FANDOM


Idris.jpg

Otromaph Everth zaniepokojony wertował krystaliczne tablice z informacjami na temat starć na arenach. Jeszcze wczoraj na Arenie Duchów Nok miała walczyć w ostatnich grupowych rozgrywkach. Dziś jej imię widniało w tabeli ligowej, a kończący się pojedynek odbywała z Gallathenem Rębaczem. Kto mógł zmienić kolejność walk i wrzucić jego niewolnicę do eliminacji? Wszystko było zaplanowane. Każdy element miał swoje miejsce i czas. Jednak to nie miało prawa się wydarzyć.

‒ Archoncie Mochil ‒ zwrócił się do niego Gulthar, najlepszy z jego Inkubów ‒ Powróciła Nok reprezentantka twego domu.

‒ Żyje? ‒ Eldar stłumił w swym głosie niepokój, jaki wywołała w nim cała niespodziewana sytuacja.

Opancerzony strażnik uznał, że najlepiej, gdy jego pan sam zobaczy gladiatorkę. Otworzył drzwi do pomieszczenia i wpuścił czekającą za nimi Eldarkę.

‒ Nok! Całe szczęście ‒ Everth podbiegł do niej obejmując ją mocno. Nie ukrywał przejęcia, ani ulgi jakiej zaznał widząc ją całą. Kobieta nie była prawie draśnięta, a jedynie lekko zaskoczona całą sytuacją.

‒ Everth… Możesz mnie puścić ‒ powiedziała po chwili. Nie rozumiała co jej zagrażało. Tysiące zawodników ginęło przez nieoczekiwane zmiany w trakcie zawodów.

‒ Ktoś zmienił twoją walkę. Wrzucono cię na zawody przed końcem pierwszych kwalifikacji. Nawet nie wiesz jak bardzo się przeraziłem.

Eldarka spojrzała mu w oczy. Trudno było stwierdzić, czy naprawdę mu uwierzyła. Miała oczywiście swoje powody, by mu nie ufać. Byłby nawet zaniepokojony, gdyby szybko zaczęła mu ufać.

‒ Przecież walczę od tygodni. Dlaczego nagle miałoby mi się coś stać? ‒ spytała Nok podejrzliwym wzrokiem.

Inkub dawno już wyszedł a Everth nie puszczał z dłoni jej ramion.

‒ Nie wiedziałem co się dzieje. Mam jakiś wpływ na zwykłe walki. Mogę załatwić, byś walczyła później lub w mniejszym gronie, ale nagły pojedynek z jednym z faworytów i to na jego arenie… Nie mogłem się nie martwić.

Nok kiwnęła lekko głową. Chciała już pójść do siebie, jednak Eldar jeszcze jej nie pozwolił. Ujął jej jasne i ciepłe dłonie i zbliżył do ust.

‒ Nie chcę dłużej ryzykować twoim życiem. Nie wiem dlaczego, ale po prostu boję się, że możesz zginąć. Wycisnę co się da od organizatorów za to zajście. Kupię innych niewolników, niech oni walczą za ciebie.

‒ Nie. Nie kupuj. Ja mogę za nich walczyć, naprawdę…

‒ W takim razie znajdę inne źródło dochodu. Coś wymyślę. Obiecuję.

Eldarka uśmiechnęła się do niego ciepło i jeszcze raz spróbowała obrócić się w stronę wyjścia. Everth wypuścił jej dłonie pozwalając jej odejść. Nok zatrzymała się na krótką chwilę w progu i lekko obróciła głową. Jednak już po chwili zamknęła drzwi i poszła korytarzem w stronę swojego pokoju.

‒ No to się faktycznie nie zdarza zbyt często… ‒ zauważyła Tilenia na wieść od przyjaciółki o niespodziewanej zmianie walki. Siedziała bokiem na krześle oparta o ścianę i przepuszczała ciemne mięso przez jakąś automatyczną czerwoną maszynkę.

‒ Ale, żeby się tym tak przejąć? Walczyłam już dwa razy na arenach. Raz omal nie umarłam ale dziś nagle dowiaduję się, że się o mnie bał i że nie chce bym więcej dla niego walczyła.

Tilenia nie podniosła głowy na kręcącą się obok niej Eldarkę. Zajęta przyprawianiem jedzenia dla nudzącej się Idris pokiwała tylko głową.

‒ Słuchasz mnie w ogóle?

‒ Słucham, Nok, słucham ‒ zapewniła niewolnica zabierając dziecku z rąk szpilkę do włosów.

Kobieta wzięła małą na ręce i przytuliła do piersi. Dziewczynka była głodna ale wciąż nie chciała jeść pospolitych posiłków Mrocznych Eldarów. Traciła siły ale na razie najgorsze było to, że nie miała czym się zająć.

‒ Biedne maleństwo ‒ powiedziała Nok całując Idris w czubek głowy, po czym zwróciła się ponownie do Tilenii. ‒ To normalne, żeby taki panicz przejmował się losem swojej niewolnicy?

‒ Na pewno nie moim ‒ zauważyła cicho Tilenia pocierając blizny na nadgarstkach i szyi. Strach było pomyśleć jak wiele wycierpiała przez te wszystkie lata w tym domu. Przerwała na chwilę pracę i spojrzała spokojnie na Nok czekając na dalszą część jej słów.

‒ Tilenio, ja… Ja nie wiem, czy mogę mu ufać. Wydaje się szczery, gdy ze mną rozmawia ale to przecież o niczym nie świadczy prawda? ‒ spytała tuląc do siebie dziecko głaszcząc je po włosach. Dziewczyna odwróciła wzrok od przyjaciółki i powiodła nim bezładnie po ścianach. Gdy nic nie odpowiedziała Nok przytuliła do siebie mocniej małą, która zdążyła już zasnąć i zwróciła wzrok w stronę ziemi. ‒ Czy Mroczni Eldarzy mogą kogoś kochać? ‒ spytała.

Dziewczyna zatrzymała wzrok na Eldarce i patrzyła na nią marszcząc brwi. Nok nie odpowiadała ta reakcja zwłaszcza, gdy starała się przed nią otworzyć i była targana pytaniami.

‒ Ja chcę wiedzieć czy mogę mu ufać ‒ syknęła przez zaciśnięte zęby starając się nie obudzić Idris.

‒ No, ja nie mam pojęcia ‒ powiedziała do niej dziewczyna kładąc dłoń na piersi. ‒ Nie słyszałam o tym, by pan mógł darować swojemu niewolnikowi karę, ale nie spotkałam się też z niewolnikiem, który groził wolnym, tylko po to, by pomóc innemu. Ja się ich boję, bo wiem, jak potrafią ranić. Za rzadko słyszałam o tym, by ktoś z nich się o kogoś troszczył.

‒ Ale słyszałaś? ‒ zapytała Nok. Tilenia wzruszyła ramionami i wróciła do przyprawiania ciemnego mięsa.

‒ Wiele lat temu w rodzinie Darktail żył bogaty pan, który wyzwolił niewolnicę. Podobno bardzo ją pokochał i uczynił swoją żoną. Po kilku latach nakrył ją w łóżku ze swoim sługą i kazał obojgu wykłuć oczy, a potem podać je im na talerzach i trzymać tak długo, aż ich nawzajem nie zjedli. Tak ją kochał.

‒ To okropne ‒ powiedziała przerażona Nok. Tilenia wzruszyła ramionami i dodała:

‒ Jeśli by mu na niej nie zależało, po prostu kazałby ich zabić. Musiała go dotknąć jej zdrada, skoro wymyślił dla nich taką karę.

‒ A nie mógł jej zwyczajnie wybaczyć? ‒ Dziewczyna popatrzyła na Eldarkę dziwnym wzrokiem, po czym wzruszyła ramionami i odpowiedziała:

‒ Nie znam się na mężczyznach, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że chciał ją ukarać, bo mu na niej zależało. Gdyby tego nie zrobił, to tak jakby nic dla niego nie znaczyła, jakby nie istniała.

‒ A jakaś historia skończyła się dobrze?

Tilenia zwróciła wzrok ku górze i chwilę patrzyła na sufit. Przekręciła głową i niepewnie nią potrząsnęła.

‒ Widziałam raz dwoje młodych na przyjęciu w głównym hollu. Wyglądali na niezwykle szczęśliwych, jak nikt kogo kiedykolwiek spotkałam. Żyli ze sobą od wielu lat i nie martwili się zwykłymi sprawami elit. Musieli podpaść któremuś z Archontów, bo w czasie jednej z podróży eksplodował ich statek.

‒ To smutne.

‒ Żyli szczęśliwie, choć krótko. To najlepsza możliwa historia jaka może się wydarzyć.

Nok siedziała w ciszy tuląc do siebie śpiącą dziewczynkę. Starała się nie myśleć o tym jak bardzo cierpi. W głowie układały się ponure wizje przyszłości. Nie miało tak naprawdę znaczenia jak potoczy się los kobiety gdy dotarła do niej najstraszniejsza myśl, że Idris może nie przeżyć nadchodzących dni. Nie mogła wytrzymać myśli, że to małe niewinne dziecko może spotkać jakakolwiek krzywda.

W tym momencie rozległ się dawno niesłyszany, nieprzyjemny dzwonek do drzwi. Ktoś nacisnął na klamkę, a po chwili do pokoju weszło dwóch Inkubów trzymających w dłoniach czyste, ciemne skrzynie, z których unosił się przyjemny zapach eldarskiego jedzenia. Idris drgnęła na dłoniach Nok obudzona aromatem i zsunęła się z fotelu, by w raz z Tilenią dostać się do ich środka, gdy tylko postawią je na ziemi. Nok spojrzała w stronę wejścia, gdzie stał wyprostowany, ciemnooki Eldar spoglądając z uśmiechem na małą dziewczynkę. Kobieta miała ochotę ucałować go w policzek, jednak w porę się powstrzymała. Zrobiła nieśmiały krok w jego stronę. Mężczyzna uniósł wzrok czekając na jej słowa.

‒ Dziękuję ‒ szepnęła.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki