FANDOM


Wasieq? Myślałeś może, aby po prostu stworzyć kategorie "Opowiadania NMZ", zamiast zapełniania "stron bez cenzury"?

Żołnierze szli środkiem zatłoczonego tunelu w bardzo luźnym szyku. Przy nawet największej, możliwej, dozie dobrej woli nie można by tego nazwać marszem. Szturmowcy palili, głośno rozmawiali i podawali sobie manierki w trójkach i czwórkach. Nie przejmowali się zbytnio tym co prezentowali. Nie w tej okolicy.

Żołnierza powinny odprowadzać spojrzenia zawierające co najmniej odrobinę szacunku. Dla cywilów nie ma być ważne jakim obywatelem jest wojak na którego patrzą. Ważne ma być tylko to, że nosi broń, pancerz i okute stalą buciory. I to, że ryzykuje życie w obronie dorobku ludzkości. Ale nie wszyscy pamiętali o tym jak ważną rolę pełnią żołnierze.

Legionów było paskudną dzielnicą. Parszywą z punktu widzenia żołnierzy. Do tego miejsca od dawna nie zawitało żadne zagrożenie. Żadnych wdarć, populacji Opętanych, sekt, powstań. Nic. Teoretycznie ten absolutny spokój powinien doprowadzić do nadzwyczajnego rozwoju. W praktyce ten brak motywacji i celu doprowadził do dekadencji i upadku dzielnicy. Wojskowi rzadko kiedy zapuszczali się do tej nory, ponieważ miejscowa ludność traktowała ich z  nieskrywaną pogardą ("Nie potrzebni nam są, darmozjady"). W społeczeństwie wojaków popularne było marzenie o tym, że kiedyś w to miejsce zawita jakaś katastrofa wymagająca interwencji i żołnierze będą mieli okazje by "przypadkiem" wyrżnąć miejscową ludność. Płomieniowi nadziei wystarczy nawet najlichsze paliwo. Reinhardt z obrzydzeniem zapuszczał się w to miejsce, ale cóż począć jeśli zleceniodawca chce się spotkać właśnie tutaj? Kiedy już dotarli do skrzyżowania na którym mieli spotkać się z zleceniodawcą, Kapitan błyskawicznie odnalazł go w tłumie. Jego ciemnoniebieski skórzany płaszcz z srebrnymi guzikami, rzeźbiona klamra od paska, lśniące czystością skórzane buty z cholewami, jasno-białe spodnie z włókna, drewniana laska obciążona metalem i furażerka wyróżniały go spośród obdartusów w startych, znoszonych łachmanach. Kapitan dał znak żołnierzom, a ci błyskawicznie uformowali się w dwójki. Wciąż nie można tego było nazwać marszem, szturmowcy nie zamierzali przesadzać, byli tu przecież w charakterze najemników.

-Dzień dobry Kapitanie! - Zawołał kupiec kiedy tylko dostrzegł zbliżającą się kolumnę wojaków. – Pierwsze wrażenie mówi mi, że zwróciłem się o pomoc do właściwej osoby.

-Dobry, tylko dla kogo? Naprawdę musiał pan wybrać miejsce spotkania w tej paskudnej dzielnicy?

-Przepraszam za to, ale stąd prowadzi najszybsza i najprostsza droga do naszego celu.

-Celu… - Mruknął Otto, tak cicho, że nikt nie mógł tego usłyszeć. Ale Kapitan wiedział, że jego żołnierze będą sobie nie potrzebnie zawracać głowy domysłami czym jest ich cel. To rażąco obniżyłoby ich efektywność.

-Lechu, zajmij się formalnościami. – Powiedział Reinhardt.

-Tak jest Herr Kapitan. – Lech wyciągnął z kieszeni kurtki długopis i zeszyt, po czym zwrócił się do kupca. – Pan wybaczy, ale Kapitan lubi mieć wszystko jasne i na papierze, dlatego proszę o wszystkie szczegóły zlecenia. – Kupiec przez chwilę patrzył z niedowiarzeniem na żołnierza, a potem na Reinhardta. Pewnie nie podobało mu się mówienie tego wszystkim soldatom i chciał powiedzieć coś w stylu „Już panu mówiłem”, ale pod spojrzeniem Kapitana załamywali się nawet jego chlebodawcy.

-Ehh.. Nazywam się Krzysztof Kalicki, jestem wolnym kupcem. Tyle o mnie możecie wiedzieć. Naszym celem  jest ładunek karawany, która zaginęła w niezabezpieczonym tunelu tranzytowym na wschód od Legionowa. Wasz oddział zatrudniłem ze względu na rekomendacje, gdyż zależy mi na czasie i profesjonalizmie. Starczy?

-Tak, możemy ruszać nawet w tej chwili. – Odpowiedział Kapitan.

-Zależało by mi na tym.

-Żołnierze baczność! W lewo zwrot!

Droga przez tereny pozostające w kontroli Rzeczpospolitej obyła się bez żadnych niespodzianek. Im bliżej granic bezpiecznych tuneli się zbliżali, tym więcej szacunku widzieli w oczach mijanych ludzi. I tym równiej maszerowali. Sprawy zaczęły się komplikować kiedy opuścili bezpieczna strefę i weszli do tunelu w którym zaginęła karawana.

-Właśnie tutaj powinni trafić, ponadto otrzymałem telegraf z Sieradza potwierdzający ich wyruszenie, więc mam pewność iż zaginęli w tym tunelu.

-Istnieje możliwość, że rozkradli towar i uciekli?

-Nie. Byli zbyt dobrze opłacani, poza tym już raz coś takiego mi się zdarzyło. Wszystkich w to zamieszanych posłałem do sztrafbatu. Nikt nie ośmieliłby się powtórzyć tego błędu.

-Aha.

Jeśli kupiec mówił prawdę, oznaczało to, że ta robota nie będzie należała do łatwych. Karawanie musiało się coś stać w trakcie przejazdu. „Coś się stało” oznaczało zazwyczaj atak Opętanych. Żołnierze z bronią w rękach i zapalonymi latarkami, powoli przemierzali pusty i upiornie cichy tunel. W miarę jak zapuszczali się coraz głębiej, ich rozmowy milkły, a napięcie tężało. Żołnierze doskonale wiedzieli, że najlepiej zabijają pośpiech i pewność siebie. Dlatego sceptycznie zareagowali na światło ogniska w trzewiach tunelu. Podeszli do niego ostrożnie nie opuszczając broni i szukając potencjalnych osłon. Dlatego byli przygotowani na dwie strzały z kuszy, które odbiły się od napierśnika Reinhardta. Odpowiedziały im trzy „ślepe” strzały z karabinów elektrycznych. Szturmowcy padli na ziemię, ci z tyłu wyjmowali z kieszeni granaty. Obok Miłosza, który leżał w pierwszej lini, wylądowała butelka zapalająca, przypalając mu ramię. W odpowiedzi cisnął własnym granatem zapalającym w kierunku wrogów. Wojacy usłyszeli czyjś wrzask. Wtedy Kapitan dał znak Przedborowi- operatorowi miotacza ognia. Ognisty jęzor przeciął tunel pod skosem, od prawej do lewej strony. Nim płomienie zgasły szturmowcy rzucili się do (no właśnie) szturmu. Pierwszy osłonę przesadził Reinhardt, na prawą rękę założył stalową rękawicę z kilkucentymetrowymi ostrzami na czubkach palców i oficerskim rewolwerem w lewej ręce. Pierwszego bandytę, bo ewidentnie z nimi mieli do czynienia, kulącego się za osłoną, kopnął z rozpędu butem w twarz. Drugiemu, który nagle wyrósł obok niego, strzelił z przyłożenia w klatę. Następny rzucił się na niego z siekierą, lecz nie spodziewał się, że Kapitan przyłoży mu w ryj z główki, a następnie rozerwie twarz szponem pod napięciem. Reinhardt dobił go strzałem w łeb. I było po wszystkim.

-Raportować stan.

-Żadnych strat Herr Kapitan, to byli amatorzy. Żadnej porządnej broni, ledwie kusze, pałki, i butelki z paliwem.

-Panie Krzysztofie! Niech pan podejdzie, już po wszystkim! Czy widzi pan tu ładunek pańskiej karawany?

-Nie. Musieli go zostawić lub to nie oni.

-Kurwa. – Mruknął Otto. Czyli czeka ich jeszcze więcej roboty.

Szturmowcy przeszukali obóz bandytów i ruszyli dalej. Później poinformują o tym miejscu nadzorców by wyznaczyli kogoś do posprzątania. A na razie muszą się zająć swoją robotą.

Do karawany dotarli po półgodzinnej, bezproblemowej podróży. wszyscy jej członkowie byli rozsmarowani po ścianach. Ładunkiem okazały się dwie duże, metalowe skrzynie. Jedna miała urwane wieko.

-Ach, świetnie wszystko na miejscu. Pański oddział naprawdę okazał się najlepszą możliwością. – Kupiec zdawał się nie zwracać uwagi na śmierć swoich pracowników. – Ej, kurwa, nie zaglądaj tam! – Krzyknął. Ale było już za późno. Zbigniew zajrzał do otwartej skrzyni i skrzywił się.

-Pan Kapitan powinien to zobaczyć.

W skrzyni znajdowały się głowy i serca. Ludzkie głowy i zapewne ludzkie serca. Po otwarciu drugiej skrzyni, znaleźli w niej czerwone habity, rytualne sztylety i wielki naszyjnik z przymocowanym odwróconym krzyżem chrześcijańskim. Kupiec próbował uciec, ale Imisław go złapał i trzymał w swym żelaznym uścisku. Zdezorientowani szturmowcy przenieśli wzrok na Krzysztofa.

-Morderca. – Padło pierwsze oskarżenie.

-Maniak. – Padło kolejne.

-Heretyk. – Powiedział Lech. Połowa wojaków odwróciła na niego skołowane spojrzenia. W Rzeczpospolitej Miliona Narodów, w której dozwolone było każde wyznanie, rzadko kiedy nazywano tak kogoś.

-Da się u nas być heretykiem? – Spytał zdziwiony Krzysztof. Na moment zapomniał, że to on jest oskarżony.

-Jeśli bluźnisz przeciw wszystkim dozwolonym wiarom to tak. – Odpowiedział Lech. Jako, że większość obecnych wciąż patrzyła na niego z zdezorientowaniem wyciągnął z kieszeni kurtki kodeks karny Rzeczpospolitej.

-Strona czternasta. Tu jest jasno i wyraźnie napisane, że jesteś Heretykiem.


-O chuj. – Skomentował to kupiec. W tym momencie poczuł, że uścisk skołowanego Mordojeba słabnie. Wykorzystał to.

Nim szturmowcy się obejrzeli kupiec biegł ile sił w nogach w przeciwną stronę tunelu. Zaraz nim ktokolwiek strzeli, Krzysztof zniknie w ciemnościach. Jego plany pokrzyżował przyprawiający o ciarki ryk. A właściwie jego autor, który wyrósł przed kupcem.  

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki