FANDOM


Ranzen siedział na swoim fotelu w centrum dowodzenia ‘Kunsztem Wojny”. Przed godziną wyruszyli przemierzając tereny kosmiczne, aby wejść w Osnowę, która przyspieszała transport w miejsce docelowe o bardzo dużo czasu.

-Przygotować się do wejścia w Osnowę. – Wydał Rozkaz.

Astropaci, którzy odpowiadali za to,  zaczęli mówić w pradawnym języku wykonując w powietrzu kręgi. Przed statkiem otworzyła się dziura, która wytwarzała błyskawice różnego koloru.

-Rozpocząć wejście – Następna komenda.

Jak zawsze, przed wejściem w tą dziwną przestrzeń towarzyszył mu strach. Był wyszkolonym kapitanem. Potrafił zniszczyć każdy wrogi okręt, takiej samej klasy a nawet wyższej! Ale teraz nie mógł nic zdziałać. Pokładał swoje życie w rękach trzech ludzi. Uspokajał się, że są oni perfekcyjnie wyszkoleni w swoim fachu, że to dostał elitę wśród nawigatorów. Ale nawet elita mogła popełnić błąd. Natura osnowy jest niezbadana, to czysty chaos - to wszystko co ją definiuje. A w Immaterium, jak zwą ją niektórzy, najmniejszy błąd może oznaczać wszystko: od cofnięcia się w czasie, poprzez wrzucenie na pokład demonów, na "prostym" zgnieceniu statku kończąc. Ale im lepszy był nawigator, tym mniejsze było ryzyko, ale zawsze istniało. Statkiem zaczęło trząść. Kilka Piorunów

złapało go, wciągając. Ranzen zamknął oczy. Nie chciał nic widzieć. Po chwili byli już w „środku”. Otworzył oczy. Wszystko wokół statku było rozmazane. Lecieli z zawrotną prędkością.

Ranzen miał teraz godzinę na rozmyślenia o przeszłości.

Gdy zobaczył ten okręt, zakochał się w nim.

„Kunszt Wojny” był okrętem o długości 1 kilometra i 150 metrów szerokości. Na przodzie  statku było centrum dowodzenia. Gdy wychodziło się z centrali, można było iść do dwóch hangarów. Prawego i lewego o równych parametrach. Na końcu znajdowały się kwatery wojowników.

Taa.jpg

"Kunszt Wojny"

Z każdego boku Krążownika znajdowały się po 8 dział makro. Było jeszcze 10 ukrytych. Posiadał również 8 dział laserowych. Po 4 na każdą burtę. Ich obsługa składała się z 900 ludzi. Na szczycie znajdowały się wieżyczki do nisczenia torped i rakiet.

Razem załoga składała się z 1300 ludzi, którzy wykonywali takie czynności jak obsługa dział, obsługa przedziału desantowego i wiele innych, nie wliczając Łowców Potępionych, których było 50.

Po dwóch latach dowodzenia Ranzen dostał propozycje praktycznie nie do odrzucenia. Zostanie Admirałem Floty Imperialne, w jakimś sektorze, którego nazwy już nawet nie pamiętał. Ale odmówił. To była dla niego za duża odpowiedzialność. Poza tym przywiązał się do tych ludzi. Nie lubił zawierać nowych znajomości.

Nagle zaczęło trząść statkiem. Po chwili wyłonili się z Osnowy. Jeden z astropatów poinformował go:

- Koniec podróży.

- Kapitanie - zameldował jeden z jego oficerów. Osnowa chwilowo uszkodziła tarcze próżniowe. Wszystkie działają w 50%.

-Coś jeszcze?

- Tak, mamy problemy z działami, oraz komunikacją. Mogą być problemy, jeżeli zostaniemy zaatakowani.

- Nie przejmuj się. Damy radę.

Ranzen sprawdził namiary celu. Lecz nie musiał już tego robić Planeta była centralnie przed nimi.

-Obrać kurs. Budzić Exianne i jej oddział. Za chwilę rozpoczynają lądowanie.

-Kapitanie! – wykrzyknął jeden z jego podwładnych. – Nasze radary wykryły okręty wroga. To chaos!

Statkiem zatrzęsło. Zostali trafieni w lewą burtę.

-Włączyć osłony. Namierzyć wroga – Ranzen był w swoim żywiole. Wydawał komendy, które były prędko wykonywane. -  Wyrwać w przód. Pełna siła ogniowa.

Jeden z pocisków świsnął im z tyłu, ale nie trafił. Było bardzo blisko. Wszystkie działa rozpoczęły ostrzał. Nagle, z drugiej strony wyłonił się następny okręt skierowany do nich bokiem. Był to ciężki pancernik. Każde trafienie mogło poważnie uszkodzić „Kunszt Wojny”.

-Co się dzieje? – Wykrzyczała Exianna, wbiegając z resztą swojego oddziału do centrum dowodzenia? – Czemu w hangarach następują serię wybuchów?

-Mamy towarzystwo – Odparł. - Jeden z pocisków leciał centralnie w nich. Ranzen w ułamku sekundy przystosował się do sytuacji – Przełączyć wszystkie osłony na przód! – Rozkaz został wykonany.

- Do kapsuł desantowych! Ładować potrzebne rzeczy, na wypadek gdybyśmy musieli się ewakuować. Za mną! – Rozkazała łowcom Exianna.

W centrum został tylko Bane i ludzie sterujący statkiem.

Fallout new vegas.jpg

Bane podczas walk z Chaosem.

546553246.jpg

Okręt wroga.

Gdy pocisk trafił nastąpił potężny wybuch, ale nic „Kunsztowi Wojny” się nie stało. Za to stracił jedną z trzech tarcz energetycznych.

Do walki po stronie nieprzyjaciela dołączyły 4 ciężkie pancerniki oraz 5 krążowników minimalnie wolniejszych od "Kunsztu Wojny". Ranzen próbował zwyciężyć, ale walka z tak przeważającą siłą była nie do zwyciężenia. Dwa wrogie pancerniki zniszczył. I 3 krążowniki. Zrobił tyle ile potrafił. Nie było możliwości ucieczki. Byli otoczeni. Nie mogli nic zrobić. Utrzymywał się dwie godziny, dając ludziom czas na przygotowanie się do ewakuacji.

Ranzen wpadł na ostatni, desperacki pomysł. Miał zamiar zabrać ze sobą jeszcze jeden okręt. Wszyscy czekali na jego rozkaz. Nawet Exianna.

Została jedna tarcza energetyczna. I to ciężko naruszona.

Nadciągało coraz więcej wrogich okrętów, zacieśniając koło przy "Kunszcie Wojny"

- Przygotować działa makro– Jego podkomendni byli wstrząśnięci, wykonali rozkaz bez szemrania. Z różnych miejsc wynurzyło się 10 dział, skierowanych do dziobu statku. Krążownik skierował się w stronę lewego wrogiego pancernika.

Jego ludzie myśleli tak jak on. Rozdzielili osłony na połowę.

- Działa gotowe Kapitanie! – Zameldował jeden z jego podwładnych.

-Na co czekasz?! Salwa!

Rozpoczął się ostrzał. Żaden okręt nie mógł wytrzymać pod takim naporem siły ognia. Salwa poczyniła spustoszenie we wrogim okręcie. Ale osłony zostały całkowicie zniszczone. Wszystkie działa laserowe były zniszczone. Działa makro nie miały pocisków. Wróg również zaprzestał ostrzału. Szykował się do szturmu na "Kunszt Wojny".

-Dobra spadamy. Wszyscy do kapsuł desantowych – Wykrzyknął Ranzen.

Jego załoga zaczęła biec w stronę kapsuł. Oprócz Ranzena.

- A ty co zostajesz? – Zapytał snajper Łowców Potępionych.

- Kapitan umiera razem ze swoim okrętem. – Odrzekł pełnym wyniosłości tonem.

Bane w mgnieniu oka był przy nim. Zdzielił go w brzuch, pozbawiając przytomności.

-Myślałby kto. Nadęty bubek. – Myślał przekładając Ranzena przez ramię. Wybiegł z Centrum, które zaczęło płonąć.

Znalazł się w lewym hangarze, ale wszystkie Thunderhawki zostały uszkodzone. Bane zauważył pierwszych wrogów. Byli to berserkerzy Khorna.

Większość Thunderhawków, stormbirdów i stormravenów została wysłana do niszczenia wieżyczek wroga i torped lecących w stronę "Kunsztu Wojny". Żaden nie powrócił. Z kolei te, który zostały były zniszczone. Oprócz jednego. Na podłodze leżały części sewitorów bojowych oraz flaki ludzi z garnizonu ochronnego. Wszyscy z nich zostali zmasakrowani.

Khorne był Bogiem Krwi. Jego słudzy byli bezmyślnymi rzeźnikami, którzy przelewali krew ku uciesze swego pana. Jeden z nich, zauważając snajpera, krzyknął:

-Krew dla Boga Krwi! Czaszki dla Tronu Czaszek! – Rzucił się w stronę Bane’a

Łowca Potępionych uskoczył w bok. Na ramieniu miał Ranzena. Nie mógł podjąć walki. Zaczął biec w kierunku kapsuł desantowych, które były na drugim końcu statku. Przy Komnatach Wojowników.

Lecz jeden z wrogów zaszarżował na niego z boku, wywracając się razem z nim na bok. Bezwładny Kapitan zniszczonego już praktycznie okrętu nadal był nieprzytomny. Jeden z berserkerów zamierzył się na niego toporem. Gdy broń już miała wbić się w ciało snajpera, wróg przewrócił się na bok.  Z jego głowy została krwawa plama. Zza jednego ze zniszczonych Thunderhawków wyskoczył Corazyn, rzucając się na wrogów. Wpadł w „Święty Gniew”.

„Święty Gniew” był bardzo rzadkim darem. Aby go uaktywnić, jeden z bliskich towarzyszy musiał być w bardzo ciężkiej sytuacji. Wojownik, który znajdował się w niego władaniu świecił jasnym ogniem, a broń którą trzymał, płonęła, a to hipnotyzowało wroga.

W jednego z wrogów Corazyn wleciał, zabijając impetem. Nieprzyjaciół było 15. Ale to nie było dla wojownika problemem. Wszyscy wrogowie otrząsnęli się z działania hipnozy, ale było już za późno. Corazyn  jednym precyzyjnym zamachem odrąbał 6 głowy swoimi toporami energetycznymi, resztę zarżnał w kilka sekund. Podał Bane’owi rękę.

-Zabieramy się stąd. – Krzyknął, przebijając się przez huk eksplozji. – Jeden transporter jest sprawny.

Corazyn przełożył przez barki snajpera i kapitana upadającego „Kunsztu Wojny” i wbiegł z nimi do Thunderhawka. Był tam jeden z pilotów.

- Startuj! – Powiedział Obdarzony. Jego rozkaz został wykonany natychmiastowo. Wylecieli przez otwartą rampę. Przed kosmiczną próżnią statek chroniło pole siłowe, które było na wyczerpaniu. W ostatnim momencie zdążyli wylecieć.

W Thunderhawku było razem 5 osób.

-Gdzie reszta? – Zadał pytanie Bane.

- Udało im się ewakuować na planetę, ale kapsułami desantowymi.

ThunderhawkAction2.jpg

Thunderhawk Łowców Potępionych

Nagle zaczęła mrugać czerwona lampa.

- Alarm. kurs kolizyjny - usłyszeli

Co to? Rakieta! - Wykrzyknął Corazyn.

-Wymiń ją – zawył przebudzony kapitan, Pilot próbował, ale nie udało się.

Rakieta uderzyła w prawe skrzydło. Na szczęście byli już w atmosferze planety. Zaczęli błyskawicznie spadać.

Ranzen objął wzrokiem pomieszczenie. Zobaczył plecaki odrzutowe.

- Corazyn! Tam! – Krzyknął, wskazując ręką.

Wojownik obejrzał się we wskazanym kierunku. W mig zrozumiał o co chodziło. Reszta też. Wszyscy rzucili się w stronę jetpacków. Tylko Kapitan nie, Snajper przełożył go przez bark. Rampa otworzyła się.

Wyskoczyli, zabierając całe pożywienie i amunicje. Była zapakowana, więc nie zabrało to im wiele czasu.

Edytuj

Przemek był skuty łańcuchami. Jego ręce były uniesione do góry. Wisiał tak, gdy nagle obudziły go huki wystrzałów. Otworzył oczy. Obejrzał się po pomieszczeniu. Oprócz niego, były tam 3 inne postacie wyglądające praktycznie tak samo, emanujące mroczną energią, które patrzyły na niego, próbując czytać w jego duszy.

Zabójca smoków szarpnął rękami, ale nie udało mu się zerwać tego, co go krępowało.

Jeden z wrogów zaśmiał się:

-Nic nie możesz zrobić, ścierwo. Ci, których zabijałeś zgładzą Cię, ale najpierw dowiemy się wszystkiego, co wiesz. – Czarnoksiężnik, bo tym byli jego nieprzyjaciele, uśmiechnął się mrocznie.

W Przemka zaczęły uderzać pioruny. Zadrżał, ale nie okazał na twarzy bólu.

Tylko na tyle was stać, gnoje? – Krzyknął z furią – Uwolnijcie mnie, to pokażę wam, jak zabijam takie bydła jak wy!

Pomieszczenie, w którym byli, miało 20 metrów. Przemek wisiał na ścianie, a wrogowie stali od strony drzwi. Nagle do pokoju wszedł… Smok.

-Kiedy nam go dacie? Mam ochotę zatańczyć z tym ścierwem! – Zaryczała bestia.

Nagle nastąpiła seria wybuchów. Przemek czuł, że krępująca go potęga słabnie, a jego tłumiona moc rośnie.

Czarnoksiężnicy też to zauważyli. Zaczęli recytować zaklęcia. Ale za późno. Nastąpił wybuch niszczący pomieszczenie. Czarownicy i smok odlecieli za pomieszczenie. Patrzyli w obłoki kurzu. Ale nie tego się spodziewali.

Gdy tumany opadły. zobaczyli Przemka. Stał dumny. I groźny.

- Muszę was pożegnać – zaśmiał się – Ale najpierw wezmę co moje.

Podniósł rękę do góry. Smok zaczął płonąć i krzyczeć z bólu. Był praktycznie odporny na ogień, ale Zabójca znał techniki mrocznych płomieni. Przemek jednym skokiem znalazł się przy bestii, wyrywając mu z ręki swój miecz, i odcinając nim głowę. Czarnoksiężnicy wstali, i rzucili się na niego, ale po chwili padli, rażeni gromami z rąk pogromcy. Żyli, bo im na to pozwolił.

Za nim powstał portal na planetę, z której go zabrali.

-Niedługo wasze plany zostaną pokrzyżowane – Spojrzał na nich. W stronę Przemka wystrzelił łańcuch, ale zniknął w połowie drogi. Zabójca wyciągnął dłonie przed siebie. W stronę czarnoksiężników poleciały snopy światła, paląc ich doszczętnie. –

Ścierwa poznały mą moc. - Rzekł beznamiętnie.

Po czym zniknął w portalu.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki