FANDOM


Port w CreepyTown był pełen ludzi. Nie tylko zwykłych żołnierzy, ale i różnorakich przewoźników oraz inżynierów. Nic dziwnego, tego wieczora ukończone miały zostać cztery okręty typu BeyondDepths, zwane "pływającymi miastami". LoboTaker, mająca postać zwykłego żołnierza Federacji przyglądała się tym okrętom. Każdy z nich był wielkości połowy CreepyTown, cud że wszystkie zmieściły się w porcie. Członkini Ruchu Oporu stanęła przy beczkach z benzyną, gęsto ustawionych w trzech rzędach. Było ich ponad 60. Po chwili z cienia Lobo jakby coś wyskoczyło, wprost do cienia beczek. Baldanerka uśmiechnęła się sama do siebie, odsunęła się kilka kroków, wyciągnęła cygaro i zapaliła.

- Ej, ty!- krzyczał jakiś żołnierz- Tutaj nie wolno palić!

- Spokojnie, nie mam zamiaru.- powiedziała Lobo w postaci żołnierza i zapaliła cygaro.- To przecież szkodliwe dla zdrowia.

- To tym bardziej odstaw tę faję, kretynie. Tutaj roi się od różnych materiałów wybuchowych, jedna iskra i wszytko pierdzielnie.

Nagle jakaś niewidzialna siłą zaczęła rzucać beczkami z benzyną. Przewrócone beczki wylewały swoją zawartość na port, dwa BeyondDepths'y oraz CreepySea.

- Cholera, ktoś tutaj jest.- zakrzyknął jakiś żołnierz.

- Kurde bele.- powiedziała LoboTaker, rzucając zapalone cygaro w rozlaną benzynę.


Wybuch był ogromny, eksplozja zniszczyła cały port i trzy BeyondDepths'y a płomienie dosięgły też innych wybuchowych substancji. Fala uderzeniowa zniszczyła budynki w obrębie 60 metrów od miejsca wybuchu a odłamki uderzyły w "Twierdzę Prawa". Takich zniszczeń miasto nie doznało do czasów Inwazji. Straty w ludziach były liczone w setkach. Większość ofiar stanowili żołnierze. Wśród ocalałych szerzyła się panika. To był największy zamach, jaki Ruch Oporu kiedykolwiek przeprowadził.


Przemek0981 przyglądał się grzybowi, jaki powstał po eksplozji. Mimo że był w zupełnie innej części miasta, "grzybek" był doskonale widoczny, a odłamki przelatywały po okolicy.

- Od "Omnisjasza" wiem, że zmobilizowanie ocalałych powinno im zająć 10 minut.- powiedział Przemek- Więc dokładnie tyle czasu mam, by ocalić Mię.

- Chciałeś chyba powiedzieć "my", ty egoisto.- powiedział Smąriusz.

- Czyli mogę na ciebie liczyć?

- Na pewno cię teraz nie zabiję.

- Heh, dobrze wiedzieć.

Chłopak połączył esencję Smąriusza ze swoim ciałem i wyciągnął swój miecz. Przyszedł czas na bezpośrednią akcję.


Elior nerwowo chodził po korytarzu, mijając cele pełne więźniów i kierując się do sali, w której w czasie przerwy przesiadywali strażnicy.

- Jakim cudem ci idioci nie reagują?- mówił sam do siebie- Pan Łowrow wybył akurat dzisiaj i zostawił mnie samego z tymi kretynami. Jak żyć Panie Heinrich, jak żyć?

Zastępca zarządcy więzienia otworzył drzwi do pokoju. Panował tam straszny zaduch, Eliorowi aż ciężko się oddychało. W pokoju zobaczył prawie wszystkich strażników, wszystkich nieprzytomnych i z pianą wychodzącą z ust. Zastępca zarządcy chciał już krzyknąć, ale coś złapało go w gardle.

To nie zaduch, to jakiś gaz!- pomyślał Elior.

Fakty w jego głowie zaczęły łączyć się w jedną, spójną całość. Ten De Sang nie był jakimś środkiem na robale. To trucizna. Elior zdał sobie z tego sprawę tuż przed tym, jak padł martwy na ziemię, z pianą toczącą się z ust.


Pierwszego strażnika zabił z zaskoczenia, przebijając od tyłu serce, ledwo powstrzymując się od krzyku. Potem podbiegł do drugiego i zanim oddzielił jego głowę od ciała, strażnik zdążył zaalarmować o obecności intruza. Gdy strażnicy Federacji zaczęli do niego strzelać, Przemek0981 niechętnie schował się za murkiem. Nie była to osłona która była w stanie na długo go chronić. Odległość do najbliższego strażnika wynosiła 10 metrów, do dwóch następnych 13 a reszta była od niego oddalona o 20 metrów. Małe miał więc szanse za zabicie więcej niż jednego na raz. Jeszcze mniejsze na to, że zabije któregokolwiek zanim sam padnie ofiarą wiązki laserowej.

- K#rwa mać.- powiedział chłopak, wyjmując z kieszeni brokatowy proszek. -To ostatni który mi został.- Przemek spojrzał w stronę CreepySea.- Obiecuje że go nie zmarnuje, skarbie.

Przemek wyciągnął przed siebie miecz Kinry tak, że działał jak lusterko. Dzięki temu chłopak mógł dokładnie ustalić, gdzie byli jego wrogowie.

- Wóz albo przewóz.

- Nie zabij się.- powiedział Smąriusz- Choć w sumie, nawet możesz. Tylko nie ciągnij mnie za sobą.

Przemek momentalnie wychylił się (dziękując Bogu że strażnicy nie mieli snajpera) i rzucił proszkiem na ziemię przed pierwszym strażnikiem. Wybuch który powstał rozerwał ciało strażnika na strzępy, ale co ważniejsze stworzył zasłonę dymną pomiędzy lokalizacją Przemka, a reszty. Chłopak wbiegł w zasłonę dymną i wyciągnął swoją rękę do przodu. Po chwili wyszło z niej trzech wilkołaków, które razem z Przemkiem wyszły z dymu. Pierwsze dwa natychmiast rzuciły się na najbliższych strażników, trzeciego chłopak użył w charakterze żywej tarczy. Wilkołak ten, przyjmując na klatę wiązkę przeznaczoną dla Przemka, wyśmienicie wywiązał się z zadania. Pierwszy wilkołak dorwał swój cel, ale drugi padł, nim dorwał swój.

- Szybko, bierz go.- krzyczał Przemek do ostatniego wilkołaka. Na próżno, bowiem chwilę później nie-człowiek padł od kuli, wystrzelonej z broni oddalonego strażnika.

Przemek szybko podbiegł do najbliższego przeciwnika i wbił mu miecz w czaszkę. Chłopak zaraz potem chciał podbiec do swojego następnego celu, ale miecz Kinry utknął w czaszce jego poprzedniej ofiary.

- Teraz, strzelać ze wszystkiego!- krzyczał jeden z trzech ostatnich strażników.

Przemek szybko wyciągnął rękę do przodu. Wyszła z niej postać, która przyjęła na swoje ciało wszystkie te strzały. Bez widocznych obrażeń.

- Pora na rozp#eeeeeeerdol!- zakrzyknęła Salai.

Shinigami biegła w stronę swoich przeciwników a Przemek był tuż za nią, starając się uniknąć ostrzału z broni wroga. Chłopak zajął się jednym z przeciwników, przebijając mu klatkę piersiową, Salai natomiast pozbawiła głowy dwóch. Chwilę potem obydwoje pobiegli do wejścia, gdzie Przemek rozłączył się ze Smąriuszem.

- Zgodnie z planem, ja idę uwolnić więźniów, Smąriusz wyłączyć elektronikę a Przemek po Mię, tak?- spytała Salai.

Smąriusz (przyprawiający innych o ciarki swoją formą) tylko przytaknął a Przemek nie odpowiedział nic. Salai zobaczyła, że obudził się w nim instynkt mordercy. Przy pierwszych schodach wszyscy się rozdzielili. Smąriusz podleciał na niższe piętro, Salai na wyższe a Przemek biegł przed siebie korytarzem, do specjalnej celi gdzie przesiadywała Mia. Biegł tak, aż kula nie trafiła go w piszczel i chłopak z niemałym bólem padł na podłogę.

- Tutaj zostaniesz.- powiedział jakiś głos. Przemek dobrze wiedział do kogo on należał.

- Sih'Nev!!- wydarł się Przemek, łapiąc się za krwawiącą nogę. W jego głosie można było wyczuć nienawiść.

Po chwili przeciwnik chłopaka pojawił się. Smok miał na sobie pancerz, dwa sprężone karabiny maszynowe i miecz energetyczny. Co więcej, cała jego skóra była zielona.

- Klon.- powiedział pogardliwie Przemek.

- Jeden z dwudziestu.- powiedział smok- Ten, który cię zabije.

Klon Sih'Neva przyłożył chłopakowi lufę do skroni. Przemek zaczął się trząść, a jego rana obficie krwawić.

- Boisz się.- stwierdził smok.- Widzę jak się trzęsiesz.

Chłopak nadal się trząsł, ale na jego twarzy zagościł uśmieszek.

- To prawda, trzęsę się.- powiedział Przemek. Nagle światła zgasły i obydwoje zostali w całkowitej, nieprzeniknionej ciemności.- Z radości.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki