FANDOM


Do wszystkich jednostek Federacji, komunikat z Metropolii. Wojna zakończona. Wszyscy żołnierze mają natychmiast opuścić CreeypyTown, HallenWest oraz DizzCity. Wiadomość nadana z rozkazu przywódcy Federacji ma być wykonana w trybie natychmiastowym. Do wszystkich jednostek Federacji, komunikat z Metropolii. Wojna zakończona. Wszyscy....

Metropolia

Strange odwróciła się gwałtownie i zobaczyła za sobą ducha Przemka oraz leżące ciało gwardzisty. Początkowo chciała coś powiedzieć, ale zakrwawiony miecz który wyciągneła z ciała jego żony był jak Rafaello. Wyrażał więcej niż tysiąć słów.

- S-Strange, coś ty zrobiła?- Przemek był wstrząśnięty.

- Ona mnie zaatakowała!- odpowiedziała Strange.

- Była kontrolowana przez tego dymnego zasrańca!

- Ej! Ja mam uczucia!- zakrzyknął głos z głośnika.

Duch Przemka wyglądał dziwnie. Jego oczy były przekrwione a jego aura pomieszana. Wtedy Strange przypomniała sobie, co powiedział chłopak gdy był pod działaniem promienia zmieniającego osobowość. Że jego "mroczna część" obudzi się gdy dozna traumy.

- Uspokój się, dobrze?- powiedziała Strange, najmilej jak potrafiła.

Przemek nic nie powiedział a jego duch wszedł ponownie w ciało gwardzisty. Gwardzista niemrawo zaczął wstawać i zbliżać się do Strange.

- Ech, słuchaj naprawdę mi przyk- piratka nie dokończyła. Pięść kontrolowanego przez Przemka gwardzisty trafiła w jej twarz tak mocno, że dziewczyna upadła. Nim Strange się zorientowała, Przemek wyciągnął broń i strzelił jej w głowę. Z tej odległości na pewno by trafił, gdyby nie nagłe pojawienie się Smąriusza, który osłonił piratkę.

- Co ty odstawiasz Przemek?!- krzyczał Smąriusz.

- Nie wtrącaj się!- odpowiedział chłopak w ciele gwardzisty.

Strange nie traciła czasu. Szybko wstała i kopnęła przeciwnika w brzuch. Gdy Przemek się skulił, próbowała uderzyć go w twarz. Bezskutecznie, bowiem Przemek złapał jej dłoń, gdy ta była tuż przed jego twarzą. Owładniony amokiem Przemek wycelował ponownie w piratkę, ale ta wykopała mu broń z ręki.

- Przestań! Nie chcę cię skrzywdzić!- powiedziała Strange.

- A to nowość!- zakrzyknął Przemek po czym próbował uderzyć piratkę w brzuch. Strange jednak zablokowała cios.- Odkąd przyjechałem nie dajesz mi żyć!

- Nie przesadzaj.- powiedziała bez przekonania piratka, uderzając Przemka w podbródek. Ciało gwardzisty padło na ziemię

- Bijesz mnie, obrażasz, poniżasz.- powiedział chłoapak, wstając.- A teraz jeszcze zabiłaś mi żonę!

Zarówno Przemek jak i Strange zamachneli swoje pięści i w dokładnie tym samym momencie uderzyli się wzajemnie w twarze. Obydwoje padli na ziemię. Ciało gwardzisty było zbyt zmęczone żeby Przemek mógł wstać. Strange zrobiła to jednak bez większego problemu, po czym kucneła przy nim i wyciągneła ostrze, które przystawiła mu do gardła.

- Dlaczego mnie tak nienawidzisz?- spytał Przemek.

- Najpierw ty mi odpowiedz na pytanie.- powiedziała Strange.- Czy ty byłeś Jackiem? Tym który przyjaźnił się ze mną gdy byłam mała?

- Tak, no i co z tego?

Piratka odrzuciła nóż i przytuliła Przemka.

- Nie nienawidzę cię.- szepneła mu do ucha.

- Więc czemu zrobiłaś to wszystko? Czemu byłaś dla mnie taka?

- Lobo mówi że jestem tsundere. To chyba najlepiej wyjaśnia to dlaczego cię tak traktuje.

- Może dla ciebie, nie dla mnie.- powiedział Przemek. Jego głos był już normalny.

- Czy tobie wszystko trzeba mówić wprost? Ja cię...w sensie ciebie...

Nagle pomieszczenie wypełniło się czarnym dymem. W przeciągu chwili Przemek, Strange i przyglądający się wszystkiemu Smąriusz stracili przytomność. Dym natomiast uformował się w Tardsihe Łowrowa.

- Tym razem mi nie uciekniecie.- powiedział Tardsihe.

- Zostaw ich.- powiedział nagle jakiś głos za plecami Łowrowa.

Tardsihe odwrócił się i zobaczył za sobą...Przemka. Znaczy tak wydawało się na pierwszy rzut oka, jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się, Łowrow rozpoznał że ma do czenienia z Arise.

- Czemuś się za niego przebrał?- spytał Tardsihe, pokazując na zmieniony kolor włosów i oczu Arise.

- Od teraz dla ciebie i wszystkich w Federacji jestem Przemek0980, II przywódca Federacji.- powiedział z wyczuwalnym smutkiem w głosie Arise.

- O-o czym ty...

- Wyjaśnie ci wszystko niedługo. Póki co, Nii-san i Strange muszą wrócić do CreepyTown. Najlepiej byłoby gdyby to samo spotkało ciała tej pielęgniarki i cyrkówki.

- Czyli, co? Nie chcesz mi chyba powiedzieć że...

- Wydałem już stosowne rozkazy. Inwazja została zakończona.

CreepyTown

Dym opadł a Lobo i Taker z przerażeniem w oczach zobaczyli przed sobą wciąż żywego Władcę Roju. Dowódca miał wszystkie łuski szaro-czarne i w większości popękane. Stał podpierając się na swoich czterech mieczach. A mimo to zabił Insanity i jak widać był gotów na dalszą walkę.

- Kurde bele mać!- zakrzyknął Lobo.

- On nie ma prawa żyć.- dodał Taker.

Dowódca zaryczał a w jego ryku nadal tliła się tak potężna moc jak na początku ich walki. Obydwaj mentorzy LoboTaker po raz pierwszy naprawdę zaczeli trząść się ze strachu.

- S-spokojnie, jest osłabiony.- powiedział Lobo.

- To samo można powiedzieć o nas! Twoja ręka nie chce się zregenerować!

Władca Roju nie patrząc na ich kłótnie, zaatakował. Podbiegł do obydwu i zaczął machać swoimi ostrzami w ich stronę. Obydwoje zdołali w odpowiednim momencie odskoczyć. Dowódca uderzył swoim ogonem w Lobo, przygważdżając go do drzewa. Chwilę później zaatakował frontalnie Takera swoimi ostrzami. Shinigami zdołał ochronić się swoją Kosą, ale wpompował w ten ruch całą swoją siłę i nie mógł się teraz ruszyć.

- Zawsze myślałem że szczeznę na ringu...albo w łóżku z dz#wkami...albo z dz#wkami na ringu.- powiedział Taker.

Dowódca otworzył szeroko paszczę, gotów zabić Takera promieniem. Shinigami nie mógł się ruszyć, pomyślał więc jedynie, że powita śmierć z uśmiechem na twarzy. Gdy Dowódca miał już atakować, nagle coś pociągneło go za ogon, rzuciło go metr dalej i przewróciło. Taker zobaczył jak Lobo w jednej dłoni i zębach trzyma łuski Władcy Roju.

- Sukinsyn jest w jeszcze gorszym stanie niż my!- zakrzyknął Lobo.- Damy radę to skończyć i skoczyć po jakieś cygaro.

Taker uśmiechnął się. On i Lobo ledwo stali ale dobrze było wiedzieć że ich przeciwnik ma się gorzej niż oni.

- Dawaj Lobo, czas położyć robaczywka.- powiedział Taker.

Dowódca oprał się na swoich ostrzach i zaczął powoli wstawać. Lobo i Taker zebrali w sobie tyle siły ile tylko mieli i na niego ruszyli. Taker zamachnął swoją Kosą, Lobo pięścią a Dowódca wszystkimi ostrzami. Gdy byli już centymetry od siebie, nagle wszystkich trafił promień i jakby czas się dla nich zatrzymał. Żadne z nich nie mogło się ruszyć. Po chwili podleciał nad nich jakiś śmigłowiec, wylądował niedaleko i wyszedł z niego 1,5 metrowy acz umięśniony chłop.

- Witom wszystkich, przepraszamy za problemy natury technicznej.- powiedział człowiek.

- Kim ty jesteś?- spytał Taker. Najwidoczniej usta były jedyną częścią ciała nad którą miał kontrolę.

- Majster Szef, najlepszy wszechmajster w całej Federacji. Przyszedłżem po tego tutej osobnika, co się Dowódcą zwie.

Majster Szef podszedł do unieruchomionego Dowódcy i uważnie się mu przyjrzał.

- Ło słabo.- stwierdził- Trza będzie jego mózgownicę gdzieś indziej przenieść. To sobię koszta podliczę, oj podliczę.

- Co ty gadasz?- spytał Lobo- Wysłali cię tutaj po Dowódcę? A co z nami?

- Odeślem was do domu.

- Tak po prostu, w czasie wojny?- spytał Taker.

- Nosz kurde bele.

- Wojny? To wyście nie słyszeli. Wojna siem skończyła.

DizzCity

Salai i LoboTaker siedziały obok siebie w punkcie medycznym Federacji. Ich lekarze zbadali je i opatrzyli (nie bez trudu) co wydawało się obydwu Shinigami bardzo dziwne. 5 minut temu wrogowie a teraz przyjaciele? To tak nie działa.

- Jak myślisz, co się tutaj dzieje?- spytała Lobo

- Nie wiem.- powiedziała Salai- Tamta szurnięta s#ka w ostatniej chwili zatrzymała swoją pięść przed moją twarzą, potem przyjeżdża jakiś pedzio na koniu i mówi że to koniec.

- Może inne grupy zrobiły zamieszanie w Federacji? W Metropolii jest Strange, ona potrafi przypi#rdolić. Może wzieła Welffa za zakładnika albo coś w tym stylu?

- Oczekiwałem nieco błyskotliwszej analizy.- powiedział 20 letni, rudy okularnik.- Przestaliśmy was atakować bo takie był rozkazy. Co więcej opiekowanie się przegranymi, nawet nie-ludźmi to obowiązek zwycięzców.

- Tylko to powtórz a zaraz ci...- Lobo wstała wściekła, gotowa rzucić się na okularnika. Ten jednak wyciągnął swoją szablę i przystawił jej do gardła.

- Co? A ty mi co?

- Daj spokój Marcus.- powiedziała Elizabeth.

- Szalona s#ka!- zakrzykneła Salai pokazując na Elizabeth.

- Narzeczona Feriana!- dodała od siebie LoboTaker.

- Ja mam imię, wy cholerne bachory!- zakrzykneła Elizabeth, po czym trochę się uspokoiła.- Zostaw je Marcus, nie ma po co od nowa robić burdy.

- Pewnie że ich nie ruszę.- powiedział Marcus.- Rozkazy to rozkazy.

- Nie chodzi nawet o to.- dodała Elizabeth po czym skupiła swój wzrok na swojej dłoni. Po chwili zmieniła się ona na czarna i zdeformowaną. Elizabeth wskazała nią w Lobo- Dokończę to co zaczął Ferian, Baldanerko.- Następnie wskazała na Salai.- Z tobą też jeszcze nie skończyła, krzykaczko. Zabije was obydwie, przy najbliższej okazji.

- Ale nie dzisiaj.- powiedział Marcus, wyczuwający napiętą atmosferę.- Wasi przyjaciele się tutaj leczą, zostawimy wam trochę leków, ale nie liczcie na zbyt wiele. Wracamy do Federacji, ale podejrzewam że wkrótce się spotkamy.

- Ja mam wręcz nadzieję.- powiedziała Elizabeth.

- I my też.- powiedziały chórem Lobo i Salai.

Uwaga: Następna część będzie ostatnią.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki