieta spytała ją:

‒ Czemu się mnie tak strasznie boisz?

Dziewczyna wahała się przez chwilę. W końcu zwróciła się w stronę Nok i stanęła przed nią ze spuszczoną głową.

‒ Moja pani, jak ja należy do tego samego pana ‒ powiedziała nieśmiało unosząc wzrok. ‒ Jednak mnie nie wolno nosić broni, ani patrzeć w oczy wolnym. Mam spełniać wszystkie życzenia pana i jego otoczenia.

‒ W takim razie życzę sobie, byś przestała się mnie obawiać, usiadła wygodnie i napiła się… jeśli masz ochotę. Ja nie biję i nie donoszę. Nie masz powodu do obaw.

Tilenia posłusznie usiadła w fotelu i bez śmiałości sięgnęła po kieliszek. Nalała sobie odrobiny ciemnego, gęstego płynu. Spojrzała jeszcze ukradkiem na kobietę i upiła odrobiny napoju. Natychmiast rozwarła szeroko oczy i dławiąc się starała powstrzymać ostry kaszel.

‒ Paskudne, prawda? Na Światostatku miałam u siebie całą butelkę dobrego soku z Morellothynów. Nie psuł się i nie zmieniał smaku, a przy tym nikomu nie szkodził.

Eldarka pokiwała z aprobatą głową wciąż nie mogąc powstrzymać reakcji ciała na wypity napój. W końcu, po dłuższej chwili odetchnęła głęboko, a Nok spojrzała na nią ze współczuciem. „Cóż za nieporadna, biedna dziewczyna” ‒ pomyślała.

‒ Czemu nosisz ten straszny strój?

Nie odpowiedziała od razu. Patrzyła przez chwilę do dołu, po czym skierowała wzrok na butelkę.

‒ Im więcej cierpię, tym więcej przyjemności daję naszemu panu. To zaszczyt móc zadawać sobie przy nim ból.

‒ To straszne, jeśli naprawdę tak uważasz ‒ powiedziała Nok, po chwili zmieniając temat. ‒ Skąd pochodzisz? Urodziłaś się tu?

‒ Tak. Moja matka była niewolnicą starej pani dawnego rodu. Gdy mnie urodziła, pani kazała się mnie pozbyć. Miałam szczęście trafić do domu Mochil.

‒ Masz na myśli to, że żyjesz? Że nie trafiłaś na arenę lub nie zginęłaś na stole tych potworów? To co przeżywasz to najgorsza forma udręki, która się nie kończy dopóki nie umrzesz. Masz chociaż swój Kamień?

‒ Jaki Kamień? ‒ zdziwiła się niewolnica. „Co to za pytanie?” ‒ pomyślała Nok.

‒ Kamień Dusz. Każdy go ma. Gdy dobiegnie twój czas, twoja dusza może połączyć się ze wspólnym bytem wszystkich, którzy odeszli. Nie trafiasz wtedy do Otchłani.

‒ Ty go masz, pani? ‒ spytała zaciekawiona Tilenia.

Kobieta spochmurniała. Wciąż nie mogła się pogodzić, że jej zbroja w raz ze wszystkimi Kamieniami, jej babki i ciotki trafiła w łapy Mrocznych Eldarów. Pewnie porozbijali ją na części, wydłubali Kamienie i Khain jeden wie co z nimi zrobili. Odwróciła wzrok od Eldarki pogrążona w myślach.

‒ Gdy dusza Eldara odchodzi w raz z nim Slaanesh pożera je dla własnej uciechy. Tylko jeśli razem z nim zginą setki innych, może nie dostrzec zmarłego, a ten zazna spokoju ‒ powiedziała dziewczyna.

‒ Co to znaczy? Zabijacie setki niewinnych istot, by uniknąć pożarcia?

‒ Każdy wypełnia swoją rolę dla wyżej urodzonych. My cierpimy, by reszta mogła żyć w szczęściu.

Nok spojrzała na Eldarkę pełna sprzeciwu. Wysyłanie ludzi do walki z Chaosem to coś diametralnie innego, niż składanie ich w ofierze dla umierającego. Takie postępowanie mrocznych kuzynów nie mieściło się w granicach dopuszczalności i zasługiwało na pełną pogardę.

‒ Przecież moja pani też zabijasz, by ocaleć ‒ zauważyła niewolnica.

‒ Nikomu nie każę ginąć dla mojego dobra! Pierwszego, którego zabiłam na arenie, pozbawiłam życia, by ratować niewinnego Eldara! Chciałam mu pomóc, ale zamiast tego mnie zaatakował. Czym jestem podobna do was?! ‒ spytała poruszona do żywego.

Tilenia zwinęła się przerażona, a Nok znów poczuła wyrzuty sumienia. Tak bardzo chciała, by dziewczyna wreszcie przestała się bać, tymczasem sama na nią napadła. Usiadła obok Eldarki i delikatnie objęła przytulając ją do siebie. Tielnia nie widziała początkowo co robić. Nienawykła do okazywania pozytywnych uczuć chciała odepchnąć od siebie ręce Nok, ale ta jej na to nie pozwoliła. W końcu, gdy wydawało się, że dziewczyna już się uspokoiła, kobieta wróciła na swoje miejsce.

‒ Czemu?

‒ Każdy potrzebuje trochę wsparcia. Nie wszystko co nas spotyka musi być złe.

Tilenia pokiwała lekko głową. Po raz pierwszy na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech. Nok odpowiedziała szerszym i ciepłym.

‒ Pan kazał przynieść nowy strój. Nie ma chronić, lecz przykuwać uwagę ‒ powiedziała pokazując na leżące na stoliku zawiniątko. ‒ Proszę wybaczyć, pani. Ja muszę już iść ‒ dodała wstając.

Nok odprowadziła ją wzrokiem do drzwi. Gdy odwróciła się do niej na pożegnanie posłała jeszcze jeden przyjazny uśmiech. Czy to podobieństwo położenia, czy przez doświadczenia z niewoli u Nekronów, czuła się odpowiedzialna za los tej dziewczyny.

Niechętnie odwinęła materiał i wyrzuciła papier. W środku znajdował się strój bliźniaczo podobny do poprzedniego. Jednak z mniejszą liczbą rzemieni i jeszcze większymi dziurami na brzuchu i plecach.  „Doskonale. Niedługo w ogóle nie będę się martwić co na siebie włożyć”.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki