FANDOM



DZD-Awantura.png

DZD-Detal17.png
Kontynuowałem swoją bezsensowną kłótnie z demonem o imieniu Xin-cośtam. Dalej dzielnie walczyłem mimo braku jakiegokolwiek armora, sworda czy many na krzyk bitewny!

- Jakie paskudztwa ja ci niby zrobiłem... - Próbował mi przerwać.
- Myślisz ty tylko o sobie, nie jesteś już taki jak dawniej. Nie jesteś dla mnie tym kim byłeś zanim cię dobrze poznałem! - Walczyłem dalej, słowo w tym momencie było moim jedynym orężem.

DZD-Płacz.png
- Znasz mnie jakieś pięć minut - Próba rzucenia mi mydła w oczy.

- Przed tymi pięcioma minutami byłeś idealny! Nie istniałeś dla mnie, nie znałem cie! A teraz rujnujesz nas Xin... Wyniszczasz naszą relacje i mnie! - Jego wyraz twarzy sugerował zażenowanie. Jestem pewny, że przemyślał on swoje zachowanie.
- Słuchaj, bo ja opłacam połowę czynszu i... - Znów chamska próba przerwania mi w połowie zdania, na szczęście byłem głośniejszy.
- Nie to ty posłuchaj... Koleżko?! Uznałem, że zaatakuje go jego własnym słowem.
- Możesz mi mówić Xi... - Jego chamskie próby przerywania mi wyniszczały moją psychikę, ale dzielnie się trzymałem.
- Zamilcz i daj mi coś powiedzieć w końcu! Nie rozumiesz, że twoje istnienie mnie wyniszcza? Musisz przestać istnieć! - Machałem mu przed twarzą złamanym
Edwardem - Widzisz to! Widzisz! Ten Edward jest symbolem mojego życia w momencie gdy ty się w nim pojawiłeś! Spakuj swoje rzeczy i...
- Ja jestem spakowany, nie wypakowałem się jeszcze. - Potwór wyraźnie zesmutniał. Czułem dumę i wygraną. Jednak musiałem ukrócić jeszcze jego próby przerywania mi.





DZD-Ból.png
Chwyciłem z całych sił wielką walizę swojego oprawcy i próbowałem cisnąć nią na przedpokój, niestety okazała się zbyt ciężka i skręciłem sobie nadgarstek. Wiedziałem, że był on mistrzem planowania, dobrze wiedział, że spróbuje to zrobić. Tak samo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że lewą ręką piszę i chwytam za miecz. Z łzami w oczach i przez zaciśnięte zęby kiwałem się w pozycji embrionalnej zaciskając skręcony nadgarstek. Potwór kontynuował wyniszczanie mojej psychiki.

"Osz ku... Wszystko gra?! To wygląda strasznie, daj mi to proszę obejrzeć! Dzwonić po pogotowie, jak bardzo boli?!"

Gdy tylko monstrum zbliżyło się do mnie syknąłem jak wściekły kot i warczałem: To wszystko twoja wina! Zabierz swoje rzeczy. Dziś śpisz na kanapie..."

DZD-Detal16.png
-Ale ja łóżko dopiero co... - Potwór wydał się zawiedziony tak silnie waleczną ofiarą. Sądziłem, że moje walczenie będzie go tylko satysfakcjonować i podniecać, a jednak.

- Weź swoje rzeczy. Dziś śpisz na kanapie. - Powiedziałem stanowczo i bezwzględnie.
- Dobra... - W głosie demonicznego współlokatora było słychać poddanie się prawu mej pięści i sprytowi.

Z jednej strony dobrze się czułem traktując tak tego diabła. Choć z drugiej strony... Z drugiej strony też dobrze się czułem traktując tak tego diabła. Coś krzyczało do mnie by go nie wpuszczać! Niech śpi na wycieraczce! Uznałem jednak, że skoro jest on tu nowy postaram się być dla niego uprzejmy i dam zgodę na przenocowanie. Znasz to uczucie kiedy zamawiasz na urodziny tort ze striptizerką a z niego wyskakuje psychiczny clown chodzący na gałkach ocznych i kręcący twoje jelita w balonowe zwierzątka? Tak, też znam te uczucie. Dokładnie to samu czuje w stosunku do "niespodzianki" mojego ojca. Fajnie, że mnie słucha - miło wiedzieć, że przejął się moim samopoczuciem. Jednak załatwienie do małego dwupokojowego mieszkanka wielkiego bydlaka z venomem smoka, który ma mieszkać z neurotycznym feniksem? Zrobię im obu z życia piekło! Dlaczego muszę mieszkać z psychopatycznym mordercą, dlaczego mój ojciec nasłał na mnie zabójcę! Tato kiedy uznałeś, że nie zasługuje na życie? Nienawidzę swojego nowego współlokatora całym sercem...


DZD-Wstecz.png
DZD-Dalej.png

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki