FANDOM


Metropolia, szczyt geniuszu technicznego Rodzaju Ludzkiego. Miasto idealne zaprojektowane tak, aby wszystkie aspekty życia obywateli były skomponowane w jednej wielkiej klasycznej symfonii o nieziemsko harmonijnym i niemal utopijnym brzmieniu. Sięgające nieba szklano-stalowe wysokościowce, latające pomiędzy nimi samochody antygrawitacyjne, a na dnie ruchliwe ulice-arterie ludzkiego mrowiska. Promienie wschodzącego słońca oświetlały to miejsce nadając mu magicznego wręcz wyrazu, a do tego jeszcze ciepła, czarna kawa z cukrem w fajansowym kubku z herbem Federacji.

Cóż to była za kawa! Najwspanialsza, sprowadzana tajnymi drogami z najlepszych plantacji w Indiach, a to już nie byle co. Do tego jeszcze cukier… Ah cóż to za wspaniały cukier, nie jakaś sacharyna zrobiona przez domorosłego chemika, lecz najprawdziwszy cukier z trzciny cukrowej, kubańskiej. Kharlez upił mały łyczek delektując się magicznym napojem stworzonym przez antycznych, nieskończenie mądrych ludzi. Chociaż sami raczej nie byliby w stanie tego osiągnąć… Tak, to Omnisjasz ich do tego natchnął by dzięki kofeinie zawartej w kawie byli w stanie pracować i funkcjonować umysłowo nieporównanie dłużej od swoich ziomków nie znających dobrodziejstwa tego napoju. Chińczycy próbowali przyćmić tę wspaniałość używając w tym celu herbaty, jakże barbarzyńskiego naparu! Może i była ona tańsza i łatwiejsza w uzyskiwaniu, ale smakiem i możliwościami nie sięgała kawie do dolnych części łodygi. Teraz te dwa napoje toczą niekończącą się wojnę o to, która zużyje więcej wody z ludzkich rezerw.

W sumie herbata nie była taka zła, można ją w końcu wykorzystać do przepicia obiadu, lub gdy nie ma się kawy.

- A gdyby tak połączyć herbatę z kawą? – pomyślał na głos naczelny technik federacji. – Nie to jednak byłaby herezja.

Kharlez odwrócił się od poręczy tarasu widokowego w pałacu i skierował się przez drzwi na jeden z licznych, przestronnych korytarzy. Szedł tak ziewając kilka razy i popijając sporadycznie czarny napój kofeinowy, gdy nagle z jednego z bocznych przejść wyszedł niebiesko włosy mężczyzna. Był aż za dobrze znany skromnemu słudze Omnisjasza, by ten miał jakiekolwiek wątpliwości.

- Dzień dobry Najwyższy Przywódco! Niech spoczywa na tobie błogosławieństwo maszyn aby nic w pałacu nie uległo nagłej awarii. – Kharlez z uśmiechem wyrecytował formułkę błogosławieństwa nauczonej już bardzo dawno temu.

- Dzień dobry… yyy… Tobie też tego życzę… - odpowiedział wyraźnie zmieszany, co wzbudziło podejrzenia Kharleza. Przywódca nigdy nie odpowiadał na jego błogosławieństwa, co najwyżej uśmiechał się lekko i mówił „witaj” lub „dzień dobry”.

- Wszystko dobrze, panie?

- Tak, czemu pytasz? – I w tym właśnie momencie z przejścia wyszła kobieta, nie jakaś zwykła lecz niebieskooka blondynka przewyższająca Kharleza o kilka centymetrów. Sługa Omnisjasza poczuł jak z przerażenia zaciska mu się gardło i serce przyspiesza pompując w żyły adrenalinę mającą pomóc w ucieczce. Zrobił kilka ostrożnych kroków w tył patrząc to na kobietę to na zdezorientowanego Przywódcę.

- Wybacz panie, ale… eee… muszę sprawdzić czy reaktory na poziomie więziennym działają bez zarzutów i czy aby… eee… zgniatarka śmieci się nie zablokowała. – ostatnie słowa ledwo wyszły mu z gardła gdyż zauważył, że kobieta zbliżyła się nieco do niego, a jej oczy się jakby powiększyły.

Ten błękit! Niczym ocean, pier^^lony ocean słonej wody korodujący żelazo, czy nawet skały! Kharlez bał się oceanu i ogólnie słonej wody, miał wrażenie, że jak tylko by do niej wszedł, lub tylko znalazł się zbyt blisko, to by też skorodował i rozpuścił się. I nagle poczuł jak coś mokrego płynie po jego ciele. Topił się! Korodowało jego organiczne ciało! Dopadła go zgnilizna niesiona przez morską bryzę przez oczy tego niebieskookiego, blond demona! A nie…  To jednak tylko pot… Ale i tak nie chciał być już ani chwili dłużej w pobliżu tej kobiety. Spojrzał błagalnie na swego wodza, lecz ten nie wiedział nawet o co chodzi i przyglądał się tylko jak Kharlez przyparty do ściany z mięśniami zablokowanymi przerażeniem jest na skraju zawału.

- Czy to… Kawa? – spytał demon pięknym, melodyjnym głosem i chwycił trzęsącego się sługę Omnisjasza za prawe przedramię, to samo w którym ten trzymał fajansowy kubek z godłem federacji, z w którym to z kolei znajdowała się najwspanialsza dostępna na rynku kawa prosto z Indii! Na dodatek z cukrem z Kubańskiej trzciny cukrowej. Kharlez mógł jedynie modlić się do swego boga, gdy demon zabierał mu jego najwspanialszą kawę prosto z Indii. – Dziękuje.

- M-mogę j-już sobie iść? – spytał błagalnie Kharlez.

- MHM! – odpowiedziała kobieta-blond-niebieskooka-demon pijąc kawę, niemal cały kubek jednym haustem.

Nie czekał już na rozwój następnych zdarzeń tylko pognał niemal z płaczem korytarzami, nie ważne gdzie, byle dalej! Zatrzymał się dopiero jak był pewny, że nic mu nie grozi, czyli mniej więcej w tym samym momencie w którym nogi odmówiły posłuszeństwa. Oparł się o ścianę i powoli się po niej zsunął.

- Nigdy… Więcej… Wychodzenia… Na… Taras… - wysapał.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki