FANDOM


Mikhaln przechadzał się po CreepyTown mając wciąż w pamięci incydent w Metropolii.

-Dobrze, że inni się o tym nie dowiedzieli- mówił do siebie. Miał sobie jednak za złe, że tak urządzili Nową i to w dniu jej urodzin. Nagle stanął jak wryty.- Wciąż nie dałem jej prezentu.

Przechodzący obok mieszkańcy patrzyli na niego jak na obłąkańca. Mag nie zwracał jednak na nich uwagi. Wzniósł się w powietrze i poleciał w stronę Vanilla Unicorn. Nie lubił tego miejsca, jednak wiedział, że większość jego znajomych właśnie tu przesiaduje. Odetchnął z ulgą kiedy dostrzegł Nową idącą nieopodal.

-Jak dobrze, że tu jest. Nie będę musiał jej dłużej szukać- stwierdził na głos mag.

Podbiegł do dziewczyny i zawołał:

-Nowa czekaj! Wciąż nie dałem ci prezentu urodzinowego.

Ulubienica CreepyTown odwróciła się zaskoczona.

-Co…?- nie zdążyła dokończyć. Przed jej twarzą znajdowała się dłoń maga. Nowa poczuła, że traci przytomność. Powieki stały się ciężkie. Zasnęła nie wiedząc co się dzieje.

Gdzieś indziej:

Nowa budziła się powoli. Coś było nie tak. Gdzie była? Zaczęła się rozglądać. Otwarła szeroko oczy. Czegoś tak pięknego jeszcze nigdy nie widziała. Znajdowała się na polanie. Trawa była doskonale zielona. Nie było najmniejszej skazy. Na środku polany leżały trzy ogromne głazy, na których wyryte były jakieś symbole, podobne do tych z filmów o wikingach. Całą polanę otaczały olbrzymie drzewa. Naprawdę olbrzymie. Pień każdego z nich miał co najmniej dwa metry średnicy, a ich wysokość osiągała kilkanaście metrów. Patrząc w górę dostrzegła prześwitujące światło słońca. Pojedyncze promienie padały na polanę. Jednak nie było tu w żadnym wypadku półmroku. W powietrzu wszędzie unosiły się jakieś dziwne błyszczące na złoto pyłki. Teraz Nowa dostrzegła latające wszędzie, niezwykle duże motyle. Patrzyła z zachwytem na wszystko dookoła niej. Wstała i zaczęła się rozglądać.

-Nieziemsko!- zawołała ze szczęścia.

-Zgadłaś- usłyszała głos. Dopiero teraz dostrzegła siedzącego pod drzewem Mikhalna.- Dokładnie rzecz ujmując jesteśmy w Wanaheimie. Jednej z dziewięciu krain. Osobiście uważam ją za najpiękniejszą, oczywiście jeśli mowa o tych które widziałem.

Nagle Nowa przypomniała sobie po kolei wszystko co się stało w CreepyTown.

-Czy ty…?- patrzyła na niego dziewczyna, a jej oczy zachodziły łzami.

-Co?! Nie czekaj!- mag nie spodziewał się takiej reakcji. Teraz jak nad tym myślał to rzeczywiście nie postąpił zbyt mądrze usypiając Nową, ale przecież nie myślał o niczym złym.- Nic ci nie zrobiłem. Chciałem po prostu wręczyć ci prezent z okazji urodzin.

Nowa otarła łzy.

-Chodzi o to, że mnie tu zabrałeś?- spytała powoli uśmiechając się.- Dzięki. Pięknie tu.

Mikhaln podszedł do dziewczyny:

-To dopiero początek. Nie zabrałem cię tu na wycieczkę- powiedział z dozą tajemnicy, po czym zrobił krótką pauzę. Nowa spojrzała na niego nie wiedząc o co chodzi.- Zamierzam nauczyć cię magii.

Po tych słowach zapadło milczenie. Nowa nie wiedziała co ma powiedzieć. Ktoś chciał ją nauczyć magii.

-To w ogóle możliwe? Z tego co mi kiedyś mówiono, nie każdy może zostać czarodziejem.

Mikhaln uśmiechnął się i pstryknął palcami.

-Nie bez powodu zwą mnie Arcymagiem. Gdzie inni widzą kres możliwości, ja dostrzegam tajemnicę, którą trzeba rozwikłać.

Wraz z tymi słowami na ciele Nowej zaczęły świecić białym światłem misterne symbole. Ukazując się powoli, od kończyn, aż do twarzy. Dziewczyna nie wiedziała co się dzieje.

-Kiedyś nauka magii wymagała talentu. Źródła mocy, z którym trzeba było się urodzić. W zależności jakie rezerwy energii magicznej posiadałeś, taki był twój potencjał. Co ja mówię? Nadal tak jest. Przynajmniej w większości przypadków. Prawda jest taka, że każdy ma w sobie trochę mocy. Jedni mniej inni więcej. Zazwyczaj jest to za mało, aby móc tą energię do czegokolwiek wykorzystać.

-Jak jest za mną?- spytała z zaciekawieniem Nowa.

-Niestety nie posiadasz zbyt wielkich zapasów magii- skwitował Mikhaln i zobaczył jak jego przyjaciółka opuszcza głowę ze smutkiem.- Nie znaczy to jednak, że tych rezerw nie można poszerzyć.

Nowa ponownie spojrzała na maga. Nie rozumiała za bardzo.

-Widzisz, pozwól, że porównam źródło energii magicznej do zbiornika wodnego- zaczął Mikhaln.- NA chwilę obecną twoje źródło mocy można porównać do średnich rozmiarów kałuży.

Nowa spojrzała na niego ze złością.

-Nie gniewaj się ale tak jest. Jednak, gdyby tak rozkopać kałużę? Powstanie staw. A woda prędzej, czy później go zapełni. Nie bez powodu cię tu zabrałem. Energia w tym miejscu jest tak gęsta, że wręcz napływa do ciała. Trzeba ją tylko wpuścić. Właśnie po to te symbole na twoim ciele. Spokojnie jak wrócimy, przestaną one być widoczne.

-Czyli już umiem magię?- spytała Nowa.

-Będziesz umiała jak cię nauczę- odpowiedział jej Mikhaln.

Powoli robiło się ciemno, światło słoneczne na polanie było coraz mniej widoczne, jednak nadal były świecące pyłki, które w nocy zmieniły swój blask ze złotego na srebrzysto-biały. Mikhaln stworzył w powietrzu kilka symboli ze światła i zaczął mówić:

-Ogień, Ziemia, Woda, Powietrze. Cztery Żywioły. Są one najpopularniejszym sposobem przejawu energii magicznej, jednak nie jedynymi. Można także korzystać z innych form magii. Skupimy się jednak na nich. Jak nimi władać? Najlepszym sposobem jest zrozumienie, jednak w naszym przypadku jest to niemożliwe.

-Czemu?- spytała Nowa.

-Twoim zdaniem ile mam lat?- Mikhaln odpowiedział pytaniem.

-Wyglądasz na jakieś osiemnaście, ale wiem, że to nie tyle.

-Mam dokładnie pięćset jeden lat. Jakieś sto lat zajęło mi dokładne poznanie żywiołów. Tyle czasu nie mamy, więc zrobimy to trochę inaczej.

Mag wyjął mała książeczkę ze skurzaną okładką.

-W tym dzienniku spisałem dla ciebie kilka zaklęć. Jednak to nie wszystko. Inkantacja to nie przypadkowe słowa. Czary są zapisane w pradawnej mowie. W tej w której mówili bogowie, jeszcze przed powstaniem czasu. W niej porozumiewały się także smoki, zanim nastąpiła ich zagłada. Język ten pozwala, na wydawanie rozkazu energii. Jednak tylko twojej własnej. I pamiętaj używając magii tracisz energie. Ona się odnowi, jednak nie jest to błyskawiczny proces. Kiedy skończy ci się magia. Możesz nieświadomie zacząć czerpać z innego źródła- mag zrobił krótką pauzę.- Ze swojego życia.

Nowa patrzyła na niego z lekką obawą.

-Spokojnie. Jak skończy ci się energia będziesz wiedziała o tym. Będziesz to czuła. Jakieś pytania?

Nowa pokręciła głową.

-W takim razie możemy zaczynać. Aby trochę przyśpieszyć twoją naukę pozwolę sobie nałożyć runy. Ty nie rozumiesz żywiołów, jednak musisz umieć je kontrolować, zatem nałożę te symbole, aby cię wspomagały- powiedział Mikhaln i zaczął inkantację.- Percepto niel magnum quo Confuoca Aquina Vernusora Terron precognito quid.

Mówiąc te słowa, na rękach nowej pojawiały się kolejne linie tworzące symbole. Kolejno czerwone, niebieskie, fioletowe i zielone. Na końcu wszystkie błysnęły i znikły.

-One nadal są. Tylko, że niewidoczne. Jak będziesz używać magii mogą się one pojawić, jednak będzie to musiał być naprawdę duży wysiłek.

Nowa patrzyła wielkimi oczami na Mikhalna.

-Mogę już czarować?- spytała z nadzieją.

-Wszystko jest w twojej książce. Kilkaset czarów, a poza tym jeszcze runy i zasady pradawnej mowy: gramatyka i takie tam. Jak chcesz to poczytaj. Jakby to było za mało, to zajrzyj do mojej wieży. Zazwyczaj tam jestem- dodał z uśmiechem.

Nowa nie czekając długo otwarła książkę i przeczytała:

-Asfal Riih!

Dookoła zerwał się wiatr. Mikhaln uśmiechnął się i uniósł w powietrzu. Wszystko szło dokładnie zaplanował. Widział szczęście w oczach Nowej.

-Oto i prezent ode mnie. Jeszcze jedna rzecz na koniec- mówił.- W Wanaheimie energia magiczna jest nie zwykle silna. Tutaj nie będziesz miała problemów z czarowaniem. W Mitga… to znaczy na Ziemi może być trochę trudniej. To ci pomoże- powiedział i wręczył Nowej Zdobiony drewnianą różdżkę zakończoną fioletowym kryształem.

Nowa przyjęła prezent. Dokładnie przyglądała się różdżce. Spojrzała na Mikhalna.

-Dzięku…- zaczęła, jednak znowu ujrzała, że mag trzyma rękę nad jej twarzą. Ponownie zasnęła.

Kiedy się obudziła znajdowała się już w CreepyTown. Dokładnie tam, gdzie byli wcześniej. Czy to wszystko jej się przyśniło? Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że trzyma coś w dłoni. To jednak nie był sen. W garści ściskała różdżkę i książkę z zaklęciami.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki