FANDOM


Arisu zrzuciła kapcie z nóg i usiadła na tapczanie. Dochodziła dwudziesta. Niedawno grupa uczniów wróciła ze zwiedzania kopalni. Teraz większość jeszcze kończyła jeść kolację albo „zwiedzała” hotel, w którym się zatrzymali.

Arisu już wcześniej przeszła się po hotelu (starając się omijać szerokim łukiem recepcjonistkę). Mniej więcej zorientowała się w układzie pomieszczeń. W większości były to pokoje poszczególnych uczniów. Trzy toalety – męska, damska, dla nauczycieli i personelu. Kuchnia. Jadalnia. Dwie łazienki z prysznicami. Teoretycznie nie było podziału na męską i damską, ale dziewczęta od razu zadeklarowały, że nie wejdą do tej na parterze. Wszystko przez zapleśniałą słuchawkę prysznica. Pokój, w którym można było spędzić czas wolny, którego było aż nadto, jak na taką wycieczkę. Zaopatrzony był w telewizor, lodówkę, kanapę, kilka foteli (wyjątkowo twardych), stolik do kawy (służący głównie do opierania o niego nóg) i piłkarzyki. Tam właśnie siedziała teraz większość uczniów. Żeby było łatwiej, do owego pokoju można było przejść bezpośrednio z jadalni.

Arisu siedziała w pokoju, który jej przydzielono i myślała o tym, jakim cudem Rouge i Ewelina zniknęły. Jeszcze dziwniejsze było to, że nikt nie pamiętał o ich istnieniu. Ba, wszyscy zachowywali się tak, jakby nigdy nie istniały. Kiedy tylko próbowała o nie zapytać, traktowano ją jak osobę niespełna rozumu.

Chociażby wtedy, kiedy weszła do pokoju i nikogo w nim nie zastała. Po otrząśnięciu się z pierwszego niezbyt miłego wrażenia poszła do sąsiedniego pokoju, w którym miały nocować inne dziewczyny z jej klasy. Miała nadzieję, że zamyśliła się na schodach i nie zauważyła, że Rouge i Ewelina wychodzą z „trzynastki” i gdzieś idą. Na przykład chcą obejrzeć pokoje innych. Uczniowie często tak robili. Chodzili od pokoju do pokoju i licytowali się, kto ma lepszy. Najczęściej wygrywali ci, którzy mieli balkon lub dobre WiFi.

Arisu wpadła do pokoju koleżanek i wypaliła:

- Jest u was Rouge?

Dziewczyny wytrzeszczyły oczy.

- Kto?

- Albo Ewelina?

Popatrzyły na nią jak na wariatkę.

- Arisu… O czym ty mówisz?

Dziewczyna przekrzywiła głowę, przypatrując się im uważnie. Zaraz się roześmieją i powiedzą, że to żart, prawda?

Ale się nawet nie uśmiechnęły.

Arisu wybiegła z pokoju na korytarz. Niemal nie przewróciła chłopaka, który stał pod nimi, jakby podsłuchiwał. Cofnął się, wymachując rękami dla utrzymania równowagi. Był raczej wątłej budowy ciała. Jakiś młody musiał być. Nie wyglądał na więcej niż osiem lat. Poderwał się na równe nogi i wlepił przestraszony wzrok w Arisu.

- Przepraszam… - wyjąkał, po czym zaraz się zreflektował. – Nie, to w sumie ty uderzyłaś mnie drzwiami…

Arisu wyciągnęła do chłopca rękę.

- Weź wstań.

Wstał.

- Jestem Arisu.

- Em… Bartek.

Imię dość oryginalne. Nie skomentowała tego, po prostu uścisnęła jego rękę.

- Przyjechałeś tu z wycieczką szkolną, czy coś?

- Można tak… ten, no… powiedzieć. Znaczy tak, z wycieczką.

- Ja też.

- To… fajnie. Wiesz, już chyba… muszę ten… iść…

- Czekaj!

Arisu nawet nie wiedziała czemu, ale nie chciała zostać sama. Nawet jeśli jej jedyny towarzystwem miałby być przypadkowo spotkany ośmiolatek.

- Słuchaj, a widziałeś może…

Poczuła na plecach wzrok kogoś trzeciego. Odwróciła się i napotkała spojrzenie wysokiego rudzielca. Wytrzeszczał na blondynka oczy, jakby chciał mu coś wzrokiem przekazać. Mógł być trochę starszy od Arisu.

- O… eee… cześć?

Twarz rudzielca była mniej więcej koloru jego włosów.

- Cześć…

Podszedł do Bartka, chwycił go za ramię i wlepił w niego poirytowany wzrok.

- Znasz ją – syknął teatralnie. Zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. Chyba w ogóle nie miało być pytaniem. – Musisz omawiać tego typu sprawy tak na środku wszystkiego?

Bartek pokręcił gwałtownie głową.

- Nie no…

- Och, tobie coś powierzyć. Chodź już.

Skierował się do drzwi pokoju, z którego uprzednio wyszedł. Bartek dreptał za nim, usiłując coś bezskutecznie wytłumaczyć.

- Idziesz? – zapytał rudy, nie odwracając się.

Bartek łypnął na Arisu. Dziewczyna pytająco dźgnęła palcem wskazującym swoją klatkę piersiową. Gest ten miał oznaczać „o mnie chodzi?”. Chłopiec w odpowiedzi wzruszył ramionami – „Chyba tak”.

Arisu podążyła za nimi. Została wprowadzona do małego pokoiku z jednym łóżkiem i nawet bez okna. Na zwitku kabli wisiała żarówka, która już dawno zakończyła swój żywot. Dwudrzwiowa szafa sprawiała wrażenie co najmniej stuletniej i kompletnie nie pasowała do reszty pokoju. Była zadbana, lśniła jakby ktoś przed chwilą skończył ją lakierować.

- Siadajcie – rudy machnął ręką w stronę łóżka i zatrzasnął drzwi. Podszedł do szafy, uchylił i zaczął grzebać w jej wnętrzu.

- Kto to jest? – zapytała szeptem Arisu, ruchem głowy wskazując rudzielca.

- Kajetan. Ale naprawdę nie powinienem…

- No, gotowe – rudzielec wyprostował się z dumą i łypnął przyjaźnie na Arisu. – Przepraszam, nie przywitałem się odpowiednio.

Ku zdumieniu dziewczyny zgiął się wpół w wytwornym ukłonie. Przydługie rude kosmyki zamiotły ziemię.

- Kajetan Anton Wacław, dziedzic klanu Dębowego Liścia i posiadacz jednej z dziesięciu najsilniejszych iskier życia. Miło mi.

Uniósł dłoń Arisu do ust i złożył na niej delikatny pocałunek, po czym wyprostował się i spojrzał jej w oczy. Miał wściekle zielone tęczówki. Czy ludzie mogą w ogóle mieć tak intensywny kolor oczu? Policzki Arisu przybrały barwę świeżych truskawek. Nie do końca rozumiała słowa chłopaka, ale pomijając bredzenie był zupełnie niczego sobie.

- Mnie również…

- Znasz już moje imię, lecz ja nie znam twojego.

- Och, no tak… Eee… Arisu. Mam na imię Arisu.

- A to ciekawe… Nic mi to imię nie mówi. Z jakiego pochodzisz klanu? Bo tak mi się widzi, że nie jesteś z klanu Ognistego Smoka. No i na pewno nie z mojego. Gdyby tak było, na pewno bym pamiętał. Więc co? Czyżby klan Burzowych Strzał?

Dziewczyna zagryzła wargi.

- Przepraszam, ale… nie bardzo wiem, co masz na myśli…

Kajetan uniósł brew. Spoglądał to na Bartka, to na Arisu i powoli docierał do niego sens usłyszanych słów. Bezradnie spojrzał na Bartka.

- Kto to jest? Kogoś ty przyprowadził?

- Szukałem szpiega.

- Ona nim jest???

- No nie… Nie znam jej nawet. Chodziłem pod drzwiami i jakoś tak wyszło, że poczułem specyficzną iskrę. Dziwną. Inną, niż pozostałe. A kiedy dobiegłem do miejsca, w którym ją wyczułem, znikła. Więc przylepiłem się do drzwi pokoju, w którym chyba był jej posiadacz i wtedy…

Wykonał gest świadczący o tym, że drzwi zderzyły się z jego tylną częścią ciała.

- Słuchajcie, pewnie nie znacie jej, ale… słyszeliście o dziewczynie imieniem Rouge? – wtrąciła nagle Arisu.

Zielone oczy przeszyły ją przenikliwym spojrzeniem.

- Gdzie o niej słyszałaś?

- Ona była ze mną i moją koleżanką w pokoju. To znaczy chciałyśmy zająć razem pokój. Ona i Ewelina poszły przodem, a ja jakoś tak… no, weszłam do pokoju po nich. I ich już tam nie było. Na dodatek inni zachowują się tak, jakby żadna z nich nigdy nie istniała. Kajetan spojrzał podejrzliwie na Arisu.

- A ty?

- A ja już nic nie rozumiem – ukryła twarz w dłoniach. – Gdzie one są?

- One… zniknęły, tak?

- Tak – odparła ze zniecierpliwieniem. – I nie wiem, gdzie są. A wy chyba znacie ta całą Rouge, więc może wiecie, gdzie może być?

- Wiem y, gdzie może być – pisnął z podnieceniem Bartek. – Ba, wiemy, gdzie jest. I twoja koleżanka razem z nią.

- Zabierzecie mnie tam?

- Już i tak za dużo wiesz – burknął Kajetan. – I przykro mi to mówić, ale chyba czas się pożegnać…

- Nic nie wiem! – wybuchła dziewczyna. – Kompletnie nic nie wiem! I nie rozumiem! I w ogóle liczę, że ktoś mi to w końcu wyjaśni! A że tym kimś będziecie wy…

- Dlaczego my?

- Bo się akurat napatoczyliście! Bo znacie tą zarazę Rouge! Bo ja do cholery nie wiem już co mam ze sobą zrobić i chyba kogoś zaraz zabiję!

Dla podkreślenia swoich słów kopnęła z całej siły szafę, a potem usiadła u jej stóp i wbiła ponury wzrok w podłogę.

Kajetan i Bartek wymienili bezradne spojrzenia.

- To co z nią robimy?

- No co?

- No chyba zabrać ze sobą musimy.

- Czemu?

- Za dużo wie.

Łypnęli niespokojnie na Arisu, żeby zobaczyć, czy nie zacznie się znów awanturować. Powiedziała jednak wszystko, co miała do powiedzenia i tylko łypała wokoło jak bazyliszek.


- Akurat – burknęła.

- No dobrze… wstawaj – rzekł Kajetan.

- Nie wstanę.

- Nie rób cyrku.

- Nie wstanę.

- Chcesz z nami iść?

- Nie wstanę.

- To nie pójdziesz.

- Pójdę i tak.

- Jak nie wstaniesz?

- Wstanę czy nie wstanę, wziąć mnie ze sobą musicie.

- A to czemu?

- Bo za dużo wiem.

- Sama mówiłaś, że nic nie wiesz.

- Nic, co mi się przyda.

- Ale wiesz to, co się nam przyda. A raczej to, co nam zaszkodzi. Więc wstań.

- Nie wstanę.

- Dlaczego?

- Bo to wygodna podłoga.

- Ogarnij się.

- Jasne.

- No i wstań!

- Ani myślę.

Kajetan załamał ręce i machnął w stronę Bartka.

- Zrób coś.

- Już robię, paniczyku.

Podszedł do Arisu, chwycił ją pod pachy i podciągnął w górę.

- Nogi.

- Co?

- Nogi, no.

- Bartek, co ty…?

- Za nogi chwytaj i do szafy.

Arisu zaczęła się wić z nową gorliwością.

- Do jakiej szafy? Weź puść. Puszczaj no, sama idę.

Z zaintrygowaniem pochyliła się nad drzwiami o szafy.

- A co będzie, jak tam wejdę?

- Powiem ci, jak już tam wejdziesz.

- O, tak to nie ma. Mów.

Kajetan chrząknął i wbił wzrok w ziemię.

- Dobra, powiem prawdę.

- I o to chodzi – pokiwała z aprobatą głową Arisu.

- Jak wejdziesz do tej oto szafy, dzięki kryształowi zwanego Szmaragdem Chaosu zakrzywiając czasoprzestrzeń, znajdziesz się w Narni.

- Znajdziesz się w ojczystej krainie Kajtka – poprawił rudego Bartek.

- Tak też można. I co, uwierzyłaś?

Arisu wzruszyła ramionami.

- Jak najbardziej.

Z zaciętą miną uchyliła podwójne drzwi szafy i weszła do środka.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki