FANDOM


(DROGI LUDU! TO NIE OPOWIEŚĆ O CREEPYTOWN, WIĘC NIE DZIWCIE SIĘ, ŻE WAS NIE MA :V)

Mała postać o głęboko czarnych oczach i czerwonych z zimna policzkach spojrzała w stronę leżącego tuż obok niej nastolatka. Było ciemno, już dawno nastała noc. Chłopiec uniósł się na łokciach i cicho westchnął.

- Janek, opowiedz mi jeszcze jedną bajkę – poprosił półgłosem.

- Jeszcze jedną? – odezwał się zaspany nastolatek.

- Nie mogę zasnąć – odpowiedziało dziecko i ułożyło się wygodnie na łóżku – Proszę.

- Dobrze – westchnął młodzieniec i odwrócił głowę w stronę chłopca – Ale to będzie dzisiaj już ostatnia.

Dziecko kiwnęło głową i zamknęło oczy. Nastolatek chwilę pomyślał i zaczął cichym głosem:

- Dawno temu żył sobie mały chłopiec, Tadeusz. Miał on gęste, ciemne włosy i duże, czarne jak smoła oczy. Nie mógł opuszczać swojego domu, a od świata oddzielał go ogromny mur. Siedział więc często w swoim pokoju i myślał o tym, co czeka go po drugiej stronie. Pewnego dnia postanowił uciec. Otworzył okno, odszedł kilka kroków w tył i zaczął biec przed siebie. Skoczył.

Dziecko poderwało się z łóżka i przerażonym wzrokiem spojrzało na towarzysza.

- I umarł? – krzyknęło zdumione.

- Cicho – uspokoił go wystraszony Janek – Jeszcze ktoś cię usłyszy.

- Dlaczego to zrobił? – spytał przerażony chłopiec – Zabił się?

- Nie. Nie zabił się – odpowiedział zamyślony Janek – Wzbił się w powietrze na pięknych białych skrzydłach. Przeleciał nad ogromnym murem i poszybował w nieznany sobie świat.

Nagle nastolatek przerwał. Spojrzał w kierunku drewnianych drzwi i szybko schował głowę pod cienki koc.

- Schowaj się – szepnął do chłopca.

Chwilę później drzwi się uchyliły z cichym skrzypnięciem. Po pomieszczeniu rozniósł się odgłos czyichś kroków. Młodzieńcy zamknęli szybko oczy z nadzieją, że mężczyzna ich nie usłyszał. Po chwili słychać było dźwięk zamykanych drzwi. Janek cicho odetchnął i uniósł powieki.

- Janek – usłyszał szept przyjaciela – Co było dalej?

- Dalej? – zamyślił się nastolatek – Zwiedzał świat. Śmiał się, bawił i już zawsze był szczęśliwy.

- I nigdy nie był głodny? – zapytał z nadzieją chłopiec.

- Nigdy – uśmiechnął się Janek – Miał tyle chleba, ile chciał.

- I mył się w ciepłej wodzie?

- Tak – powiedział rozmarzony, po czym dodał poważnym głosem: - Koniec bajki. Idź spać.

- Ale, Janek… – zaczął chłopiec.

- Dawid, chyba nie chcesz mieć jutro piętnastu kijów za zaspanie?

- Nie, ale…

- Dobranoc – przerwał mu Janek i odwrócił się do chłopca plecami.

- Janek, a czy my też tak uciekniemy? – spytał szeptem Dawid.

- Tak – odpowiedział nastolatek – Obiecuję.

Nastał chłodny poranek. Do pokoju wbiegł mały chłopiec w bereciku ubrany w cienką koszulę i brudne spodnie.

- Wstawać! – krzyknął i wybiegł z budynku.

Wszyscy chłopcy zeskoczyli z łóżek i w biegu zaczęli się ubierać. Po chwili już byli gotowi i pędem ruszyli w kierunku drzwi. Ostatni z pokoju wybiegli Janek i Dawid, którzy już od kilku dni stali się nierozłączni. Stojąc w rzędzie, spoglądali z przestrachem na mężczyznę w mundurze. Mijając chłopców, posyłał groźne spojrzenie w stronę każdego z nich. Nagle zatrzymał się i wziął głęboki oddech.

- Padnij! Raz! Powstań! Dwa! Raz! Dwa!– krzyknął głośno.

Chłopcy kolejno wykonywali polecenia. Już po chwili ciężko dyszeli. Niemiec z uśmiechem przyglądał się dzieciom i ostrym tonem wydawał rozkazy. W pewnej chwili zauważył, że jeden z jego podopiecznych od dłuższego czasu leży na ziemi, oddychając płytko. Podszedł do niego, chwycił za skrawek wyblakłej koszuli i podniósł go do góry. Blada twarz chłopca kolorem przypominała styczniowy śnieg.

- Co ci jest? – spytał poważnym tonem Niemiec.

- Chory jestem… - wyszeptało zmęczonym głosem dziecko.

- Chory? – spytał z uśmiechem mężczyzna – Ja ci dam chorego!

Z kieszeni wyciągnął bat, zamachnął się i uderzył mocno chłopca. Dawid zamknął oczy i zatkał uszy, jednak pomimo tego, wciąż do niego docierały jęki dziecka. Dopiero po dłuższej chwili Niemiec odszedł kilka kroków i spojrzał na leżącą na ziemi postać. Uśmiechnął się i skierował wzrok na resztę grupy.

- Na co się patrzycie? – ryknął – Raz! Dwa! Raz! Dwa!

Trzymając w bladych dłoniach blaszane kubki, Dawid i Janek czekali w długiej kolejce na śniadanie. Po kilku minutach nieśli ze sobą po jednej małej pajdzie chleba i odrobinie czarnej kawy. Usiedli na zimnej glebie. Janek spojrzał na Dawida, który niemal natychmiast zaczął zjadać swoją porcję.

- Nie wszystko naraz – powiedział spokojnym głosem – Żuj aż się rozmięknie.

Chłopiec kiwnął głową i połknął resztę chleba. Popił ostatni kęs czarną kawą. Odstawił kubek na ziemię i przyjrzał się ciemniej cieczy.

- Dodali sacharyny – stwierdził cicho i dopił resztę kawy – Janek, widziałeś jak on zbił tego chłopca?

- Tak – odpowiedział smutnym głosem nastolatek.

- Dlaczego oni nas tak nie lubią? – zapytał Dawid i spojrzał wyczekująco na przyjaciela.

- To dlatego, że oni nam zazdroszczą – odpowiedział zmyślając – zazdroszczą nam tego, że my jesteśmy ludzcy, a oni nie.

- Wiesz – zaczął niepewnie Dawid, spoglądając na pusty kubek po kawie – Ja bym im oddał moją ludzkość, tylko niech oni nas nie biją.

Chłopcy skierowali się do warsztatu i zajęli swoje miejsca. W pomieszczeniu było głośno, dźwięki uderzeń narzędzi o metalowe igły zagłuszały wszystkie inne odgłosy. Chłopcy pracowali dokładnie, nie mówiąc ni słowa. Między rzędami podłużnych stołów przechadzał się wysoki mężczyzna. Bacznie przyglądając się wszystkim dzieciom, kroczył dumnie przed siebie. W końcu zatrzymał się tuż za dwunastoletnim robotnikiem, który powolnie uderzał młotkiem w stal.

- Numer dwieście trzydzieści jeden – wrzasnął mężczyzna.

Chłopiec, jak oparzony, wstał natychmiast ze stołka i wyprostował się na widok Niemca. Ten zmierzył go zimnym jak lód wzrokiem i sięgnął po pudełko, w którym znajdowały się igły. Po chwili odstawił je na miejsce i pochylił się nad przerażonym dzieckiem.

- Bierz się do roboty! – krzyknął i wyprostował się.

- Tak jest – odpowiedział chłopiec i usiadł na swoim miejscu.

- Od dziś będzie panować nowa norma – zaczął srogim głosem mężczyzna – Tysiąc dwieście pięćdziesiąt igieł. I macie się wyrobić.

- Tak jest – odpowiedzieli chórem chłopcy.

Po ciężkim dniu pracy dzieci zebrały się na dużym placu. Stojąc w rzędach, czekały na rozpoczęcie apelu. Dawid, lekko dygocząc, spojrzał w stronę Niemców, którzy wyszli na środek. Po chwili jeden z nich siłą zaciągnął dziesięcioletniego chłopca przed resztę młodzieży.

- Trzecie próba ucieczki – powiedział – Rozstrzelać.

Skazaniec ruszył przed siebie, jednak nim zdążył ubiec dwa metry, trafiła go kula. Jego bezwładne ciało osunęło się na ziemię, a na bladej skórze pojawiło się kilka stróżek krwi. Dawid ścisnął dłoń Janka i cicho jęknął. Na placu zapanowała cisza, którą przerywały jedynie ciężkie oddechy dzieci. Janek spoglądał nerwowo na martwego uciekiniera.

- Numer trzysta czterdzieści – usłyszał głos niewysokiego mężczyzny.

Po chwili na środek wymaszerował jeden z  chłopców. Miał on wychudzone policzki, a na jego twarzy widniała szeroka blizna.

- Dostaje karę sześćdziesięciu kijów za spowodowanie bójki – powiedział oschle Niemiec.

- Dziękuję – krzyknął chłopiec – Ta kara jest słuszna.

Chwilę później słychać było krzyki biczowanego. Po policzku Dawida spłynęła łza. Następnie kolejna. I kolejna. Zacisnął mocno powieki i wziął głęboki oddech.

- Dlaczego? – wyszeptał sam do siebie.

Nastała kolejna zimna noc. Dawid znowu nie mógł spać. Za każdym razem, gdy usypiał, budziły go okropne koszmary. W końcu postanowił obudzić swojego przyjaciela. Wyciągnął więc rękę i potrząsnął nastolatkiem.

- Janek. Janek, obudź się – prosił.

- Co jest? – spytał wystraszony młodzieniec – Zaspaliśmy?

- Nie – odpowiedział tamten – Nie mogę spać. Opowiesz mi bajkę?

- Dawid, jutro musimy wcześnie wstać. Jeśli będziemy zmęczeni, to nie wyrobimy normy.

- Proszę, tylko jedną – wyszeptał chłopiec.

- Zgoda – westchnął Janek i podniósł się na łokciach – Pewien słowik siedział na jednej z gałęzi drzew. Miał on przecudny głos, który podziwiały wszystkie zwierzęta mieszkające w lesie. Słowik uznał, że z takim głosem może osiągnąć wszystko. Jednak nie mógł zrobić jednej rzeczy. Nie mógł latać, gdyż miał złamane skrzydło. To sprawiło, że inne ptaki zaczęły się nad nim znęcać. Pewnego razu zwierzęta postanowiły pozbyć się słowika. Zepchnęły więc go z gałęzi.

- Przecież ma złamane skrzydło, nie może lecieć – szepnął przerażony Dawid.

- Słowik spadał i spadał w dół – kontynuował Janek – W ostatniej chwili rozprostował skrzydła i wleciał w powietrze. Zatoczył koło nad innymi ptakami i wylądował na najwyższej gałęzi, głośno przy tym śpiewając. Od tamtej pory, nawet ptaki go podziwiały.

- Przecież ptaki go nie lubiły – wtrącił chłopiec.

- Racja. Ale to dlatego, że uważały go za zbędnego. Ptak, który nie może latać nie jest ptakiem. Jednak, gdy słowik wzbił się w powietrze zdobył uznanie wszystkich.

- Czy Niemcy również będą nas podziwiać? – spytał z nadzieją Dawid.

- Tak – odpowiedział Janek z uśmiechem – Z pewnością, gdy tylko wzbijemy się w powietrze, głośno przy tym śpiewając.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki