FANDOM


Dziękuje za nominację i nominuje Allie oraz Serka ( pisałem to w nocy więc może być dużo błędów) Edytuj
Dwemer inspired i by avillainsmind-d5yjac5.jpg
- Pani, radzę wejść do środka, te istoty są bardzo niebezpieczne! - powiedział dowódca straży przybocznej we wspaniałym pozłacanym pancerzu siłowym do wysokiej szatynki ubranej w długą białą suknię, która stała na balkonie. Z dołu dobiegały krzyki wściekłego tłumu niższych istot próbujących dostać się do środka przez główne wrota pałacu.

- Wiem Hermausie, ale nie mogę zrozumieć dlaczego chcą naszej śmierci. Przecież daliśmy im wolność, uwolniliśmy ich od podziałów i wojen, pozwoliliśmy żyć w naszym społeczeństwie niemal na równi z nami... - kobieta zakryła twarz dłońmi i oparła się o barierkę, a Hermaus podbiegł myśląc, że została ranna - Czemu to zrobili? - powiedziała przez łzy.

- Izrido... nie wiem, ale zaklinam cię wejdź do środka - powiedział czule dowódca obejmując kobietę - Chodźmy...

Weszli oboje do środa, a dwaj żołnierze zamknęli za nimi pancerne drzwi w momencie gdy na balkon posypał się grad strzał i kamieni. Straże zabarykadowały drzwi i poszli za parą długim korytarzem na którego ścianach znajdowały się wspaniałe płaskorzeźby, a co jakiś czas stał czuwający Automat Bitewny. W końcu znaleźli się w wielkiej okrągłej sali na środku której stał stół z holograficzną mapą pałacu, a wokół którego stało kilku dowódców gwardii w pancerzach siłowych zdobionych herbem Rodu Yssrtalg czyli sześcioramienną gwiazdą złożoną z dwóch trójkątów równobocznych. Stało również tam kilku starszych mężczyzn - seniorów rodu oraz ich żony i córki, synowie natomiast znajdowali się w zbrojowni przygotowując do walki.

- Seniorze Drrakh, mamy do dyspozycji 56 żołnierzy gwardii Rodowej oraz 48 młodzian szlacheckich, i 2 pancerze bitewne, jednak nie wiem czy wystarczy karabinów strzałkowych...

- Jeśli nie starczy karabinów rozdajcie miecze, noże i topory! Niech ci zdrajcy poznają co to znaczy zadzierać z Rodem Yssrtalg, pokarzemy im, że nie znamy strachu ani litości! Utrg, czy mój pancerz jest gotowy? - spytał Drrakh spoglądając na młodego sługę.

- Oczywiście panie.

- Wyśmienicie! Hermaus, Malkon i Gtyh przygotujcie swoich żołnierzy do walki, zbiórka za 12 rucyn przy wielkiej bramie.

- Rozkaz - odpowiedziało trzech dowódców.

Kiedy Hermaus miał już wychodzić Izrid chwyciła go za ramię i odwróciła do siebie ledwo zatrzymując łzy.

- Ukochany... Obiecaj, że wrócisz... Proszę...

Żołnierz zdjął hełm obnażając twarz, była pocięta bliznami, nad zaciśniętymi, wąskimi ustami i małym nosem spoglądały spokojne zielone oczy. Pogładził kobietę po głowie i otarł jej łzę płynącą po policzku.

- Obiecuje, pani... - powiedział po czym przytulił Izrid.

Kiedy wyzwolił się z objęć ruszył prosto do koszar swojego oddziału. Na miejscu czekało na niego 7 wojowników w pełnym rynsztunku gotowych do wymarszu. Po przedstawieniu celów misji i sprawdzeniu stanu osobowego wyruszyli do głównej bramy gdzie czekali na nich pozostali, w tym Senior w ponad 3 metrowym pancerzu bitewnym stojący na wprost bramy, która ledwo już się trzymała w zawiasach. W końcu i one puściły, a oba skrzydła upadły ciężko na ziemię. Po chwili o środka wpadły hordy istot niezwykle podobnych do merów, nie licząc tego, że mieli "krótkie" uszy i mniej wyniosłe rysy twarzy i chęć mordu w oczach. pierwsza fala padła ścięta salwą z karabinów strzałkowych, których ponaddźwiękowe pociski przebijały się przez wiele ciał zanim nie zatrzymały się. Po kilku salwach skończyła się amunicja i Merowie przeszli do walki bezpośredniej. Siekali bez litości kolejne istoty prąc naprzód przez hordy wrogów. Co jakiś czas jeden z wojowników nie wytrzymywał naporu i upadał, a następnie zostawał zaszlachtowany na oczach towarzyszy co wywoływało u nich przypływy furii, u atakujących okrzyki radości. W końcu znaleźli się poza Pałacem na środku niegdyś wspaniałej alei.

***

Tymczasem w pałacu zostało tylko kilka sług oraz starszyzna. Wszyscy pakowali się i szykowali do ewakuacji z planety. Izrid nie rozumiała co się dzieje, jednak na głównym holu spotkała Seniora Htraada obserwującego holograficzny przekaz z kamer nad główną bramą. Kiedy podeszła bliżej starzec odwrócił się i rzekł:

- Jeszcze się nie przygotowujesz do wylotu?

- Nigdzie się nie wybieram dopóki Hermaus jest na zewnątrz.

Senior uśmiechnął się kwaśno.

- Oni tylko odwracają uwagę i dają nam czas... Mój brat tak bardzo chciał wojny, teraz może się wykazać...

- Chcesz poświęcić swojego brata i większość rodu dla ratowania siebie!? Jeśli chcesz to leć mnie w to nie wciągniesz!

- Naprawdę czujesz coś do tego Szlachcica? Córko, zrozum, że to dla dobra naszego ludu - skinął na dwóch służących - pozatym nie masz dużego wyboru. Zabrać ją do statku ewakuacyjnego.

- On jest moim narzeczonym!

- Już nie...

Zanim kobieta zaragowała dwóch sługusów chwyciło ją za ramiona i zabrało na pokład.

***

Tymczasem na zewnątrz sytuacja nie wyglądała zbyt dobrze, zginęło wielu wojowników, a Senior Drrakh stracił lewe ramię w swoim pancerzu bitewnym, a przedni pancerz prawie przestał istnieć. Merowie walczyli dzielnie lecz zalewały ich kolejne fale wrogów, a każda zabierała kolejnych wojowników. Nagle powietrze przeszył huk towarzyszący startowi statku kosmicznego. Wszyscywalcząc spojrzeli w kierunku z którego dobiegał dźwięk i zobaczyli wielki statek ewakuacyjny wznoszący się coraz wyżej i wyżej. korzystając z postoju w walce jeden z wrogów przeszył Drrakha włócznią. Hermaus zamarł na chwilę uświadamiając sobie, że został skazany na pozostanie na tym świecie. Jego przemyślenia miecz wbity w łączenie pancerza. Wojonik swojrzał na oprawcę i nie mógł uwierzyć własnym oczom, był to mer ubrany w jakieś łachmany.

- Pozdrowienia od rodu Ajin - powiedział z uśmiechem po czym zniknął w tłumie.

Hermaus upadł na ziemię wciąż żyjąc i ostatnim tchem szepnął:

- Obiecuje... - po tym słowie stracił przytomność.

***

Statek wchodził już w przestrzeń międzyplenetarną. Izrid udało się wymknąć ze swojej kajuty i pobiegła do sali w której obecnie rezydował jej ojciec. Zastała go tam wraz z kilkoma Merami w barwach Rodu Ajin. Zdziwiona spytała:

- Co to ma znaczyć ojcze?

Senior odwrócił sę w jej kierunku i rzekł z uśmiechem:

- Negocjuje warunki twojego zamążpójścia...

- Po moim trupie! - krzyknąła i rzuciła się na jednego z przedstawicieli Ajinów i wyrwała mu broń - Zerwij umowę albo spotkasz się z bratem!

Przez chwilę panowała cisza, a posłowie odsunęli się na bezpieczną odległość. Jeden z nic wyciągnął swój pistolet strzałkowy i wycelował w kobietę, lecz nie zamierzał jej zabić. W tym samym momencie kobieta odwróciła się i strzaliła do Ajina trafiając w klatkę piersiową z której wytrysnęła fontanna krwi. Konający Mer strzelił w kobietę trafiając ją w nogę. Izrid upadła i wycelowała w ojca próbującego uciec.

- To za Hermausa i twojego brata! - powiedziała i strzeliła trafiając Htraada w głowę, a potem zabiła drugiego posłańca próbującego ją zaatakować.

Izrid podczołgała się do panelu kontrolnego, odpięła wyświetlacz i wyjęła zasilacz plazmowy. Potem użyła środków leczniczych z apteczki jednego z wysłanników aby opatrzeć nogę. Następnie pokuśtykała do Teleportarium. Kiedy była na miejscu powiedziała do operatora:

 - Ustal adres siedziby Rodu Ajin.

 - Mogę wiedzieć dlaczego?

 - Chce im dać zapłatę za zdradę.

Operatorowi nie trzeba było mówić więcej, posłusznie wykonał rozkaz z lekkim uśmiechem. Izrid położyła zasilacz na matrycy teleportującej nieco go rozszczelnijąc, tak aby po teleportacji uolnił swoją zawarość. Jasne światło błysnęło w pomieszczeniu i zasilacz zniknął.

- Pozdrowienia od Rodu Yssrtalg.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki