FANDOM


HallenWest

LoboTaker nie mogła uwierzyć w to co widzi. Całe jej miasto, a raczej miejsce gdzie powinno być, zamieniło się w jeden wielki krater. Przecież nie słyszała wybuchu, ani nic z tych rzeczy! Jak zdołali podlecieć ponad mur? Jak to mogło się zdarzyć? Kobieta chciała podbiec i przyjrzeć się kraterowi z bliska, ale w coś uderzyła. W coś niewidzialnego. Pomacała i doszła do wniosku, że to coś co przypomina ścianę.

- Kuuuuuuu**aaaa maaaaaaaać!!!- zakrzykneła Lobo po czym z całej siły uderzyła w niewidzialną ścianę. Bez skutku. - Pozwól mi się dostać do miasta, bo nogi z... cegły z nasady powyrywam!!

LoboTaker cały czas uderzała w ścianę, gdy nagle ktoś złapał ją od tyłu za ramię. Kobieta chciała już uderzyć tę osobę ale zorientowała się że to był Burmistrz.

- Ciszej kobieto. - powiedział Burmistrz, po czy zaczął gdzieś ją prowadzić  za rękę

- Co się dzieje?

- Nie teraz. Póki mgła jeszcze działa, musimy się ewakuować.

- Ewakuować?! - Lobo wyszarpała swoją rękę- O czym pan mówi?

- No dobrze, powiem co wiem, ale musimy iść. - Burmistrz zaczął iść a Lobo poszła za nim - No więc, to co tutaj widzisz to zwykła iluzja. Choć w sumie nie tak powinienem ją nazywać. Objeli całe miasto czymś na kształt wielkiej kopuły. Tak, całe miasto zamknięte w jakiejś puszce. Potem nałożyli na to obraz krateru, dla własnej chorej przyjemności.

- Więc miasto jest całe?!

- Ciężko je tak nazwać. Nie możemy się dostać do miasta, podobnie jak ci w środku nie mogą się wydostać. Poza tym, zanim to na nas zrzucili, z północy wystrzelili jakiś promień. W życiu nie widziałem tak niszczącego k**estwa. Całe ulice staneły w płomieniach. Teraz płomienie i dym nie mają gdzie..."uciec" i zostają w środku. Wkrótce zaczną mnożyć się jeszcze inne problemy, jak brak żywności. Boję się że to gówno nie przepuszcza tlenu.

- Jak się pan uratował?

Burmistrz nie odpowiedział na to pytanie, tylko dalej prowadził gdzieś Lobo. W końcu doszli do lasu, z którego wyskoczyły dziesiątki żołnierzy Federacji.

- Burmistrzu! Niech się pan schowa za... - Lob nie dokończyła, bo poczuła silne ukłucie w nasadę karku. Jej ciało zaczeło drętwieć, a ona sama padła na ziemię. Zdążyła się jeszcze odwrócić w powietrzu, chcąc zobaczyć czy przypadkiem nie trafili Burmistrza. Zobaczyła go całego i zdrowego, z jakąś strzykawką w ręce.

- Jako przywódca muszę nieraz podejmować trudne decyzje. - powiedział Burmistrz, z trudem powstrzymujący łzy w oczach. Miał drżący ton głosu- Twoja wolność, w zamian za życie twoich mistrzów i całego miasta.

- Mi...strzów?- słowa z coraz większym trudem wychodziły z gardła Lobo. Jej wzrok także się pogarszał.

- Rzucili się na ich przywódce. Mark jest na skraju życia i śmierci a rany Lobo leczą się o wiele wolniej niż powinny.

- Skończ już tę szopkę, odnieś ją i przynieś tutaj! - powiedział jakiś kobiecy głos z tłumu żołnierzy Federacji.

Burmistrz walczył chwilę ze sobą, po czym podniósł Lobo i zaniósł ją żołnierzom Federacji. Głowa Lobo była w takim położeniu, że widziała kobietę, która mówiła do Burmistrza. Wydawała sie dziwnie znajoma.

- Pamiętasz mnie, suko? - spytała kobieta i strzeliła LoboTaker liścia w twarz.

Tuż przed tym jak straciła przytomność Lobo skojarzyła skąd zna kobiete. To była narzeczona Feriana.

Gdzieś na terenie Federacji

Serek otwierał oczy, a jego wzrok powoli dostosowywał się do ogarniającej ciemności. Gdy już w pełni przywykł, Serek zobaczył gdzie się znajduje. Było to duże, sterylne pomieszczenie z małą sceną i kilkoma wyłączonymi lampami. Wszystko, poza krzesłami było białe. Serek zobaczył też, że nie był sam w pomieszczeniu. W wielu krzesłach siedzieli ludzie. Znajomi...

- Vellox? - spytał Serek patrząc na kobiete która obok niego siedzi.

- Siostrzyczka będzie znowu śpiewać! - krzyczała Vellox. Coś w jej tonie głosu i spojrzeniu wydawało się Serkowi... nieobecne - Znowu! Znowu! Chcemy więcej!

- Co tu się dzieje?

- Nie wiem. - zakrzyknął jakiś głos z tyłu.

- Komandos? - spytał zaskoczony Serek.

- Zgadza się. - potwierdził Komandos - Tutaj dzieje się coś dziwnego, Serek.

- Wiem! Czemu Vellox tak dziwne gada?

- Nie tylko ona. - powiedział głos należący do MatDieepa.

- Bogini! Proszę, proszę! Zbaw nas znowu swoim śpiewem! - krzyczał jakiś kobiecy głos. Serek rozpoznał, że należał do Piekielnej Mii.

- ZAMKNĄĆ SIĘ WSZYSCY! - krzyczała Retsuunochana - Proszę...

- Retsu! Co sie tutaj dzieje? - spytał Serek.

- Jakaś zmieniająca postać sucz nas złapała.- powiedziała Retsu - Z resztą nie tylko nas. Byli jeszcze Kasia Cursed, PsychoLove i Wyjca.

- Co się z nimi stało? - spytał Komandos

- Poddali się. - powiedziała Retsu - Najdłużej wytrzymała Wyjca, bo aż trzy razy. Podobno po tylu mózg zmienia się w warzywo. Z resztą, sama się zaraz przekonam.

- Cholera, jasna o czym wy mówicie?! - Serek zaczynał tracić cierpliwość.

Nagle reflektory przy scenie się włączyły, o mało co nie oślepiając większości obecnych w sali. Gdy wzrok Serka już przywykł, zobaczył że na scenie stoi jakaś dziewczyna. Na oko 17 lat, krótkie szaro-czarne włosy i fioletowe oczy. Tego się często nie widuje.

- Siostrzyczka Gloria! - zakrzykneła Vellox - Proszę, zaśpiewaj nam. Proszę, proszę, proszę!

Do błagań przyłączyła sie też Piekielna Mii. Osoba stojąca na scenie wydawała sie czerpać przyjemność z uwielbienia, którym z jakiegoś powodu darzyły ją dziewczyny. Stała przez dłuższą chwilę i napawała się tym, po czym skinieniem ręki uciszyła Vellox i P. Mie. Następnie zeszła ze sceny i podeszła do Vellox, siedzącej niedaleko Serka.

- Zaśpiewam. - powiedziała Gloria. - Ale tylko dlatego że byłaś grzeczną dziewczynką.

- Co tutaj się dzieje do cholery?! - zakrzyknął Serek. Ledwie dokończył zdanie, a został kopnięty z taką siłą, że upadł wraz z krzesłem do którego był przywiązany.

- Cholerna gadzina! - powiedziała Gloria, z wyższością w głosie - Wkrótce nauczysz się, że mi się nie przerywa.

Wzrok Serka był wbity w sufit, więc smok nie mógł widzieć jak Gloria spowrotem wraca na scene. Kobieta podniosła mikrofon stojący na ziemi i zaczeła śpiewać. Wtedy wszyscy w pomieszczeniu zapomnieli o całym świecie.

Opuszczony port w CreepyTown

Aracz wraz ze swoimi mimowolnymi towarzyszami zbliżali się powoli do Opuszczonego Portu. Według słów Hujricha (jak Aracz zaczynał go nazywać w myślach) mieli się tam spotkać i omówić plany z przywódcą CreepyTown. Czyli z Nową. Jak w ogóle do tego doszło? Aracz nie wiedział. W końcu jednak dotarł na miejsce. Opuszczony Port powoli wracał do łask. Remontowany przez Bloodiego, Wyjce, Kasie i PsychoLove. Tuz obok, na krześle siedziała Nowa, dyrygując nimi. Przy okazji zielonoskóra kobieta robiła jej za podnóżek. Jak wiele może się zmienić w ciągu niespełna dwóch dni?

- Nowa, jestesmy. - powiedział Aracz. Oczy wszystkich w porcie zwróciły się w jego stronę. Pierwszy zareagował Bloody, który ugryzł się w palec i z lecącej krwi zrobił pocisk, który strzelił w Aracza. Żołnierz, mimo że całkowicie skołowany, zdołał zrobić unik i wyciągnąć broń. Nie chciał strzelać do przyjaciela, ale musiał się bronić.

- STOP! - krzykneła Nowa - Bloody, podejdź tutaj.

Chłopak zgodnie z rozkazem podszedł do Nowej. Ta wyciągneła zza krzesła deske i uderzyła go w głowę.

- Dureń! - krzykneła Nowa - Aracza wysłali z Federacji. Podobnie jak z Wyjcą, Kasią i PsychoLove, nie obejmuje ich rozkaz zabijania wszystkich w CreepyTown.

- Tak, Wasza Kawaiistośc. - powiedział Bloody.

- Aracza wysłała Siostrzyczka?! - spytała PsychoLove z nadzieją w oczach.

- N..nie. - powiedział Aracz

- Mnie wysłała. - powiedziała cyrkówka.

Nagle Psycho, Kasia Cursed i Wyjca zostawiły robotę i rzuciły sie by uściskać cyrkówke.

- Co ja wam mówiłam? - irytowała się Nowa, po czym zwróciła zwrok ku swojemu podnuszkowi - Doc, co ja im mówiłam?

- Nie ma przerwy, póki Wasza Kawaiistość nie dostanie pałacu z czekolady. - powiedziała Doc.

- Więc do roboty! - powiedziała Nowa.

Dziewczyny niechętnie wygrzebały się z wzajemnych objęć i wszystkie poza cyrkówką przystąpiły do odbudowy portu.

- Nic nie kumam. - pomyślał Aracz - Nowa naprawdę jest saydstką. Dyryguje nimi, krzyczy, rząda pałacu z czekolady... okej to ostatnie nawet pasuje.

- Aracz. No rusz się.- powiedziała Nowa - Twoi towarzysze mogą już sobie pójść.

Nim żołnierz się obejrzał, cyrkówka pielęgniarka i zakapturzona mała postać się ulotniły. Aracz podszedl więc do Nowej.

- Co tutaj sie dzieje? - spytał.

- Odbudowujemy port. - powiedziała kotka. - W tym drugim jest Mer de Sang i cholerny Kraken. Szkoda zachodu, żeby tam cumowali.

- Kto?

Nowa dała Araczowi lornetkę i wskazała na horyzont CreepySea. Aracz zobaczył jak sie coś zbliża. Coś dużego, co suneło po wodzie. Nie, nie suneło. Raczej, unosiło się tuż nad CreepySea.

- BeyondDepths. - powiedziała Nowa - Miasto Federacji, unoszące się nad wodą.

- Jak wielkie siły oni tutaj jeszcze skierują? - spytał Aracz nadal zafascynowany widokiem.

- A co, myślałeś że to już koniec? Inwazja sie jeszcze nawet nie zaczęła.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki