FANDOM


- Tempo panowie, tempo!- zakrzyknął Goblin o krótkich, brązowych włosach i niebieskich oczach, ubrany w egzoszkielet. Towarzyszyło mu kilku innych nieludzi- dwóch innych zielonoskórych wraz z piątką Elfów.

Cała ósemka natychmiast stanęła za pojedynczym, betonowym, dwupiętrowym blokiem. Dwójka Elfów natychmiast skoczyła na balkon i poprzez wybicie szyby weszła do wnętrza mieszkania. Trzymając przed sobą lufy laserowych karabinów zaczęli się rozglądać dookoła- nikogo jednak nie zastali. Mieszkanie było mocno zniszczone, meble były połamane, książki leżały porozwalane na podłodze a w całym mieszkaniu panowała woń stęchlizny. Najwidoczniej było to jedno z wielu mieszkań, w którym mieszkańcy miasteczka urządzali balangi po czym wynosili się gdzieś indziej.

- Czysto!- zakrzyknął Elf. Nie minęło kilka sekund odkąd wypowiedział te słowa a do mieszkania wbiegli jego towarzysze.

Po kilku sekundach całe dwupiętrowe mieszkanie zostało sprawdzone, a drużyna nieludzi zdołała się w nim rozstawić. Wyposażeni byli w karabiny laserowe, granaty odłamkowe i wiele innych zabawek podarowanych im przez ukochany reżim. Mogli się tutaj trochę pobronić- tym bardziej że po zabarykadowaniu drzwi i okien na parterze byliby relatywnie bezpieczni od dostania się w niemartwe łapy nieśmiertelnych Zombie.

- Dowódco, halo?- powiedział Goblin, trzymając w dłoniach futurystyczny komunikator.- Proszę, odpowiedz.

- Z tej strony Rognar, odbiór.- odezwał się głos po drugiej stronie.- Jakieś problemy?

Goblin myślał że dosłownie wyjdzie z siebie. Czy były jakieś problemy?! A czy były jakieś sukcesy? Od momentu w którym mieszkańcy CreepyTown uwolnili się z klatek Tartaru oddziały Grupy Rognara ponosiły porażkę za porażką. Co więcej zadano kłam pewniej opinii na temat miasteczka- że składa się jedynie z nielicznych, acz wybitnych jednostek. Otóż nie- mieli swoje mięso armatnie. Niezniszczalne i niemożliwe do powstrzymania.

Więc problemów było co niemiara. Całą misję można by porównać do największej porażki w historii Federacji- pierwszej Inwazji.

- Można tak powiedzieć.- powiedział Goblin najspokojniej jak umiał.- Prosimy o wsparcie bądź rozkaz wycofania się z miasteczka.

- To drugie nawet nie wchodzi w grę.- stwierdził Rognar.- Co do wsparcia, znam wasze pozycje. Niedługo przybędzie wam z pomocą "Kruk". Ja po spotkaniu z Iskariotem udam się do centrum miasteczka. Bez odbioru.

Goblin westchnął i schował komunikator do kieszeni. Miał już coś powiedzieć, gdy nagle jego elfi, stojący przy oknie towarzysz odezwał się.

- Cel w odległości 10 metrów.- powiedział Elf, wychylając lekko głowę.

Goblin natychmiast podszedł i również wychylił głowę. Miał przed sobą całą dzielnice drewnianych, mocno zniszczonych przez działania wojenne domów- niektóre zdążyły już paść, inne mimo dużych dziur, wciąż stały. W dzielnicy tej było widać dziwne istoty- czarnego, mocno poranionego smoka i towarzyszącą mu, białoskórą demonice. Dwójka wyglądała jakby rozglądała się za potencjalnymi przeciwnikami- najwidoczniej nie wiedząc, że znajdują się na celowniku.

- Strzelaj w demona, ja biorę smoka.- powiedział Goblin.

Dwójka nieludzi wzięła głęboki oddech, odliczyła do trzech i wyprostowała się, celując w przeciwników i naciskając na spust. W ciągu sekundy wiązki laserowe wyleciały ze spustów, z niesamowitą prędkością lecąc w stronę wrogów Federacji. Tor ich lotu mówił, że powinny trafić nieludzi centralnie w głowy. Do tego jednak nie doszło.

Pierwsza wiązka laserowa zatrzymała się tuż przed pyskiem Serka, jak gdyby była zamrożona w czasie. Druga nie zbliżyła się nawet do Salai- pewnym momencie na drodze lasera stanęło coś na kształt kryształowej tarczy.

Salai i Serek z zaskoczeniem rozejrzeli się. Za smokiem stała jego córka, BananowyHajs, trzymająca w dłoni otwarty Zegarek. Przed Salai stała natomiast postać nieco mniej rozpoznawalna- kobieta-lis, potrafiąca zmieniać dowolną część swojego ciała w wielce wytrzymałą, krystaliczną zbroję. Nieoficjalna żona demonicy, Naomi Weismann.

- K#rwa mać!- zakrzyknął Elf, po czym zaczął strzelać bez opanowania. Podobnie zrobili jego porozrzucani po mieszkaniu towarzysze. Mieli się czego obawiać- w końcu zostali wykryci przez mieszkańców CreepyTown!

Dziesiątki wiązek laserowych leciało w stronę wrogów Federacji, nie dane im jednak było trafić do celu. Salai, korzystając ze swojej nadludzkiej szybkości złapała Serka i jego córkę, szybko zabierając ich poza zasięg karabinów Federacji. O Naomi nie trzeba się również było martwić- lasery nie przechodziły przez jej pancerz. Momentalnie nieludzi z Federacji znaleźli się w rozpaczliwej sytuacji.

Salai, jedną ręką ciągnąć Serka za włosy a drugą Banana z rękę, szybko znalazła się kilkanaście metrów dalej, w miejscu zupełnie wolnym od Federacji. Zostawiła tam przyjaciół, gotowa ruszać do boju.

- Ciociu!- zakrzyknęła w proteście Hajsik.

- Czego?!- zakrzyknęła lekko podirytowana demonica.

- Nie możesz nas tutaj zostawić!- zakrzyknął w proteście Serek.

- Hajz jest mała a Serek ranny, na ch#ja się macie pchać na pole bitwy?!- spytała Salai.

- Ty też jesteś ranna!- zakrzyknęła Hajsik, wskazując na ranę postrzałową której demonica nabawiła się w Domu Pogrzebowym.

Salai syknęła. Nie było sensu ukrywać- miała trochę gdzieś czy Serkowi się coś stanie. W przypadku Hajsik byłoby jej smutno ale kilogramy czekolady uśmierzyłby ból. Tak naprawdę chciała sama pokonać oddział Federacji- udowodnić że jest ważna i żeby mieszkańcy widzieli ją jako bohaterkę.

Teraz trzeba to było tylko jakoś ładnie sprzedać.

- I ch#j!- zakrzyknęła Salai, po czym ruszyła z niesamowitą prędkością.

W ciagu zaledwie kilku sekund demonica znalazła się w miejscu z którego ruszyła. Już widziała siebie w roli bohaterki- szczególnie jak wyskoczy na żołnierzy z gołymi rękoma, by w pewnym nagłym, niespodziewanym momencie przywołać swoją Kosę i zrobić masakrę. Dziewczyna aż uśmiechnęła się na tą myśl- zrobi z siebie bohaterkę jak sk#rwysyn!

Gdy jednak rozejrzała się po okolicy, uśmiech zszedł jej z twarzy. Mieszkanie w którym obecni byli żołnierze Federacji było teraz dymiącą stertą gruzu, z których wystawały przypalone kawałki ciał. Tuż obok stał dymiący wrak wielkiego, zaawansowanego technicznie pojazdu, leżącego na rozkraczonych odnóżach. Salai złapała się za głowę ze wściekłości i zdziwienia. To pierwsze wynikało z faktu że było już po zabawie, a drugie że jej Naomi zdołała to wszystko zrobić SAMA. Nigdy ją nie podejrzewała o taką siłę.

- Sa...lai..- odezwał się cichy, kobiecy głosik.

Demonica rozejrzała się i zdziwiła jeszcze bardziej. Naomi leżała na ziemi, mocno poobijana, niemalże wbita w ziemie. Z jej rąk obficie lała się krew a nogi były lekko powykręcane.

- Naomi!- zakrzyknęła Salai, kucając przy rannej lisicy.- Co ci się stało?

- Ten...pojazd...był...za...silny.- mówiła z wysiłkiem kobieta.- Jeden...strzał...mnie...zniszczył...Nie....miałam...szans.

Demonica spojrzała na zniszczony pojazd i podniosła lekko brwi z uznaniem. W końcu mało co jest w stanie oneshotować kogoś, kto potrafi zrobić ze swojego ciała praktycznie niezniszczalną zbroję.

- Czyli to nie ty go zniszczyłaś?- spytała Salai.

- N..nie.- powiedziała Naomi.

- To kto?!- zakrzyknęła demonica.

- Przepraszam najmocniej, postanowiliśmy wbić na te imbe.- usłyszały za swoimi plecami kobiety.

Naomi i Salai odwróciły się w jednym momencie. Stały przed nimi trzy istoty, z jednej strony tak dobrze znane, a z drugiej tak tajemnicze. Potężne byty, przebywajace w swych osobistych wymiarach, jedynie sporadycznie wychodzące w świat marnych śmiertelników.

Vulaus zwany Kronikarzem, stał tam ramię w ramię z Rejkanutem, Pożeraczem Magów oraz Chedwą, najmłodszym spośród Konklawe. Ten pierwszy opierał się na swym potężnym Kosturze, drugi pożerał majaczącą w jego dłoni duszę, której imienia z jakiegoś powodu nikt nie chciał zdradzić, a trzeci wypinał dumnie pierś, uśmiechając się triumfalnie.

- Słyszeliśmy że macie problem ze szkodnikami.- powiedział Vulaus.

- Poradzilibyśmy sobie bez was.- stwierdziła Salai.

- Możliwe.- stwierdził Rajkanut, wciągając duszę łysego osobnika niczym makaron.

- Jednak skoro już macie te szkodniki, to przyda się mała deratyzacja!- zakrzyknął Chedwa, śmiejąc się głośno.

Demonica westchnęła. Teraz naprawdę ciężko będzie jej się wyróżnić na tle tych wszystkich "bohaterów".

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki