FANDOM


- Jak to nie możesz?! - krzyknął rozwścieczony Serek w stronę Salai, która próbowała przebić kosą bańke.

- Nie pluj na mnie podrobiona jaszczurko i słuchaj jak się do Ciebie mówi! - odparła demonica o wiele wścieklejsza niż smok. Jeszcze jej się nie zdarzyło żeby nie mogła czegoś rozwalić.

Przyjaciele siedzieli w swoim więzieniu już na tyle długo, aby zgłodnieć, zmęczyć się czy oszaleć przez brak dostępu do internetu. Czyli prawdopodobnie jakieś 15 minut.

- Renzan, nie możesz stopić tego czegoś? - zapytała Lobo, rozmasowując sobie kostki. Teraz po upływie czasu stwierdziła, że próba rozwalenia ich więzienia gołymi pięściami nie była najlepszym pomysłem.

- Mówiłem już, że nie. To nie jest lód, nie mam nad nim władzy, a Shinden nie pojawia się gdy go przywołuje.

- To nie mam już pomysłu.

Nagle potężny ryk rozniósł się po całej "izolatce", przyjaciele pomyśleli, że któreś z nich nie wytrzymało i to doprowadziło do stanu przypominającego Salai gdy zabierze się jej monte lub gorzej: Strange gdy dotknie się jej włosów.

- Zdrówko. - powiedziała niewzruszona Bananowa.

Oczywiście było to zwykłe kichnięcie Serka.

- Szwagier... Ja wszystko rozumiem, zamordowałem ci matke, ogólnie mówiąc wybiłem większość rasy i sypiam z twoją siostrą. - zaczął Przemek. - No, ale żeby tak z glutami na twarz?!

- Chyba nie chce wiedzieć czemu są niebieskie. - powiedziała Hajsik, odsuwając się od reinkarnatora z obrzydzeniem.

- Żeby pedałkowi do włosów pasowały. - Uśmiechnęła się złośliwie Salai. - No więc, co robimy? - Shinigami popatrzyłą po kolei na wszystkich, ale odpowiadały jej tylko bezradne spojrzenia.

- Chyba najlepiej będzie poczekać. - zaproponowała Lobo. - Przecież i tak prędzej czy później wszystko pójdzie z dymem przez nas i prawdopodobnie nie zrobimy tego świadomie.

Baldanderka oparła się o ściane bańki, która, ku zdziwieniu wszystkich, zaczęła pękać.

- No bez jaj...

_______________________________________________________________________________________

Strange stała obok swojej matki przez wielkim tworem, przypominającym wielką bańkę. Niewlielu mogło zobaczyć to co ona. Kula przed nią, była energią w najczystszej postaci. Moce widzącej, mimo, że zazwyczaj maskowane dzięki mocy jej opiekuna - kolibra, nie wytrzymały i oślepiły ją zatrzęsieniem neonowych kolorów.

Teraz, gdy jej oczy przywykły do światła mogła doszukać się źródła tak potężnej mocy. Pasma energi wiodły wprost do środka miasta, gdzie umiejscowiony był kamień, który przed laty przesądził o jej losie.

Tuż po rozmowie z matką nie mogła zrozumieć wielu rzeczy, fakt wyjaśnienie dostała jak na tacy i w sumie umiała postawić się w jej miejscu, ale mnóstwo rzeczy nadal nie było zagadką.

_______________________________________________________________________________________

20 minut wcześniej...

Piratka podrapała się z zakłopotaniem po głowie, choć nie rozumiała dlaczego, przecież to ona powinna tu zadawać pytania, a nie być przesłuchiwana, w końcu sama się nie wygnała.

- Jak już mamy zaczynać z historią mojego życia to wolałabym od samego początku. - powiedziała oschle, po czym skrzyżowała ręce na piersi i rzuciła chłodnym spojrzeniem w stronę matki.

- No tak..., zapomniałam, że w tej sprawie powinnaś mieć pierwszeństwo. - odparła z niezwykłym spokojem, a nawet delikatnym uśmiechem. - No więc, od czego tu zacząć... To może tak od dnia twoich narodzin. Więc... - kobieta już miała zacząć mówić, ale ugrzęzła w połowie zdania. Patrzyła na Strange, a w jej oczach było widać szczęście, a zarazem rozpacz. - Przepraszam.

Przez chwilę piratce zrobiło się szkoda kobiety, ale później przypomniała sobie, że to właśnie ona wyrzuciła ją, gdy była jeszcze niemowlęciem, tylko dlatego, że jakiś kamyk się nie zaświecił.

- No dobrze. - syrena westchnęła. - Musisz wiedzieć, że mimo tego co myślisz, zawsze cię kochałam.

- Ty nie potrafisz kochać! - krzyknęła rozwścieczona Essalie. Jej całe ciało trzęsło się z gniewu i tylko silna wola i strach o przyjaciół powstrzymywały ją od rzucenia się na swoją rodzicielkę.

Kobieta smutno spojrzała w dół i zamknęła oczy. Wyglądała jakby ledwo powstrzymywała się od płaczu, a Strange widziała, że jej smutek nie był udawany. Jej aura zmieniła się na silnie szarą. Powoli zbliżyła się do białej toaletki z lustrem stojącej w rogu pokoju, odsunęła szufladkę i wyjęła lekko podniszczony dziennik.

- Litery są wyryte w skórze i przesiąknięte atramentem. - powiedziała podając dziennik Noelle. - Mimo to nie wiem czy zdołasz się doczytać starszych zapisów. Na początku prowadziłam go ja, później już twoja siostra. - Jej spojrzenie znów skierowane było w ziemie. - Mam nadzieje, że tu znajdziesz odpowiedzi na to czego szukasz.

Po tych słowach matka Strange wypłyneła z pokoju zostawiając piratkę sam na sam z dziennikiem. Nie wiedziała co powiedzieć. Zawsze myślała, że matka oddała ją bez wachania nie przykładajac do tego emocji, że była po prostu zbędnym dzieckiem, ale najwyraźniej była w błędzie.

Essalie otworzyła dziennik na pierwszej stronie.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki